Andrzej Bernardyn

Nazywam się Andrzej Bernardyn, tak jak taki duży pies z beczułką. W ciągu 14 lat pomogłem 5 000 osób zdobyć ważne umiejętności osobiste. Wśród moich klientów są takie firmy jak IBM, Bayer czy Volkswagen. Jestem autorem Krainy Nawyków, pierwszej w Polsce gry planszowej, służącej do rozwijania nawyków, a także książki Przewodnik po Krainie Nawyków i ponad 100 artykułów, publikowanych m.in. w Productive! Maganize. Jestem także głównym organizatorem Trenferencji - największej w Polsce konferencji dla trenerów, przedsiębiorcą, a prywatnie szczęśliwym mężem i ojcem 3 dzieci - Arii, Tadzia i Aurorki.
Nazywam się Andrzej Bernardyn, tak jak taki duży pies z beczułką. W ciągu 14 lat pomogłem 5 000 osób zdobyć ważne umiejętności osobiste. Wśród moich klientów są takie firmy jak IBM, Bayer czy Volkswagen. Jestem autorem Krainy Nawyków, pierwszej w Polsce gry planszowej, służącej do rozwijania nawyków, a także książki Przewodnik po Krainie Nawyków i ponad 100 artykułów, publikowanych m.in. w Productive! Maganize. Jestem także głównym organizatorem Trenferencji - największej w Polsce konferencji dla trenerów, przedsiębiorcą, a prywatnie szczęśliwym mężem i ojcem 3 dzieci - Arii, Tadzia i Aurorki.
3 powody głupiego postępowania

3 powody głupiego postępowania

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Tyl​ko dwie rzeczy są nies​kończo​ne: wszechświat i ludzka głupo​ta. Choć tego pierwszego nie jes​tem pewien”.

Skąd bierze się ten bezmiar głupoty w ludziach? Czy da się wyedukować ludzi z niemądrego postępowania? Jeszcze kilka lat temu odpowiedziałbym na tytułowe pytanie tak: Ludzie postępują głupio … bo są głupi. Mają niskie IQ, nie potrafią kojarzyć faktów. Nie ma dla nich nadziei i najlepiej takich osobników unikać.

1. BRAK WIEDZY

Na szczęście w międzyczasie zdobyłem wiedzę, która wyleczyła mnie z tego niezdrowego przekonania. Teraz jestem skłonny twierdzić, że najczęściej ludzie podejmują najlepsze możliwe decyzje. Problem polega jednak na tym, że często nie wiedzą, że mogą wybrać coś innego, obiektywnie dla nich korzystniejszego. Nawet samobójcy decydują się na rozwiązanie, które w ich przekonaniu jest dla nich najlepsze. Po prostu nie widzą (w danym momencie) innego wyjścia lub żadna z pozostałych opcji nie wygląda dla nich na sensowniejszą.

Czemu ludzie nie odczuwają potrzeby zdobywania wiedzy? Doskonale wyjaśniają to prace Justina Kruggera i Davida Dunniga*, którzy za swoje odkrycia otrzymali nagrodę Ig Nobla w 2000 roku w dziedzinie psychologii.

Większość osób, która zdobyła podstawową wiedzę w danym temacie, jest przekonana, że wie już wszystko o tym zagadnieniu:

Efekt Kruggera Dunninga - Andrzej Bernardyn

Wraz ze wzrostem wiedzy, dość szybka spada pewność siebie i sądów wygłaszanych w danym temacie. Dlaczego tak się dzieje? Bo gdy ludzie przestają się zadowalać kilkoma ogólnymi zasadami i dostrzegają całą złożoność dyscypliny wiedzy, dopiero wtedy, śladem Sokratesa, widzą, ile jeszcze nie wiedzą.

Oczywiście do pewnego momentu. Później, pod wpływem porównywania posiadanych informacji z innymi i dzięki szacunkowi środowiska, w którym dany człowiek się obraca, stopniowo zwiększa się pewność siebie. Jednak nawet światowy ekspert w danym temacie nie będzie w połowie tak przekonany o swojej nieomylności, jak osoba, które poczyniła pierwsze kroki w określonej dziedzinie.

Głupota może wynikać z braku wiedzy, ale jeszcze gorsza jest niechęć jej zdobycia. Wiedzy, nie głupoty ;–)

Ktoś np. może obejrzeć kilka filmów akcji i stwierdzić, że wie już wystarczająco dużo, by szybko ‚zarobić’ dużo pieniędzy.

Całkiem niedawno (marzec 2015) oglądałem w wiadomościach, sprawozdanie z akcji, w której były prokurator (sic!), próbował obrabować bank i udał się do oddziału … bezgotówkowego. Gdy panie w kasie powiedziały mu, że nie mają żadnych pieniędzy, z wrażenia wypadła mu z rąk broń i spadła na ziemię. Gdy klienci banku zobaczyli, jak plastikowa atrapa roztrzaskuje się na cztery kawałki, szybko obezwładnili delikwenta. Niekompetentnemu bandycie, nie udało się nawet wyjść z banku.

To jeszcze nic! W 1995 roku świat obiegła historia McArthura Wheelera, który obrabował dwa banki. Wcześniej przezornie skropił swoją twarz sokiem z cytryny. Był bowiem przekonany, że skoro sok z cytryny jest wykorzystywany do produkcji ‘niewidzialnego atramentu’, to z pewnością powstrzyma on też kamery przez zarejestrowaniem jego 2/5twarzy. Gdy godzinę później został schwytany przez policje, był całkowicie zaskoczony. Krzyczał: „Na pewno mnie nie widzieliście! Byłem przecież oblany sokiem z cytryny”. Wbrew pozorom, nie cierpiał on na żadną chorobę psychiczną. Po prostu przeczytał gdzieś o cudownych właściwościach soku z cytryny i bez dalszej analizy zaczął działać.

Właśnie to zdarzenie było powodem dla którego Justin Krugger i David Dunnig rozpoczęli swoje prace, których rezultatem było odkrycie efektu Kruggera-Dunniga:

osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności.

Jeśli więc złapiesz się na myśli: „ja już wiem wystarczająco dużo”, „ja już przeszedłem tyle szkoleń i przeczytałem tyle książek, że więcej nie potrzebuję”, „ja mam ekspercką wiedzę w tym temacie” – przypomnij sobie powyższy wykres. Popatrz, jaką wiedzę mają osoby z najwyższą pewnością siebie. Być może zachęci Cię to do dalszego studiowania tematu.

2. BRAK WERYFIKOWANIA INFORMACJI

Głupie zachowania mogą być wynikiem braku wiedzy i uzupełniania jej własnymi domysłami, ale równie często ich przyczyną jest posiadanie nieprawdziwych informacji. W Stanach Zjednoczonych istnieją ‘uniwersytety’ ufologii. Ludzie ‘studiują’ ślady obecności kosmitów na Ziemi. Skoro uczelnie mają swojego rektora, studenci zdają egzaminy, to łatwo dojść do wniosku, że ufologia jest poważną dyscypliną naukową, a słowom ‚profesora’ ufologii należy wierzyć. W rzeczywistości jednak wszystkie te instytucje nie mają nic wspólnego z prawdziwą empiryczną nauką. Mimo dobrze wyglądających pozorów, ufologia od psychologii różni się jak rum od rumaka. Pierwsze nas wprowadza w stan odurzenia i chwilowej euforii (odkrywamy przecież wiedzę tajemną, ukrywaną przez rząd), lecz później kończy się mocnym bólem głowy (kiedy okazuje się, że wszystko to jest warte tyle, co pusta butelka). Drugie może nas gdzieś faktycznie zaprowadzić czy wręcz dowieźć.

Zanim więc zaczniesz działać pod wpływem zdobytych informacji, zadaj sobie trud, by zweryfikować ich wiarygodność:

1. Sprawdź z jakiego źródła pochodzi informacja (kto głosi taki pogląd? Co czyni go ekspertem w tej dziedzinie? Jakie ma wykształcenie i doświadczenie zawodowe w danym temacie?)
2. Poszukaj badań naukowych, które je potwierdzają (konkretnych badań, z autorem, tytułem i datą – nie sformułowań typu „amerykańscy badacze dowiedli, że…”)
3. Zapytaj „internety” i znajomych, co o tym sądzą? (najczęściej ktoś już spotkał się wcześniej z tym zagadnieniem i może podzielić się swoimi doświadczeniami).

Przyszli piloci uczą się w symulatorach lotów. Dlaczego? Bo gdyby zdobywali umiejętności kierując od razu samolotami, niewielu z nich ukończyłoby naukę. Lub pozostało przy życiu. Zanim więc wypróbujesz nową cudowną technikę podrywu na dziewczynie, na której Ci zależy, zanim zainwestujesz pieniądze w rewelacyjnie wyglądającą okazję biznesową – posłuż się takim symulatorem. Pomyśl nie tylko o tym, co można zyskać, ale także, co można stracić. Jakie są zagrożenia i na ile są one prawdopodobne. A zaoszczędzisz sobie dużo nerwów, pieniędzy i upokorzeń.

3. BRAK SAMOKONTROLI

Poza brakiem wiedzy lub posiadaniem nieprawdziwych informacji są też dwie inne, równie istotne przyczyny głupich zachowań: brak samokontroli i ’emocjonalne owładnięcie’.

Zapewne wszyscy wiemy, że zjedzenie warzyw czy owoców, będzie korzystniejsze dla naszego zdrowia niż pożeranie słodyczy czy tłustych, ciężkostrawnych potraw. Gdy jednak nasze zasoby silnej woli są już na wyczerpaniu, trudno jest się nam oprzeć pokusie**.

Żonaty mężczyzna, posiadający kilkoro dzieci, z pewnością wie, że wdanie się w romans nie jest najlepszym pomysłem. Gdy jest w ‘chłodnym stanie emocjonalnym’ z łatwością dostrzega, że jego rodzina jest dla niego znacznie ważniejsza niż chwilowa przyjemność. Gdy jednak spotka się z atrakcyjną, zmysłową kobietą, a w jego krwi zaczną pływać hormony odpowiadające za pożądanie, priorytety całkowicie się zmieniają. W mózgu przestawia się zwrotnica i umysł racjonalny oddaje kontrolę nad zachowaniem umysłowi emocjonalnemu. A tego interesuje wyłącznie to, co tu i teraz. Porównuje przyjemność seksualną, której przedsmak już czuję, z sytuacją, w której do zbliżenia nie dochodzi. Wybór jest więc prosty. Przyjemność jest lepsza niż brak przyjemności.

Tragedią w tych przykładach jest brak perspektywy. Gdy znajdujemy się w ‘gorącym stanie emocjonalnym’ nie widzimy konsekwencji naszych działań. W przykładzie romansu, nie wybieramy bowiem tylko pomiędzy seksualnym spełnieniem lub jego brakiem. Jest to transakcja powiązana z poczuciem winy, nieszczerością w związku, a najczęściej także jego rozpadem – w dłuższej perspektywie. Dla większości ludzi szczęście dzieci, udany związek małżeński, szacunek dla samego siebie będą znacznie bardziej wartościowe niż seks. Niestety tylko do momentu, gdy u sterów jest racjonalny umysł.

Głupotą w tego typu sytuacjach jest nie tyle samo oddawanie się pokusie, co świadome wystawianie się na nią. Jeśli ktoś wie, że istnieje ryzyko, że nie będzie się w stanie skontrolować, a mimo to inicjuje spotkanie. To jak przyjeżdżanie samochodem na nakrapianą imprezę, na której koledzy z pewnością powiedzą: „Co, z nami się nie napijesz?!” i nie odpuszczą. Z góry wiemy, że może skończyć się to źle, ale liczymy, że jakimś cudem uda nam się powstrzymać.

————
BADANIA:

* Kruger, Justin; Dunning, David (1999). „Unskilled and Unaware of It: How Difficulties in Recognizing One’s Own Incompetence Lead to Inflated Self-Assessments”. Journal of Personality and Social Psychology 77 (6): 1121–34

** R.F. Baumeister, E. Bratlavsky, M. Muraven i D.M. Tice, „Ego Depletion: is the active self a limited resource”. (2000). Journal of personality and social psychology 74 (5), 1252.

————
Jeśli chcesz podejmować lepsze decyzje lub pomóc innym to zrobić, przestrzegaj 3 prostych zasad:

1. Zdobywaj wiedzę. Ciągle. Nigdy nie przestawaj. Pamiętaj, że najbardziej pewne siebie osoby, to te, które wiedzą najmniej. Eksperci są bardziej powściągliwi w swoich opiniach.

2. Weryfikuj informacje. Sprawdzaj źródło, szukaj badań, pytaj znajomych i internet.

3. Znaj swoje ograniczenia. Nie wystawiaj się na ryzyko i pokusy, w których możesz stracić zdecydowanie więcej niż zyskać.

Dzięki tym zasadom Twoje wybory będą trafniejsze, a życie szczęśliwsze. Czego Ci serdecznie życzę!

Trzy Powody Głupiego Postępowania – Dlaczego Ludzie Postępują Głupio?
Posted by Andrzej Bernardyn in decyzje, 0 comments
Zagrożenia pozytywnego myślenia i wizualizacji

Zagrożenia pozytywnego myślenia i wizualizacji

Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli przy pomocy własnych myśli i emocji wpływać na rzeczywistość. Gdyby dało się poprzez wizualizacje przyciągnąć do siebie zdrowie, miłość i ogólny dobrobyt. Wizja ta jest tak kusząca, że wierzą w nią ludzie na całym świecie, nawet mimo oczywistych faktów, które jej przeczą. Bo osoby, które robią na niej biznes, podsuwają coraz to lepsze racjonalizacje. Prawda jest jednak taka, że jedyne prawo przyciągania, które faktycznie istnieje, to grawitacja.

Moim ulubionym filmem jest Braveheart. Widziałem go kilkanaście razy. Jednak filmem, który obejrzałem znacznie częściej jest … The Secret. Oglądałem go ponad 30 razy. Co mnie skłoniło, do tak szalonego działania?

Ładnych kilka lat temu wpadłem na pomysł, by każdy dzień zaczynać od naładowania się pozytywną energią. Wsiadałem na rower stacjonarny, włączałem Sekret i zanurzałem się w pozytywnym przekazie. Wzmacniałem swoje przekonanie, że jestem kowalem swojego losu i jeśli tylko nauczę się odpowiednio ukierunkowywać swoje myśli i emocje, to cały świat będzie stał przede mną otworem.

Jak na porządnego ucznia przystało, stworzyłem w swoim pokoju Tablice Wizji. Na wielkiej tablicy korkowej (1 m x 2 m) zaplanowałem swoje idealne życie i wszystkie elementy, które chciałem do niego przyciągnąć. Miałem rozpisane życie na 10 lat do przodu, łącznie z tym, że określiłem, w którym roku się ożenię (nie mając dziewczyny), kiedy urodzą się moje dzieci i jak będą miały na imię.

Sam proces planowania był dla mnie bardzo ekscytujący, a wizualizowanie własnych sukcesów napełniało mnie radością. Fakt, że wszystko miałem rozpisane, dawał poczucie kontroli nam moim życiem.

I CO SIĘ STAŁO Z TĄ SIELANKĄ? ZOSTAŁA ROZDEPTANA, GDY W MOJE PLANY Z BUCIORAMI WESZŁO PRAWDZIWE ŻYCIE.

Wszechświat nie pofatygował się, żeby mnie obronić przed brutalną rzeczywistością, która ani myślała wpasować się w zaplanowaną przeze mnie przyszłość. Raz za razem ogarniało mnie zwątpienie i rozczarowanie. Była to bolesna nauczka, ale bardzo przydatna.

Oczywiście, to że mi coś nie wyszło nie jest żadnym dowodem na nieskuteczność danej techniki czy idei. Swój przykład przytaczam tylko po to, aby pokazać, że dobrze rozumiem, na czym sekretowe myślenie polega, bo mnie samemu kiedyś było bliskie. Wpisywało się w moje pozytywne usposobienie i optymizm.

O tym, że jedynym prawem przyciągania, które działa jest grawitacja, mówi nam nauka. Nie ma żadnych naukowych dowodów, które potwierdzało istnienie ‚prawa’ przyciągania. Wbrew powszechnemu, choć błędnemu, założeniu, nie robi tego fizyka kwantowa. Fizycy, który wypowiadają się w takich filmach jak ‚What the Bleep do we know’ czy ‚The Secret’ mówią o swoich prywatnych przekonaniach, które niewiele mają wspólnego ze współczesną wiedzą naukową.

Wizualizacja sukcesów, czyli wyobrażanie siebie wykonującego perfekcyjne określone działania i osiągającego znakomite rezultaty jest bardzo atrakcyjna emocjonalnie. Jeśli posiadasz plastyczną wyobraźnię, możesz poczuć się wspaniale i mieć wrażenie, że już ten sukces osiągnąłeś. Albo, że jesteś na niego skazany. Teraz wystarczy tylko zaczekać, aż on się wydarzy.

Pamiętam, jak będąc studentem polonistyki wypożyczałem po 10 książek na raz. Potrzebowałem przeczytać je na kolokwium z historii literatury. Gdy wychodziłem z biblioteki ze świeżo upolowanymi książkami, miałem nieodparte poczucie ulgi i kontroli nad sytuacją. Czułem jakbym miał już 90% pracy za sobą. No bo przecież mam już książki, teraz wystarczy je tylko przeczytać. Bardzo rzadko nawiedzała mnie refleksja, że wypożyczenie książek zajęło mi 30 minut, a przede mną zostało 3 000 minut (50 godzin) czytania. Że wykonałem dopiero 1% zadania i jeśli szybko się nie wezmę do roboty, to najpewniej nie zdążę przeczytać wszystkiego do kolokwium.

Wizualizacja często daje nam bardzo podobne i całkowicie błędne przeświadczenie o tym, że większość pracy już za nami. Ma to bardzo negatywne konsekwencje. Pozytywne myślenie i wizualizacja sukcesów nie tylko nie pomagają, ale często wręcz szkodzą. Gabriele Oettingen przeprowadziła na ten temat liczne badania. Pokazały one jednoznacznie, że fantazjowanie o sukcesach przyczynia się do osiągnięcia GORSZEGO wyniku.

Ludzie poddający się diecie i fantazjujący o sukcesie, na koniec badania ważyli więcej niż przed rozpoczęciem kuracji odchudzającej.

Studenci wizualizujący sobie, że dostaną same piątki na egzaminach, otrzymywali gorsze oceny od swoich kolegów, którzy nie oddawali się tego typu fantazjom.

Ludzie, którzy wyobrażali siebie dostających wymarzone prace albo nawiązanie relacji z idealnym partnerem, osiągali w tych polach gorsze wyniki niż ludzie, którzy tego nie robili.

Jeśli ten temat Cię szczególnie interesuje – przeczytaj opisy badań, które to potwierdzają:

1) G. Oettingen, T.A. Wadden. Expectation, Fantasy and Weight Loss: Is The Impact of Positive Thinking Always Positive? Cognitive Therapy and Research 1991, t. 15, s. 167-175.

2) G. Oettingnen, D. Mayer. The Motivating Function of Thinking About the Future: Expectations Versus Fantasies. Journal of Personality and Social Psychology 2002, t. 83, s. 1198-1212.

3) L.B. Pham, S.E. Taylor. From Thought to Action: Effects of Process-Versus Outcome-Based Mental Stimulations on Performance. Personality and Social Psychology Bulletin 1999, t. 25, s. 250-260

JAK TO MOŻLIWE? CZEMU WIZUALIZACJA POWODUJE GORSZE WYNIKI?

To bardzo proste. Fantazjowanie o sukcesie nas rozleniwia. Upajamy się wizją szczęścia, zamiast wykonywać faktyczne działania. Dajemy się zwieść, że większość pracy już za nami, a teraz wystarczy mimochodem zrobić kilka rzeczy, a reszta sama się ułoży. Rozpoczęcie działania często jest trudne. Aby to zrobić potrzebujemy średniej lub wysokiej motywacji. Fantazjowanie o sukcesie wygasza tę motywację. Przez to mniej się staramy, a w efekcie uzyskujemy gorsze rezultaty.

Czy to znaczy, że w ogóle nie powinniśmy myśleć pozytywnie i myśleć o sukcesie? Oczywiście, że nie. Tytuł mojego wpisu celowo brzmi prowokacyjnie, a przez to trochę odbiega od rzeczywistości. Pozytywne myślenie i wizualizacja mają też swoje pozytywne strony. Pozwalają nam uwierzyć w siebie, budują pozytywne oczekiwania (uda mi się!), które są niezbędne do tego, by rozpocząć działanie, a potem w nim wytrwać. Nie powinniśmy jednak poprzestawać na fantazjowaniu o sukcesie.

Jedną z najskuteczniejszych technik, która łączy dobre elementy wizualizacji i pozytywnego myślenia jest dwójmyślenie (ang. mental contrasting). Znów, jeśli lubisz czytać badania naukowe, odsyłam Cię do źródeł:

1) Oettingen, G., Marquardt, M. K., & Gollwitzer, P. M. Mental contrasting turns positive feedback on creative potential into successful performance. Journal of Experimental Social Psychology, 48, 990-996.

2) Gabriele Oettingen .Self-regulation of goal setting and goal disengagement.

3) Gabriele Oettingen, Peter M. Gollwitzer – Strategies of setting and implementing goals – mental contrasting and implementation intention.

NA CZYM POLEGA TECHNIKA DWÓJMYŚLENIA?

Jak sama nazwa wskazuje, myślimy o swoim celu na dwa różne sposoby. Najpierw koncentrujemy się na korzyściach, które odniesiemy, dzięki realizacji celu. Następnie myślimy o przeszkodach, które mogą się pojawić na drodze do osiągnięcia celu, a także, jak możemy sobie z nimi poradzić, gdy je napotkamy.

Dwójmyślenie działa najskuteczniej, gdy połączymy je ze spustem działania (ang. implementation intention – inne polskie tłumaczenia to intencja implementacji czy intencja wdrożenia).

DOKŁADNA INSTRUKCJA BRZMI NASTĘPUJĄCO:


Krok 1:
 Określ swój cel, jako konkretny rezultat (np. schudnę 8 kg w ciągu 4 miesięcy).

Krok 2: Wymyśl i zapisz dwie główne korzyści, które osiągniesz, realizując ten cel (np. będę mieć więcej energii na co dzień, będę bardziej zadowolona ze swojego wyglądu).

Krok 3: Wymyśl i zapisz dwie główne przeszkody, które mogą Ci uniemożliwić osiągnięcie celu (np. nie będzie mi się chciało ćwiczyć, nie będę potrafiła się oprzeć pokusie zjedzenia słodyczy)

Krok 4: Do każdej przeszkody zaprojektuj działania naprawiające wraz z wyzwalaczem

Krok 5: Wizualizuj pierwszą korzyść i to w jaki sposób wpłynie na Twoje życie (np. dzięki temu, że schudnę 8 kg będę się lepiej czuła, będę miała więcej energii do pracy i do robienia rzeczy, które uwielbiam).

(uwaga! wyobraź, jak osiągnięcie celu pozytywnie wpłynie na Twoje życie, ale nie sam moment osiągania celu! Bo to, jak wiemy, może wygaszać motywacje.)

Krok 6: Wyobraź sobie jedną z przeszkód, która może zablokować Ci osiągnięcie celu (np. przez to, że nie będzie mi się chciało ćwiczyć, wcale nie będę tracić na wadze).

Krok 7: Wyobraź sobie siebie, jak wykonujesz działanie naprawiające, po dostrzeżeniu tej przeszkody (np. PO TYM JAK pomyślę sobie Nie chce mi się ćwiczyć, OD RAZU przypomnę sobie wszystkie korzyści, które osiągnę dzięki ćwiczeniom).

Krok 8: Wizualizuj drugą korzyść i to w jaki sposób wpłynie na Twoje życie (np. dzięki temu, że schudnę 8 kg będę wyglądała atrakcyjniej – zyskam na pewności siebie, łatwiej mi będzie poznać interesującego mnie mężczyznę).

Krok 9: Wyobraź sobie drugą z przeszkód, która może zablokować Ci osiągnięcie celu (np. przez to, że będę się objadać słodyczami i tak nie uda mi się schudnąć).

Krok 10: Wyobraź sobie siebie, jak wykonujesz działanie naprawiające, po dostrzeżeniu tej przeszkody (np. PO TYM JAK zachce mi się zjeść coś słodkiego, OD RAZU sięgnę po zdrową przekąskę).

Samo pozytywne myślenie i wizualizacja sukcesów wyrządzi Ci więcej szkód niż da pożytku. Wystarczy jednak, że posłużysz się techniką dwójmyślenia wraz ze spustami działania, a wykonując 10 prostych kroków znacznie skuteczniej przybliżysz się do osiągnięcia ważnych dla Ciebie celów. Czego Ci serdecznie życzę.

Pozytywne Myślenie Nie Działa, A Wizualizacja Szkodzi!
Posted by Andrzej Bernardyn in nastawienie, 0 comments
EFEKTYWNA PRACA ZDALNA

EFEKTYWNA PRACA ZDALNA

przewidywany czas czytania: 11 minut

Praca zdalna to dla jednych chleb powszedni, ale dla innych całkiem nowe wyzwanie. Jak skutecznie pracować z domu, gdy wokół czyhają rozmaite pokusy i utrudnienia? Poznaj 6 sposobów, które Ci w tym pomogą.


.

Pracuję zdalnie od ponad 14 lat.

Doskonale wiem, jakie są tego plusy, ale także i zagrożenia. W tym artykule chcę się z Tobą podzielić PODSTAWOWYMI technikami podnoszącymi skuteczność pracy. Przetestowałem je nie tylko na własnej, ale także na licznych skórach swoich klientów, którzy zamówili u mnie indywidualny trening produktywności.

Od tych wskazówek zaczynam w przypadku współpracy z osobą, która do tej pory zasiadała w biurze i nie jest jej łatwo odnaleźć się w nowej, home-officowej rzeczywistości. To oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej. Zasad efektywnej pracy zdalnej jest znacznie więcej.

Jeśli praca w domu nie jest dla Ciebie pierwszyzną – zacznij czytanie od 3 punktu – WYELIMINUJ ROZPRASZACZE.

Artykuł jest obszerny, bo podaję w nim wiele przykładów z życia wziętych, linki do aplikacji i odwołuję się do badań naukowych. Jeśli masz teraz mniej czasu, możesz każdy z 6 punktów przeczytać jako osobny miniartykuł : – )

.

USTAL GODZINY PRACY I PRZERW

Budzisz się. Sprawdzasz, która godzina. 7:00 – normalnie o tej porze wstawał(a)byś, by zebrać się do pracy.

Ale dzisiaj na szczęście mam home-office. Mogę sobie pospać do woli!

To nienajlepszy pomysł. Jeśli przyzwyczaiłeś(-łaś) się do pracy w określonych godzinach, nie warto tego zmieniać:

1. Zmiana godzin snu pogorszy Twoją koncentrację. Przez późniejsze wstawanie, a w konsekwencji także późniejsze kładzenie się spać, trudniej będzie Ci się skupić na tym, co robisz. Każde z zadań będziesz wykonywać wolniej i łatwiej będziesz się męczyć. W tym badaniu studenci Harvarda, którzy kładli się spać i wstawali o różnych godzinach, osiągali niższe wyniki w testach niż ich koledzy zasypiający zawsze o tej samej porze.

2. Godzina pracy rano i wieczorem daje zupełnie różne wyniki. Sen pozwala Ci się zregenerować i naładować Twoje „baterie” energią fizyczną i psychiczną. W ciągu dnia ta ona stopniowo „się rozładowuje”. Z każdą podjętą decyzją i za każdym razem, gdy wykonujesz nieprzyjemne zadanie, ubywa Ci zasobu silnej woli. Roy Baumeister wraz ze swoim zespołem prowadził na ten temat wiele badań. Dlatego wieczorem trudno zachować samodyscyplinę. Jeśli będziesz się wylegiwać w łóżku do 11:00, potem do 14:00 obejrzysz sobie seriale na portalu na N., to w teoretycznie w te same 8 godzin pracy od 14:00 do 22:00 zrobisz ZNACZNIE MNIEJ, niż pracując nawet przez 6 godzin, ale od 8:00 do 14:00.

3. Bez konkretnej godziny zakończenia wyjścia z „domowego biura” praca rozleje się na cały dzień. Przeplatanie zadań domowych, z odpoczynkiem, rozrywką i właściwą pracą, może skończyć się tym, że będziesz pracować do 23:00. Relaksując się w godzinach, w których wcześniej pracowałeś(-łaś), będziesz czuć wyrzuty sumienia, myśląc, że nie zajmujesz się tym, czym teraz powinieneś/powinnaś. Zamiast mieć wieczór dla siebie i swoich najbliższych, będziesz chciał(a) jeszcze wykonać tylko tamto zadanie, jeszcze dokończyć tylko tę rzecz…

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Ustal stałe godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy –  najlepiej, żeby były to te same godziny, w których do tej pory pracowałeś(-łaś) w biurze. Zaplanuj też przerwy, nie rzadsze niż co 1,5 godziny. Ta aplikacja przypomni Ci o wypiciu wody właśnie w takiej częstotliwości, ale może być równocześnie zaproszeniem na przerwę. Jeśli do wyznaczonej godziny nie wykonałeś(-łaś) wszystkich zaplanowanych zadań, nie bierz automatycznie „nadgodzin”. Jutro też jest dzień.

.

ODDZIEL PRZESTRZEŃ PRACY I ODPOCZYNKU

Home office często jest chwalony za to, że możesz leżeć w piżamie w łóżku i z laptopem na kolanach wykonywać pracę, którą normalnie robiłeś(-łaś) w biurze. Brzmi to faktycznie wygodnie, jednak w praktyce rzadko się sprawdza.

Jeśli w tym samym miejscu, np. łóżku, śpisz, oglądasz seriale, czytasz książkę, a teraz zaczynasz pracować – wszystko to zacznie mieszać się ze sobą. Sposób w jaki się zachowujesz w czasie wolnym (np. nigdzie ci się nie spieszy, łatwo przeskakujesz z jednego wątku na drugi), może udzielić ci się podczas wykonywania zadań zawodowych.

Z kolei emocje, które czujesz w trakcie pracy, np. stres albo frustracja, że coś nie idzie tak łatwo lub szybko jakbyś chciał(a), mogą zostać przeniesione na bezpieczną niegdyś przestrzeń łóżka. To z kolei może się przełożyć na problemy w zasypianiu czy inicjowaniu bardziej romantycznych aktywności łóżkowych. : – )

Ubiór też jest formą oddzielenia psychologicznej przestrzeni między pracą a odpoczynkiem. Z powyżej opisanych względów zdecydowanie odradzam pracę w piżamie. Nie ma co jednak, moim zdaniem, wpadać w drugą skrajność – prasować koszulę do pracy z domu i siedzieć w pełnym garniturze albo garsonce. Co będzie zatem zdrowym kompromisem?

PO TYM JAK zakończysz poranne czynności i zamierzasz właście zasiąść do pracy, OD RAZU ubierz się w taki strój, w którym nie będziesz się wstydzić wyjść z domu.

Wiele procesów psychologicznych może tłumaczyć zjawisko nakładania się na siebie skojarzeń, które opisywałem. Jednym z nich jest torowanie (ang. priming), które sprawia, że To, co zobaczysz, usłyszysz lub poczujesz na początku danego doświadczenia, może mieć wpływ na Twój dalszy sposób myślenia i/lub reagowania – mimo że Ty tego świadomie nie zauważasz. Efekt primingu potwierdzony jest setkami badań. Pod tym linkiem znajdziesz meta-analizę, czyli podsumowanie wielu (133) innych badań na temat primingu. Więcej o torowaniu i jego zastosowaniu w pracy trenera przeczytasz w tym artykule.

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Wyraźnie rozdziel przestrzeń pracy i odpoczynku. Najlepiej będzie wydzielić jeden pokój na domowe biuro. Gdy twoje warunki lokalowe na to nie pozwalają, wprowadź „kącik pracy” w jednym pokoju. Jeśli tak jak ja, pracujesz głównie na laptopie, wystarczy mały stolik w rogu pokoju, na którym położysz komputer i myszkę.

.

WYELIMINUJ ROZPRASZACZE

Podczas pracy z domu pokusą, odciągającą Cię od pracy może być niemal wszystko:

– ŁóżkoOj pospał(a)bym sobie do 12:00.

– TelewizorZobaczę tylko jeden odcinek ulubionego serialu i już biorę się do pracy. Naprawdę! Tylko jeden…

– KsiążkaNo wreszcie teraz będę mógł/mogła ją przeczytać!

Są jednak 2 przedmioty, które dezorganizują pracę z domu najczęściej i w największym stopniu. Są nimi…

telefon i komputer.

Rozprawmy się z każdym z tych gagatków z osobna! Jeśli chodzi o telefon, chcę Ci zarekomendować 3 rozwiązania:

1. Jeśli tylko Twoja praca Ci na to pozwala – wycisz telefon i go ukryj (w plecaku, w szufladzie, gdziekolwiek poza zasięgiem Twojego wzroku). Już sam widok telefonu znacząco obniży Twoją koncentrację. Nawet jeśli nie będziesz z niego korzystać i go odblokowywać, będziesz niepotrzebnie zużywać zasoby silnej woli, by się kontrolować.

To trochę tak, jakbyś postawił na stole smakowity torcik z bezami, owocami i wszystkim co lubisz, a potem przez cały dzień powstrzymywał się, żeby go nie zjeść. Po co się tak katować?

2. Jeśli w pracy musisz mieć telefon pod ręką – wyłącz powiadomienia push. Wszystkie. Inaczej pikający, wibrujący lub świecący diodą telefon co chwilę będzie Cię odciągał, od tego, co najważniejsze. Jak to zrobić? Szybki i profesjonalny tutorial:

3. Zainstaluj aplikację Quality Time – wersja na adroida | wersja na iphone’a.

Jak ta apka działa i co daje? Sprawdza Cię i zachęca do samokontroli. Podsumowuje ile czasu spędziłeś(-łaś) na telefonie w ciągu całego dnia, używając poszczególnych aplikacji oraz ile razy odblokowywałeś(-łaś) ekran.

Mój wynik z pierwszego dnia używania tej apki lekko mnie przeraził – 10 h 9 minut na telefonie, 130 odblokować telefonu.

Dało mi to do myślenia i zmobilizowało do postawienia sobie konkretnego wyzwania. Zejść poniżej 50 odblokowań telefonu dziennie i poniżej 3 godzin (nie licząc użycia nawigacji). Teraz każdego dnia, zamiast bezmyślnie łapać telefon i go odblokowywać, poważnie się zastanawiam, czy tego faktycznie potrzebuję. Najczęściej odpowiedź brzmi „nie”. W ten prosty sposób udało mi się bardzo ograniczyć niepotrzebne spędzanie czasu na telefonie. Jestem przekonany, że Time Quality pomoże też Tobie.

Zajmijmy się teraz rozpraszaczami komputerowymi

Znów, mam dla Ciebie 3 konkretne rekomendacje:

1. Wejdź na swoją skrzynkę i wypisz się ze wszystkich newsletterów. Ze wszystkich, których w ciągu ostatniego miesiąca nie czytałeś(-łaś). Nie łudź się, że pewnego dnia będziesz mieć mnóstwo czasu i hurtowo przeczytasz 50 zaległych wiadomości. Jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś(-łaś), to już raczej nie nastąpi.

Przewiń wiadomość z newslettera na sam dół i kliknij w „wypisz” albo „unsubscribe”. Jeśli takiego przycisku nie ma, a korzystasz z Gmaila, kliknij w „zgłoś SPAM”. Każdy kto wysyła newsletter ma obowiązek umożliwić Ci łatwą rezygnację z otrzymywania wiadomości. Jeśli tego nie robi, łamie przepisy i zasługuje, moim zdaniem, na miano spamera.

Po co się wypisywać z newsletterów? Żeby za każdym razem, gdy wchodzisz na skrzynkę, nie widzieć wielu nowych otrzymanych wiadomości. Nawet jeśli oprzesz się pokusie i do nich nie zajrzysz – robisz to zużywając swój cenny i ograniczony zasób samodyscypliny.

2. Zablokuj feedy w mediach społecznościowych, z których korzystasz. Nie będą Ci się w ten sposób wyświetlały wiadomości od znajomych, które można w nieskończoność scrollować. Nie będziesz miał czego przewijać. Zobacz, jak wyglądają „zabite feedy”:

Nie ma czego scrollować! Szarość i pustka!

Może i wygląda to trochę smutno i pusto, ale dzięki takiemu zabiegowi dużo łatwiej skoncentrować się na swoim zadaniu (opublikowaniu posta, przeczytaniu / obejrzeniu jednego materiału, który Cię interesuje – zamiast całego tabunu kolejnych). Dla mnie działa jak złoto! Oto rozszerzenia do Chrome’a, które pomogą Ci osiągnąć pokazany wyżej efekt:

Killer feeda na Facebooku

Killer feeda na LinkedIn

Killer feeda na Youtube

3. Mierz, jak spędzasz swój czas. Podobnie jak przy telefonicznej apce, bardzo ułatwi Ci to samokontrolę. Prosta i bezpłatna aplikacja, która Ci w tym pomoże, to Toggl. Razem z rejestracją w apce polecam od razu zainstalować rozszerzenie do przeglądarki, które ułatwi proces rejestrowania, ile czasu na czym spędziłeś(-łaś), pracując na komputerze.

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Zabezpiecz swoją uwagę przed domowymi rozpraszaczami – w szczególności telefonem i komputerem. Telefon: 1) wycisz i schowaj smartfona, jeśli Twoja praca na to pozwala 2) wyłącz powiadomienia push 3) zainstaluj Time Quality, by kontrolować, ile czasu spędzasz na telefonie łącznie i w poszczególnych aplikacjach. Aby zmniejszyć negatywny wpływ komputera: 1) wypisz się z newsletterów 2) zablokuj feedy w mediach społecznościowych 3) korzystaj z Toggl, by mierzyć, jak wykorzystujesz swój czas przy pracy na komputerze.

.

USTAL Z DOMOWNIKAMI ZASADY WSPÓŁPRACY I ICH PILNUJ

Praktykowałem home-office jeszcze w czasach, gdy mieszkałem z rodzicami. Moja mama strasznie się dziwiła, że siedząc cały dzień w domu, nie wywiesiłem prania ani nawet nie pozmywałem naczyń. Dla niej naturalne było, że pracuje się poza domem, a w mieszkaniu człowiek albo odpoczywa, albo zajmuje się domowymi obowiązkami.

Przed pandemią koronawirusa w każdym miesiącu prowadziłem dużo wyjazdowych szkoleń. Gdy pracowałem z domu, moje dzieci – Aria i Tadzio, uznawały z automatu, że skoro tato jest w mieszkaniu, to może się z nami pobawić!

Moja żona też lubi korzystać z czasu, kiedy jestem w domu : – )

Tylko Ci powiem jedną rzecz…

A jak zrobisz sobie przerwę w pracy, będziesz mógł się tym zająć?

Wiesz jak nie lubię dzwonić w obce miejsca – czy Ty mógłbyś zadzwonić do…

Znalazłam fajną rzecz na OLXie. Możesz dzisiaj po nią podjechać?

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Aby nie zwariować i móc efektywnie pracować z domu, niezbędne jest wyjaśnienie i wypracowanie z domownikami zasad. Zasad tych nie narzucamy, tylko wspólnie je wypracowujemy, tak żeby każda ze stron je akceptowała i zobowiązała się do ich przestrzegania. Warto je spisać w kilku prostych punktach.

Ustalenie zasad to jednak nie wszystko. Przygotuj się na to, że będą one nieraz łamane przez domownimów. To czy się utrzymają, zależy tylko od Twojej determinacji. Proponuję, by zwracać uwagę za każdym razem, gdy zasady nie są przestrzegane i spokojnie przypominać, na co się wspólnie umówiliśmy oraz dlaczego jest to ważne. Do skutku, metodą zdartej płyty.

PRZYKŁADOWE ZASADY:

1. Gdy drzwi do pokoju są zamknięte (gdy siedzę w swoim „kąciku pracy”), nie przeszkadzamy tacie, zagadując go, wchodząc mu na kolana albo kładąc kłapouchego na jego głowie.

Czy Twoim zdaniem mogę się ubiegać o dodatek za pracę w trudnych warunkach?

2. Tata robi przerwy w pracy co godzinę. Gdy ma przerwę, otwiera drzwi (wychodzi z „kącika pracy”) i można się z nim bawić, pytać go i prosić o różne rzeczy.

3. Jeśli coś ważnego się wydarzyło i potrzebujecie jego pomocy, można przerwać tacie w pracy. Z wszystkimi innymi rzeczami, czekamy do kolejnej przerwy Taty.

.

ZAPLANUJ DZIEŃ

Zanim rzucisz się w wir pracy, warto zastanowić się i podjąć świadomą decyzję, czym będziesz, a czym nie będziesz się dziś zajmować.

Jeśli tego nie zrobisz, Twoją uwagą zawładnie losowośćNajświeższe zadania – mail, którego właśnie otrzymałeś(-łaś), dzwoniący telefon, prośba od domownika, wyskakujący pop-up czy powiadomienie push staną się najważniejszym priorytetem.

Nawet jeśli to zadanie nie jest ani ważne, ani specjalnie pilne – sam fakt tego, że dopiero się pojawiło i jest w Twoim umyśle najbardziej aktualne, często sprawi, że to właśnie jego wykonaniem się zajmiesz. Niejasny przebłysk, że chyba miałem się czymś innym dziś zająć, raczej nie wystarczy, by nie ulec tyranii bieżączki.

Dlatego właśnie proponuję, by wyrobić sobie nawyk planowania dnia pracy. Np.

PO TYM JAK włączę komputer i zaloguję się na swojego użytkownika, OD RAZU zaplanuję dzień.

Co taki plan powinien zawierać? Listę zadań, którymi dzisiaj się zajmiesz. W zależności od potrzeby, możesz się ograniczyć do zapisania 3 najważniejszych celów, które chcesz dzisiaj osiągnąć.

Jeśli interesuje Cię dokładniejsze planowanie – wypisz wszystkie zadania, którymi chcesz się dziś zająć, jedno pod drugim. Następnie przydziel każdemu z nich jedną z 5 liter:

A – jeśli jest to zadanie które TRZEBA zrobić (najwyższy priorytet)

B – jeśli to zadanie WARTO zrobić (średni priorytet)

C – jeśli to zadanie MOŻNA zrobić (niski priorytet)

D – jeśli to zadanie można zDELEGOWAĆ (łatwo powierzyć je koledze, pracownikowi, zewnętrznej firmie)

E – jeśli jest to zadanie do wyELIMOWANIA (jego wykonanie nie wnosi dużej wartości)

Sam posługuję się tą techniką od dołu do góry. Patrząc na daną pozycję na liście, zadaję sobie pytanie:

Czy mogę to zadanie wyeliminować bez znaczącej straty? Jeśli tak – zostaje wykreślone z mojej listy. Jeśli nie – zadaję kolejne pytanie:

Czy mogę to zadanie łatwo i tanio komuś zdelegować? Jeśli tak – wysyłam wiadomość do odpowiedniej osoby. Jeśli nie, zadaję sobie już ostatnie pytanie:

Jaki priorytet ma to zadanie? Wysoki, średni czy niski? I przyznaję odpowiednio literę A, B albo C.

Pamiętaj że, jak mawia Brian Tracy:

Nigdy nie ma dość czasu, żeby zrobić wszystko. Zawsze jest jednak czas, by zrobić rzeczy najważniejsze.

Zacznij więc dzień najpierw od wykonania samych zadań z literą A. Dopiero jak będę zrobione, weź się za te z literą B. Jeśli starczy Ci czasu, wtedy możesz zrobić zadania C. W ten sposób masz gwarancję, że priorytety zostaną zrobione. Na kolejny dzień co najwyżej zostaną przełożone mniej istotne zadania.

Innym ciekawym podejściem jest stworzenie…

listy NOT-TO-DO

Spisujesz na początku dnia wszystkie rzeczy, którymi na pewno NIE będziesz się dzisiaj zajmować. Więcej na ten temat pisałem w tym artykule.

PO TYM JAK pojawi się „zbanowane” zadanie (o jego wykonanie poprosi Cię kolega z pracy, domownik, sam o nim pomyślisz), OD RAZU powiesz, że innym razem możesz się tym zająć, ale dzisiaj masz już inne plany. Dzięki temu, że podjąłeś/podjęłaś już wcześniej decyzję, że tego dzisiaj nie robisz, dużo łatwiej będzie Ci obronić swój czas i plan dnia.

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Rozpoczynając każdy dzień pracy, spisz listę zadań, które chcesz wykonać. Każdemu z nich przypisz jedną z liter z Techniki ABCDE. Wyeliminuj i zdeleguj wszystko, co tylko może. Rozpocznij swój dzień pracy od zadań A, stopniowo przechodząc do tych mniej istotnych. Aby lepiej bronić swojego planu, warto stworzyć listę NOT-TO-DO, czyli zadania, których dzisiaj na pewno nie będziesz robić.

.

PODSUMUJ DZIEŃ

Mike Tyson powiedział kiedyś:

Każdy ma plan, dopóki nie dostanie pięścią w twarz.

To normalne, że nawet mistrzowsko zaplanowany dzień nie pójdzie… zgodnie z planem. Po drodze może wydarzyć się wiele rzeczy, które nie sposób przewidzieć.

Aby jednak zwiększyć swoją efektywność pracy zdalnej, warto na koniec każdego dnia zrobić krótkie podsumowanie. Np. przy każdym z zadań określasz czy:

a) zrobiłeś je w pełni

b) wykonałeś je częściowo

c) nawet go nie rozpocząłeś.

przykład podsumowania dnia generowany przez SystemSkutecznosci.pl – mój autorski program do zarządzania sobą i zadaniami

Dzięki temu już na pierwszy rzut oka widzisz, jak ci dzisiaj poszło. Czy są powody do mruczenia i zadowolenia, czy też wręcz przeciwnie?

Jeśli nie zrobiłeś(-łaś) większości zadań, zastanów się, co było tego powodem? Nierealny plan? Przeszkadzający domownicy? Losowość i wykonywanie przez Ciebie przypadkowych zadań? Zastanawiając się nad tym choćby przez chwilę, ale każdego dnia, możesz dojść do bardzo cennych wniosków. Sama też świadomość tego, że Twoja skuteczność będzie sprawdzana, zmobilizuje Cię do lepszej pracy.

Tym bardziej, jeśli zdecydujesz się na znalezienie Productivity Buddy, czyli osoby która będzie Cię wspierała w Twojej efektywności, a Ty ją. Rano, po zaplanowaniu dnia, wyślijcie sobie swoje listy zadań. A na koniec pracy – rozliczenie dnia w podobnym stylu, jak to na zdjęciu. Taki zewnętrzny sprawdzający zadziała na Twoją dyscyplinę jeszcze mocniej. Wstyd Ci po prostu będzie pokazać koledze / koleżance, że cały dzień sobie przebumelowałeś(-łaś), nie wykonując swojego własnego planu.

.

CO W TAKIM RAZIE PROPONUJĘ?

Zakończ dzień prostym podsumowaniem, które z zadań zrobiłeś W PEŁNI, które CZĘŚCIOWO, a które WCALE. Sama świadomość robienia tego rozliczenia zmotywuje Cię do bardziej efektywnej pracy. By spotęgować ten efekt – zaproś kolegę do rozliczania siebie nawzajem z efektów.

Praca w domu to spore wyzwanie. Bez reguł, planowania, mierzenia postępów rzadko wyniknie z niej coś dobrego. Skorzystaj chociaż z części proponowanych tu rozwiązań, a przekonasz się, jak bardzo podniesie to Twoją skuteczność.

Posted by Andrzej Bernardyn in praca zdalna
Nie możesz wszystkiego

Nie możesz wszystkiego

„Jesteś kowalem swojego losu”, „the sky is the limit”, „możesz wszystko, jeśli tylko w to uwierzysz”. To przesłanie większości mów motywacyjnych i co najmniej połowy poradników z rozwoju osobistego. Hasła te brzmią wspaniale i wydają się optymistyczne, tymczasem dla większości ludzi częściej są źródłem nieszczęść niż wyzwolenia. Jak to możliwe?

FIZYCZNE OGRANICZENIA

Wbrew temu, co mówi wielu guru motywacyjnych, wcale nie jest tak, że „jedyne ograniczenia to te, które sam sobie narzucasz”. Boleśnie przekonało się o tym niejedno dziecko, robiąc pelerynę supermena z pościeli i wyskakując z okna z pierwszego piętra. Ograniczenia istnieją i nie ważne jak silnie w coś wierzysz – grawitacji nie oszukasz. Granice tego, co możesz osiągnąć, bynajmniej nie kończą się na umiejętnościach superbohaterów. Choćbym pragnął tego jak gimnazjalistka Justina Biebera i pracował wytrwalej niż największy „tyracz w korpo”, to mając 30-tkę na karku i bardzo przeciętne umiejętności sportowe, nigdy nie będę grał w piłkę nożną tak dobrze jak Robert Lewandowski ani w tenisa jak Jerzy Janowicz. Choćbym zjadł i tysiąc ‘stejków’ i wypił beczkę shake’ów proteinowych nie będę wyglądał jak Hardkorowy Koksu. Nie tylko teraz, za miesiąc czy za rok. Nigdy w życiu mi się to nie uda.

INTELEKTUALNE OGRANICZENIA

Nasze ograniczenia nie są związane tylko z ciałem. Nigdy nie staniemy się kolejnym Albertem Einsteinem, choćbyśmy rozwiązali wszystkie krzyżówki panoramiczne i to bez ‘ścieśniania’. Inteligencji poznawczej nie da się po prostu wytrenować.

BIZNESOWE OGRANICZENIA

Być może słyszałeś kiedyś, że od bycia milionerem dzieli Cię tylko jeden dobry pomysł. Wystarczy, że na niego wpadniesz, a zarobisz miliardy. Smutna rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Sam pomysł nie pozwoli Ci zostać nowym Billem Gatesem czy Stevem Jobsem, nawet jeśli dodatkowo jesteś posiadaczem garażu. To w końcu najlepsze miejsce do rozkręcania nowych biznesów ;–).

Sam pomysł często nie jest wiele warty, jeśli nie masz odpowiednich zasobów, by stworzyć produkt, poinformować ludzi o jego istnieniu i skutecznie zachęcić ich do kupna. Badanie przeprowadzone w 2015 roku przez Banfi Group pokazało, że tylko 6 procent polskich firm, założonych w ciągu ostatnich 10 lat przetrwało do dziś. A ile z nich uczyniło ich właścicieli miliarderami, jak twórców Microsoft czy Apple? Według mojej wiedzy – żadna.

Szansa na to, byś stał się miliarderem istnieje, podobnie jak masz szansę na wygraną w lotto. Jedną na 14 milionów. Co prawda masz 20-krotnie większą szansę (1 / 775 000) na to, że trafi Cię piorun, ale kto by się tym przejmował? Przecież te złe rzeczy mogą się przydarzyć tylko innym, ale wygrana w loterii na pewno jest w Twoimzasięgu. To że istnieje na coś szansa, nie jest jeszcze wystarczającym argumentem za tym, by to zrobić. Mam ‘szansę’ żeby zostać Miss Polski – jeśli zmienię płeć, zrobię 50 operacji plastycznych, nauczę się chodzić na szpilkach i przekupię sędziów. Jednak nie jest to najlepszy sposób na wykorzystanie moich talentów i zasobów.

„MOŻESZ WSZYSTKO” = KUPISZ WIĘCEJ

Niestety, naiwne myślenie unieszczęśliwia wielu ludzi. Zamiast wyznaczyć cel na miarę swoich aktualnych możliwości i podnosić poprzeczkę wraz z kolejnymi sukcesami, chcemy za dużo i za szybko. Jak myślisz, czemu tyle osób dookoła przekonuje Cię, że „możesz wszystko”? Bo mają dobre serca i w Ciebie wierzą (mimo, że nawet nie wiedzą o Twoim istnieniu? Czy może dlatego, że chcą na Tobie zarobić?

Firmy wmawiają nam, że możemy (czy wręcz musimy) być doskonali, tylko po to, by wyciągnąć od nas jak najwięcej pieniędzy.

„Bez dwumetrowego penisa, którym można wyważać bramy zamku, nigdy nie będziesz świetnym kochankiem. Kup więc nasz zestaw do rozciągania”.

„Bez powtarzania tego zestawu afirmacji zawsze będziesz myślał ‘jak biedny człowiek’. Kup afirmację w wersji audio”.

Ok. Może moje przykłady były trochę przesadzone. Ale miejmy świadomość, że wszystkie te zalecenia guru nie służą pomnażaniu naszego dobrobytu tylko ICH majątku. Nam szkodzą. I to nie tylko dlatego, że marnujemy cenne zasoby finansowe i jeszcze bardziej wartościowe godziny naszego życia. Gdy mimo stosowania się do tych złotych rad nie udaje nam się osiągnąć tego, co nam obiecano, kogo obwiniamy? Siebie. „Nie starałem się wystarczająco mocno”. Albo „jestem za głupi, za brzydka, za mało wierzę. Ale pójdę jeszcze na kolejne, droższe szkolenie i wszystko się zmieni”.

To wyjątkowo perfidny trick – wiele obiecywać, a gdy ludzie nie mają rezultatów, na które liczyli, wmówić im, że to ich wina!

ZNAJOMOŚĆ OGRANICZEŃ POMAGA

Sam jestem niepoprawnym optymistą. Wydaje mi się, że wszystko się uda. Nawet gdy pracuję jednocześnie nad 5 projektami i już brakuje mi na nie zasobów, to jak na horyzoncie pojawi się szósty obiecujący pomysł, moja instynktowna reakcja to: „Zróbmy to! Już teraz! Jakoś damy radę”. Wiedząc o tej tendencji, udało mi się znaleźć Żonę :–) mentorów i partnerów biznesowych, którzy mają nieco bardziej rozsądne podejście. Powstrzymują mnie przed angażowaniem się w kolejny projekt, gdy poprzednie nie są ukończone.

Wyobraź sobie, że wykonujesz trening siłowy sam w domu. Konkretnie leżysz na ławeczce i wyciskasz sztangę. Jeśli nie znasz swoich ograniczeń, trening najprawdopodobniej będzie albo bezwartościowy albo skończy się tragicznie. Jeśli dasz na sztangę zbyt mały ciężar – podniesiesz ją bez wysiłku i w efekcie Twoje mięśnie się nie wzmocnią. Jeśli jednak nałożysz za dużo kilogramów, to np. podczas końcówki drugiej serii możesz nie dać rady podnieść sztangi – nie tylko nad głowę. Ale nawet tak, żeby ją odłożyć. Sztanga z każdą chwilą zacznie Cię mocniej przygniatać. Wtedy wystarczająco boleśnie przekonasz się, że jednak nie możesz wszystkiego. I nawet wysłuchanie wszystkich audiobooków Tony’ego Robbinsa Ci w tym nie pomoże!

Na Pewno Nie Mozesz Wszystkiego - Andrzej Bernardyn

ZŁOTY ŚRODEK

Nie, nie możemy wszystkiego. Wielu rzeczy nie możemy teraz, a duża część z nich będzie poza naszym zasięgiem do końca naszego życia. O sukcesie często decyduje los, przypadek, szczęście. Wiele z naszych zwycięstw nie jest (do końca) naszą zasługą i wiele naszych porażek nie jest naszą winą. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy rozłożyć ręce i bezczynnie czekać na zasiłek z MOPSu.

Nadal dużo pozostaje w naszej mocy. Warto nie poprzestawać na przeciętności. Dążyć do bycia lepszym człowiekiem, każdego dnia. Jednocześnie stawiając sobie ambitne, ale realne cele. Bo tylko takie w dłuższej perspektywie będą dla nas motywujące. Zbyt ambitne cele rozczarowują i zniechęcają do działania. Za mało ambitne cele sprawiają, że w ogóle nie startujemy. Tak jak w przykładzie ze sztangą, warto znać swoje ograniczenia. A jeśli jeszcze ich nie poznałeś / łaś, dokładaj stopniowo kolejne ciężarki. Małymi partiami. Aż dojdziesz do swojego aktualnego progu wydolności.

PRZESŁANIE

Nasze życie faktycznie może być lepsze. Jednak nie dzięki cudownym wynalazkom, sekretnym zaklęciom czy spotkaniom z guru – lecz dzięki temu, że znasz swoje ograniczenia i każdego dnia wykonujesz realną pracę, by stać się lepszym człowiekiem.

Jim Rohn powiedział:

Zazwyczaj przeceniamy to, co możemy zrobić w ciągu roku, a nie doceniamy tego, co możemy osiągnąć w ciągu 10 lat!

Daj sobie czas. Nie musisz w ciągu 12 najbliższych miesięcy znaleźć żony / męża, począć dziecka, schudnąć 10 kg i awansować w pracy. Masz na to znacznie więcej czasu. Lecz żeby to się realnie wydarzyło – zacznij już dzisiaj. Gdy skończysz czytać ten artykuł, zrób jedną dobrą rzecz. Wyślij bliskiej osobie miłego smsa. Zjedz jabłko. Wyjdź na spacer. Obejrzyj wartościowe video. Działaj. Małymi krokami możesz wdrapać się na niejeden szczyt.

A Właśnie, Że Nie Możesz Wszystkiego!
Posted by Andrzej Bernardyn in mniej, 0 comments
Prawdziwa zmiana zaczyna się dzisiaj

Prawdziwa zmiana zaczyna się dzisiaj

Większość ludzi, gdy już odkryje, czego pragnie, mierzy siły na zamiary. Stawia sobie ambitne cele, licząc na to, że gdzieś po drodze znajdzie motywację i sposób na ich osiągnięcie. Jeśli i Ty zaliczasz się do tej grupy z pewnością zainteresuje Cię alternatywne podejście, w wielu przypadkach znacznie skuteczniejsze.

PODEJŚCIE „Z GÓRY NA DÓŁ”

Popularnym pomysłem na realizację celów i planowanie jest patrzenie na sytuację z lotu ptaka. Określamy w nim cel i sytuację początkową, a następnie dzielimy całą podróż na etapy. Najbardziej wyrazistym przykładem podejścia „Z góry na dół” jest tzw. Strategia Vonneguta. Przyjmujemy w niej datę osiągnięcia celu, a następnie cofamy się o pewne jednostki czasu. Np. jeśli 1 stycznia 2020 mam mieć 1 mln zł na koncie, to co powinno się wydarzyć do 1 stycznia 2019 roku? A co do 1 stycznia 2018 roku, itd.

Brzmi ona bardzo sensownie i pozwala świetnie rozplanować swoje cele. Szkoda tylko, że bardzo rzadko się sprawdza. Zazwyczaj życie pokazuje, że w poniekąd logicznym planie nie uwzględniliśmy wielu zmiennych, które uniemożliwiają jego realizację. W międzyczasie zamiast okładać coraz więcej pieniędzy, potrzebowaliśmy je wydać na nowy samochód (bo stary się niespodziewanie i dokumentnie zepsuł) czy zabiegi medyczne (bo mimo obchodzenia kolejnej ’18-tej’ rocznicy urodzin zdrowie przestało być już tak dobre jak kiedyś). I oszczędności zamiast rosnąć przez pierwsze 12 miesięcy, stopniały.

Po roku przyglądamy się krytycznie naszemu planowi mrużąc oczy i marszcząc czoło. Widzimy, że nie działa, więc machamy na niego ręką, a cel, które wcześniej jasno świecił na horyzoncie, dziś ledwo się tli i powoli gaśnie.

Na szczęście nie musimy raz za razem powtarzać tego smutnego scenariusza. Istnieje sensowna alternatywa.


PODEJŚCIE „Z DOŁU DO GÓRY”


Amerykański prezydent, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Theodore Roosevelt, powiedział kiedyś:

Rób to, co możesz, tym, co posiadasz, i tam, gdzie jesteś.

Świetnie oddaje ono esencję podejścia „Z dołu do góry”. Zamiast nadmiernie koncentrować się na kolejnych etapach realizacji celu, zwłaszcza długoterminowego, główny nacisk położony jest na to, co można zrobić tu i teraz. Dzięki temu dużo trafniej możemy ocenić, jakie działania są realistyczne, a jakie pozostają domeną fantazji.

GÓRA, DÓŁ I NAUKA HISZPAŃSKIEGO

Wyobraź sobie, że chcesz się nauczyć hiszpańskiego. Zdaję sobie sprawę, że do mówienia w obcym nie wystarczy sama znajomość słownictwa, ale posłużmy się takim uproszczeniem. Dodatkowo załóżmy, że gdy poznamy 1 000 hiszpańskich las palabras (czyli wyrazów), będziemy w stanie zamówić drinka, poprosić panią do flamenco czy kupić bilet na corridę.

Przyjmując podejście „Z góry na dół”, możemy założyć, że ten cel łatwo osiągniemy w 100 dni. Wystarczy czy każdego dnia nauczymy się 10 nowych słówek. Dodatkowo trochę czasu poświęcimy na utrwalanie.

Dzisiaj jest 11 września, za 100 dni będzie 20 grudnia. Fantastycznie! Na Boże Narodzenie będę mógł pojechać do Hiszpanii i porozmawiać o tradycjach świątecznych.

Tak jak wspominałem wcześniej, takie założenia wyglądają sensownie, do momentu kiedy życie ich nie zweryfikuje. Zacznijmy od dostępnego czasu.

Zazwyczaj myślimy, że chociaż dzisiaj i jutro nie mamy czasu na naukę słówek, to pojutrze (a już na pewno za tydzień!) on się znajdzie. Praktyka jednak pokazuje, że o ile nie zwolnią nas z pracy albo nie kończymy właśnie remontu mieszkania, to za tydzień będziemy równie zajęci, co dzisiaj.

PRAWDZIWA ZMIANA ZACZYNA SIĘ DZISIAJ

Jeśli chcesz rozwinąć nową umiejętność, popracować nad swoim zdrowiem, relacjami czy wynikami w pracy nie odkładaj tego na przyszły miesiąc, tydzień czy nawet dzień. Zacznij już dzisiaj, BEZ WZGLĘDU NA TO jak dużo masz zaplanowanych zadań. Nawet gdy zdecydujesz się na naukę hiszpańskiego o 23:58 i tak zdążysz nauczyć się że piłka to po hiszpańsku bola, posłuchać fragmentu La Tortura Shakiry czy znaleźć stronę internetową ze słówkami.

Najważniejsze jest żeby zacząć, wykonać pierwszy krok, nieważne jak mały.

Chcesz się zacząć zdrowo odżywiać? Zjedz jeszcze dzisiaj jabłko.

Chcesz zacząć oszczędzać? Wyciągnij z portfela i odłóż 1 zł.

Chcesz mieć jeszcze lepsze relacje z bliską Ci osobą? Wyślij do niej miłego smsa.

Wszystkie te rzeczy możesz zrobić nawet mając ekstremalnie zajęty dzień.

Małymi krokami dalej zajdziesz

W następnych dniach podnoś delikatnie poprzeczkę (sam najczęściej robię to, co 5 dni). Oprócz owocu, zjedz jeszcze warzywo. Odłóż 2 zł, zapisz na karteczce miłe słowa dla swojego partnera czy współlokatora.

W przykładzie z hiszpańskim – zaczęlibyśmy od nauki 1 słowa dziennie. Potem 2 wyrazów, 3 i 4. Po drodze okazałoby się, ile tak realnie możemy dzień w dzień poświęcić czasu na naukę. Bardzo możliwe, że okazałoby się, że nauczenie się 10 nowych słów przez kilka dni to żaden problem – zwłaszcza na początku, gdy motywacja jest wysoka. Jednak z czasem stawałoby się to coraz trudniejsze, aż mogłoby prowadzić do zarzucenia celu.

Tymczasem jeśli idziemy „od dołu do góry”, możemy odkryć naturalną granicę, którą możemy w miarę łatwo utrzymać. Np. 5 słówek. Możemy każdego dnia uczyć się 3 nowych słówek, a 2 stare utrwalić. W ten sposób osiągniemy swój cel w postaci 1000 słówek nie po 100 dniach, ale po 334, czyli po roku. Będzie to co prawda trwało 3 razy dłużej, ale szansa że nam się to uda, jest znacznie większa. Pomyśl, że w 1 rok jesteś w stanie nauczyć się dobrze komunikować w dowolnym obcym języku, poświęcając na to tylko 5 minut każdego dnia. Wystarczy, że zaczniesz DZISIAJ.

AUTOMATYZACJA ZACHOWAŃ

Swoją szansę na sukces możesz mocno zwiększyć, jeśli wprowadzisz pewną regularność do tej nauki. Zamiast uczyć się tych 5 słówek raz rano, raz po obiedzie, a raz wieczorem – lepiej będzie znaleźć na to stałą porę dnia albo sekwencję (np. PO TYM JAK zjem obiad). Dzięki temu zautomatyzujesz to zachowanie, czyli przekształcisz je w nawyk. O którym nie trzeba będzie pamiętać, zmuszać się do niego. Będziesz wykonywać go odruchowo, tak jak sięgasz rano po szczoteczkę do zębów.

O nawykach możesz przeczytać więcej na moim drugim blogu, lub w książce, którą wydałem. Zachęcam też do skorzystania z gry planszowej Kraina Nawyków, która działa w pełni zgodnie z założeniami opisanymi w tym artykule.

PODSUMOWANIE

Podejście „Z góry na dół” na swoje plusy. Nieźle sprawdza się w biznesie, gdzie nie można założyć, że jakoś i kiedyś osiągniemy cel. Tam potrzebna jest konkretna data i intensywne działania. Gdy jednak pracujesz nad osobistymi celami, zwłaszcza takimi, za które już kilka razy się zabierałeś i niewiele z tego wychodziło – gorąco polecam Ci podejście „Z dołu do góry”. Rekomendują je zarówno praktycy zarządzania (np. David Allen, twórca Getting Things Done) oraz naukowcy (m.in. BJ Fogg – stanfordzki profesor, od 20 lat badający, dlaczego ludzie się zachowują w określony sposób).

1. Wyznacz cel, który chcesz osiągnąć.

2. Zrób jeszcze dzisiaj cokolwiek, co przybliży Cię do jego osiągnięcia.

3. Stopniowo podnoś poprzeczkę tak, by dalej bez problemu dało się wykonać działanie każdego dnia.

4. Zautomatyzuj zachowanie, przekształcając je w nawyk.

Postępując w ten właśnie sposób osiągniesz swój cel szybciej niż myślisz!

Prawdziwa Zmiana Zaczyna Się Dzisiaj
Posted by Andrzej Bernardyn in zmiana, 0 comments
Co za dużo, to nie zdrowo!

Co za dużo, to nie zdrowo!

Wszyscy żyjemy w kłamstwie. Współczesna ideologia Zachodu wmawia nam, że duża liczba dostępnych wyborów i możliwość samodzielnego decydowania o wszystkim zagwarantuje nam wolność i szczęście. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Mnogość wyborów to niezastąpiona recepta na życie pełne żalu, poczucia winy i rozczarowania. Jak to możliwe? 

„Każdy kolejny dzień jest początkiem nowego życia”, „Stwórz siebie”, „The sky is the limit”. Te i wiele innych hasełek motywacyjnych zachęca Cię do dokonywania zmian w swoim życiu. Codziennego decydowania o tym, kim chcesz się stać. Brzmi to całkiem przyjemnie, prawda? 

Łatwo można pomyśleć: „Nie jestem skazany, na obecne życie, które nie do końca mi odpowiada. Mogę wszystko!”Problem polega jednak na tym, że wcale nie możesz wszystkiego. Im prędzej to sobie uzmysłowisz, tym szybciej uda Ci się osiągnąć te rzeczy, które faktycznie są w Twoim zasięgu.

ZACZNIJMY JEDNAK OD KWESTII PODSTAWOWYCH.

Od dzieciństwa wszyscy nam sugerują, że duża liczba dostępnych opcji gwarantuje nam dokonanie dobrego wyboru i lepsze życie. Powinniśmy zatem robić wszystko, by zwiększyć możliwość wybierania. To przekonanie tak mocno tkwi w mentalności ludzi Zachodu, że prawie nikomu nie przyszło do głowy, by je zakwestionować. Na szczęście amerykański psycholog Barry Schwartz, podjął się tego wyzwania. Pokazuje on, w niezwykle przekonujący sposób, podpierając się badaniami naukowymi i historiami z własnego życia, że dodawanie sobie kolejnych możliwości, to najczęściej strzał w stopę. Bolesny i powodujący długotrwałe kalectwo emocjonalne.

Jeśli tak jak ja, kupowałeś niedawno telewizor, to wiesz, o czym piszę. Ilość dostępnych egzemplarzy jest wręcz zatrważająca. Możesz wybrać producenta, przekątną, częstotliwość odświeżania, ilość portów i złączy, rodzaj dekodera i dziesiątki innych parametrów. Czy te wszystkie możliwości były źródłem szczęścia dla mnie i Żony? Nie! Były przyczyną poważnego bólu głowy, odwleczenia decyzji o zakupie o trzy miesiące i straty kilku godzin życia na dokonywanie analiz porównawczych.

W naszym mieszkaniu znajduje się teraz najlepszy telewizor, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Lecz w tyle głowy do tej pory kołaczą mi się myśli typu: „Może jednak należało wziąć ten model z 3D” albo „trzeba było dołożyć te trzy stówki do lepszej jakości obrazu”.

To są właśnie koszty alternatyw. Porównujemy swój wybór z atrakcyjnymi cechami opcji, z których zrezygnowaliśmy i mamy wątpliwości czy podjęliśmy dobrą decyzję. Gdy wracałem ze Stanów Zjednoczonych, postanowiłem w sklepie wolnocłowym kupić porządne perfumy. Po wstępnej selekcji wybrałem 3 zapachy, które bardzo mi się podobały. Zastanawiałem się nad tym, które wziąć tak długo, że prawie spóźniłem się na swój lot. A co robiłem, siedząc już w samolocie? Zadręczałem się myślami, że może jednak należało wybrać jeden z dwóch pozostałych flakonów. Przecież miały taki piękny zapach…

Im więcej mamy wyborów, tym z większej liczby atrakcyjnych możliwości rezygnujemy. Każda z nich złośliwie woła do nas: ”a mogłeś mieć mnie. Ale się sfrajerzyłeś”. Szybko przestajemy widzieć korzyści produktu, który wybraliśmy. Dostrzegamy tylko jego mankamenty i to, z jakich wspaniałości zrezygnowaliśmy.

Mnogość wyborów prowadzi do:

1. PARALIŻU DECYZYJNEGO

Przez pierwszy rok od założenia polisy inwestycyjnej w ogóle nie zmieniałem w niej funduszy. Bynajmniej nie dlatego, że było mi obojętne, co się dzieje z moimi pieniędzmi. Po prostu możliwości zakupu innych funduszy było tak wiele, że nie potrafiłem się na nic zdecydować. Z tego powodu zamiast sensownego zarobku, ponosiłem straty.

2. PRZEROSTU OCZEKIWAŃ

Gdy mając kilkanaście lat oglądałem „hit na sobotę”, nie miałem wobec filmu żadnych szczególnych oczekiwań. Cieszyłem się, że mogę cokolwiek obejrzeć. Teraz, gdy wybieram z dziesiątków tysięcy pozycji dostępnych w internecie, chcę znaleźć perfekcyjny film. I regularnie się rozczarowuję. Bo żaden z nich nie jest idealny, choć każdy o kilka klas wyprzedza „sobotni hit” z dzieciństwa. Przez moje niezwykle wygórowane oczekiwania nawet produkcje zdobywające kilkanaście oskarowych statuetek, mogą być co najwyżej tak dobre, jak sądziłem. Przyjemne zaskoczenie stało się niemal niemożliwe.

3. OBWINIANIA SIEBIE

Gdy moi Rodzice kupowali mi ubrania w dzieciństwie, byli zadowoleni, że udało im się znaleźć w sklepie coś, co mniej więcej odpowiadało mojemu rozmiarowi. Choć ciuszki nie zawsze pasowały, dokonywali najlepszego możliwego wyboru i byli z niego zadowoleni. Gdy ja udaje się na zakupy po nową parę butów mogę przebierać w dziesiątkach modeli, jeśli nie setkach. Jeśli na koniec kupię niewygodne lub mało estetyczne buty, jest tylko jedna osoba, którą mogę za to winić. Jestem nią ja. Przy tak wielu możliwościach, to ja jestem odpowiedzialny za porażkę.

Dokładnie tak samo jest z rzeczami znacznie ważniejszymi niż robienie zakupów. Jeśli „mogę stworzyć siebie”, a jednak mi się to nie udaję i każdego dnia wychodzę z łóżka będąc sobą, a nie swoją lepszą wersją, to kto jest za to odpowiedzialny? Ja! Mnie się nie udało. Przypisujemy porażkę sobie, mimo że zewnętrzne czynniki mają na nią często znacznie większy wpływ. Przez przerost oczekiwań, mam nadzieję, że ta wielka transformacja dotycząca mojej wagi czy stanu mojego konta nastąpi już następnego dnia. A gdy tak się nie dzieję, oprócz poczucia winy, pojawia się też żal i rozczarowanie.

Wbrew sloganowi jednego z bardziej popularnych trenerów/showmenów w Polsce, nie jesteśmy w stanie „stworzyć siebie”. Z dnia na dzień nie zmienimy tego, kim jesteśmy. Skuteczna zmiana zachowania, a w efekcie i naszego życia, nie jest wynikiem jednorazowych zrywów, nakręcenia motywacyjnego czy oceanu możliwości. Wręcz odwrotnie. Zmiana następuje wtedy, gdy świadomie zrezygnujemy z tych wszystkich opcji i skoncentrujemy się na konkretnych celach.

Pracując nad swoją samokontrolą, nawykami i wykonując każdego dnia drobną prace, znacznie szybciej i skuteczniej osiągniemy to, czego pragniemy. Nie dzięki niezliczonej liczbie wyborów. Dzięki konsekwentnemu ignorowaniu tych wyborów i trzymaniu się swoich zasad oraz wartości!

Dlaczego TO, Co Ma Gwarantować Dobrobyt, W Rzeczywistości Cię Unieszczęśliwia?
Posted by Andrzej Bernardyn in decyzje, 0 comments
Jak wzmocnić siłę woli?

Jak wzmocnić siłę woli?

Gdy nie jesteśmy do czegoś zmotywowani, naszym kołem ratunkowym staje się silna wola. Robimy coś, mimo iż nie mamy na to ochoty. Bo uważamy, że warto. Odkrycia współczesnej nauki mogą nas wspomóc w walce z samym sobą. Możemy zwiększyć swoją zdolność samodyscypliny. Jak to zrobić? Na początku przypomnijmy kilka faktów dotyczących siły woli (samodyscypliny), o której szerzej pisałem w tym artykule. 

1. Najnowsze badania pokazują, że samodyscyplina nie jest cechą stałą, a jej zasoby są ograniczone. Siła woli działa bardzo podobnie do baterii w Twoim telefonie. Zaczynasz dzień z naładowaną baterią i stopniowo zużywasz jej energię, gdy robisz rzeczy, których nie lubisz. 

2.
 Jeśli już na początku dnia czeka Cię seria bardzo nieprzyjemnych zadań, to możesz bardzo szybko wyczerpać całą swoją silną wolę. Podobnie jak telefon, na którym korzystasz z energochłonnych aplikacji, szybko Ci się rozładuje. Jeśli jednak używasz komórki tylko do prostych funkcji, to bateria może Ci starczyć na długo. 

3. Regeneracja samodyscypliny zachodzi stopniowo – podczas relaksu, snu i wykonywania rzeczy, które dają nam sporo przyjemności. 

Mimo tego, że silna wola ma swoje ograniczenia i możesz jej użyć tylko określoną ilość razy w ciągu dnia, istnieją sposoby, dzięki którym ta ‘bateria’ będzie działać bardziej efektywnie i starczy Ci na dłużej.

Na ciekawe badanie* zaproszono kobiety, które się odchudzały. Już na początku eksperymentu nakłoniono je do zjedzenia pączka i w ten sposób złamania swojej diety.

Następnie, jak to w eksperymentach bywa, podzielono je na dwie grupy. Zadaniem jednej z nich było po prostu zaczekać 5 minut. Łatwo jednak było przewidzieć, o czym myślały te kobiety. Wiele z nich robiło sobie w tym czasie wyrzuty, że zjadły pączka.

Do drugiej grupy przyszedł eksperymentator i powiedział: Zdajemy sobie sprawę, że część z Was może czuć wyrzuty sumienia w związku ze zjedzeniem pączka. Chcemy, żebyście pamiętały, że każdy czasem nie dotrzymuje danych sobie obietnic. Dlatego prosimy, żebyście się tym szczególnie nie przejmowały. Nic strasznego się nie stało.

Następnie poproszono kobiety z obu grup, by były testerkami słodyczy. Powiedziano im, że mają ich zjeść ile tylko potrzebują, by dobrze ocenić smak wielu różnorodnych łakoci.

Kto zjadł ich więcej?

Kobiety pozostawione same sobie pożarły 70 g słodyczy. Te, które otrzymały instrukcje dotyczącą wybaczenia sobie błędu, zjadły 28 g, czyli ponad 2,5 razy mniej!

Dla wielu osób te wyniki były szokujące. Powszechnie bowiem panuje przekonanie, że jeśli po ulegnięciu pokusie powiem sobie: no trudno! Nic wielkiego się nie stało – to może to prowadzić jedynie do katastrofy. Zachęci mnie do kolejnego łamania postanowień. Tymczasem badania (omawiane wyżej i wiele kolejnych) pokazały, że jest dokładnie odwrotnie. Wszystkie prowadziły do tego samego wniosku:

Im większe wyrzuty robisz sobie w związku z ulegnięciem pokusie, tym większa szansa, że następnym razem oddasz się nałogowi i to w większym stopniu (zjesz / wypijesz więcej, postawisz więcej pieniędzy w kasynie itp.)!

Jak to możliwe? Wyjaśnienie okazało się bardzo proste. Wiele z nałogowych zachowań ma na celu rozładowanie stresu. Pozwala się odprężyć. Im silniejszy wstyd i poczucie winy ogarniało ludzi, tym większą mieli potrzebę rozładowania tego napięcia – przez swój nałóg – kompulsywne jedzenie, picie, palenie papierosów czy branie narkotyków. Zasada ta dotyczyła również odwlekania spraw na później (prokrastynacji). Im surowiej ktoś się oceniał, przez to że nie zrobił czegoś w wyznaczonym przez siebie terminie, tym dłużej odwlekał tę sprawę następnym razem.

Gdy czujesz się zestresowany, zawstydzony lub winny, te emocje wprowadzają Cię w stan, w którym jesteś znacznie podatniejszy na uleganie pokusom i natychmiastowe realizowanie swoich potrzeb.

Dlatego, by zwiększyć swoją silną wolę, zamiast mówić sobie: jestem słaby! Nigdy się nie zmienię! To silniejsze ode mnie itp.

1) OKAŻ SOBIE WSPÓŁCZUCIE I EMPATIĘ.

Powiedzwszystkim się zdarzają potknięcia. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Dzięki temu znacznie zwiększysz swoją szansę, na uniknięcie podobnej porażki w przyszłości. Jest jeszcze jeden potwierdzony naukowo sposób na zwiększenie siły woli.

W 2010 roku przeprowadzono badanie** na osobach, które miały bardzo poważne wyzwanie dotyczące siły woli. W przeszłości byli uzależnieni od narkotyków, a teraz starali się zerwać z nałogiem, biorąc udział w programie odwykowym.

Każdy z uczestników badania spał ok. 7 godzin. Połowę badanych poproszono, by zaczęli spać o godzinę dłużej (oprócz tego brali też udział w ćwiczeniach medytacyjnych, co zwiększyło jakość ich snu, sprawiło że szybciej zasypiali etc.). Pozostali spali normalnie.

Po 8 tygodniach porównano wyniki w obu grupach. Osoby, które spały dłużej i brały udział w ćwiczeniach medytacyjnych wykazywały się znacznie wyższą silną wolą i rzadziej ulegały pokusie sięgnięcia po narkotyki.

Kolejne badanie***, wykorzystujące rezonans magnetyczny, wykazało, że gdy człowiek śpi mniej niż 6 godzin, jego mózg nie jest w stanie uaktywnić czołowych struktur, które odpowiadają za przechowywanie informacji o naszych celach i pozwalają na ‘bycie lepszą wersję siebie’ oraz na powstrzymywanie się przed natychmiastowym zaspokajaniu swoich potrzeb. Jeśli więc chcesz wzmocnić swoją siłę woli:

2) ZAWSZE ŚPIJ CO NAJMNIEJ 6, A NAJLEPIEJ 8 GODZIN DZIENNIE.

W innym wypadku Twoja zdolność do samokontroli będzie mocno uszczuplona. Trzymając się analogii do baterii – będziesz zaczynał dzień, mając nie 100% energii, a tylko 20%.

————
BADANIA:

* Adams / Leary (2007). Promoting Self-Compassionate Attitudes towards eating among Restrictive and Guilty Eaters. Journal of Social and Clinical Psychology.

** Britton et al. (2010). The contribution of mindfulness practice to a multicomponent behavioral sleep intervention following substance abuse treatment. Substance Abuse.

*** Yoo, Gujar, Hu, Jolesz & Walker 2007. The human emotional brain without sleep – a prefrontal amygdala disconnect.

————
Artykuł ten został zainspirowany książką Kelly McGonigal – Siła Woli (ang. The Willpower Instinct)

Jeśli chcesz wzmocnić swoją silną wolę, zastosuj się do tych dwóch prostych sugestii, których skuteczność potwierdzają badania naukowe:

1) bądź dla siebie wyrozumiały, gdy ulegniesz pokusie
2) śpij 8 godzin dziennie.

A w przyszłości znacznie łatwiej powstrzymasz się przed niekorzystnym zachowaniem lub zrobisz to, co trzeba. Czego Ci serdecznie życzę.

Jak Możesz Wzmocnić Swoją Siłę Woli?
Posted by Andrzej Bernardyn in samodyscyplina, 0 comments
Pułapka konsenkwencji

Pułapka konsenkwencji

O co tak naprawdę chodzi w zarządzaniu sobą w czasie? By wyrabiać się z każdym deadline’m, wszędzie być punktualnie i umieć pożreć lunch w mniej niż 5 minut? A może jednak coś innego jest bardziej istotne? 

W tym wpisie rozprawię się z kilkoma popularnymi mitami na ten temat. Szewc bez butów chodzi. Lekarzu ulecz samego siebie. To tylko dwa przykłady zadomowionych w naszej kulturze powiedzeń, które wskazują na to, że ludzie, którzy zawodowo oferują innym konkretną usługę, sami potrzebowaliby z niej skorzystać. W wielu przypadkach brak spójności pomiędzy tym, co dany „specjalista” mówi i robi jest sygnałem ostrzegawczym, pokazującym że kontaktów z tym panem lub panią lepiej unikać. 

Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą. Tylko 25% dentystów regularnie nitkuje zęby, mimo że niemal każdy z nich zaleca to swoim klientom i są badania naukowe potwierdzające, że to jeden z najlepszych sposobów przeciwdziałania chorobom jamy ustnej. Czy to czyni z nich kiepskich dentystów? 

Ciekaw jestem, z jaką skutecznością większość trenerów koszykówki wykonywałaby rzuty wolne, a trenerów piłki nożnej – karne. Podejrzewam, że z mizerną. Większość młodzików grających w trzeciej lidze, osiągnęłaby lepszy wynik. 
Czy to znaczy, że władze Chicago Bulls powinny oddać kierowanie zespołem pryszczatemu Dave’owi, a włodarze Legii Warszawa powierzyć swoją drużynę Zdzichowi z 3b? Tylko dlatego, że są „lepsi od trenerów”? A może powinniśmy też odebrać prawo wykonywania zawodu łysym fryzjerom i kardiologom z chorobami serca?

Mam nadzieję, że na każde z powyższych pytań odpowiedziałeś: Nie!

Każdy ma prawo do błędu i każdy z tego prawa korzysta. Perfekcjonistyczne standardy, to jedna z najgorszych krzywd, jaką można sobie wyrządzić. W zarządzaniu sobą w czasie nie chodzi bowiem o to, by wszystko robić na czas i idealnie, lecz o to, by umieć robić rzeczy, które naprawdę się liczą. Rozprawmy się w takim razie, z najpopularniejszymi mitami na ten temat:

MIT 1. KTOŚ, KTO JEST DOBRZE ZORGANIZOWANY, ZAWSZE PRZYCHODZI PUNKTUALNIE (NIGDY SIĘ NIE SPÓŹNIA).

FAKT 1. Wszyscy ludzie się spóźniają.

Prawdą jest, że ludzi można podzielić na dwie kategorie:

a) tych, którzy z reguły przychodzą punktualnie
b) tych, którzy z reguły się spóźniają

W dużej mierze jest to kwestia nawyków i umiejętności planowania. Jeśli chciałbyś popracować nad transferem z drużyny b) do a), gorąco polecam strategię SWEET, wymyśloną przez Marka Forstera. Przeczytasz o niej w książce Do it tomorrow lub w jednym z moim kolejnych wpisów. Mnie ona bardzo pomogła. Jednak każdemu człowiekowi czasem zdarzy się spóźnić. Ze względów … nazwijmy to … zadziwiających (zaspał, zapił, zapomniał) albo zupełnie zrozumiałych (ukradziono tory na kolei, pijany kierowca tira wywalił ciężarówkę i zakorkował drogę ; – ).

Nie ma co robić afery z powodu spóźnienia, o ile:

1) ktoś na bieżąco nas informował o rozwoju sytuacji,
2)przeprosił
3) i jest to sytuacja jednorazowa.

Co innego, jeśli ktoś się spóźnia notorycznie, na każde spotkanie z nami. Wtedy należy się poważnie zastanowić czy, skoro nie potrafi wykonać tak prostego zadania, jak przychodzenie na czas, to czy poradzi sobie w bardziej ambitnych, które zamierzaliśmy mu powierzyć.

Regularnie zdarza mi się, że jeśli prowadzę szkolenie z zarządzania sobą w czasie i przyjdę 2 minuty po ustalonej godzinie, to słyszę żarciki typu: Ojojoj! Trener zarządzania czasem i się spóźnia! Nieładnie! To, że byłem na miejscu już godzinę wcześniej, a wezwał mnie na rozmowę szef zespołu lub w ostatniej chwili zmieniona została sala, nie ma dla uczestników znaczenia. Zawsze widzę te same uśmieszki. Dlatego coraz częściej celowo wchodzę na salę po czasie, żeby zainicjować dyskusję dotyczącą realistycznych standardów. Każdy może się spóźnić – nawet jeśli jest trenerem, papieżem czy królową Anglii.

Powiem więcej, łatwo mi wyobrazić sobie sytuację, w której spóźniam się z premedytacją albo odwołuję spotkanie tego samego dnia. Straszne, prawda? Aż nóż w kieszeni się otwiera na myśl o trenerze, który uczy innych zarządzania sobą w czasie, a sam popełnia takie gafy? Przekonajmy się czy na pewno.

Załóżmy, że potrzebuje wyjść z domu za 5 minut, by zdążyć na spotkanie z Klientem. W tym samym czasie dzwoni do mnie przedstawiciel korporacji, z którym negocjowałem duże zlecenie i mówi, że zastanawiają się jeszcze czy powierzyć przeprowadzenie 20 szkoleń mojej firmie czy tej drugiej. Ma do mnie sporo pytań. Czy jako dobrze zorganizowana osoba powinienem powiedzieć: Bardzo mi przykro, ale muszę właśnie wychodzić na spotkanie z Klientem, proszę do mnie zadzwonić za 2 godziny? Czyż zarządzanie sobą w czasie nie polega na trzymaniu się ustaleń i punktualności? Nie! Zarządzanie sobą w czasie to umiejętność wybierania priorytetów – decydowania o tym, co jest w danej chwili najważniejsze. W tym przypadku, powiedziałbym pracownikowi korporacji, że bardzo chętnie odpowiem na wszystkie jego pytania za 2 minuty. Wykonam tylko jeden telefon i będę do jego dyspozycji. A podczas tych 2 minut zadzwoniłbym do Klienta, powiedział jaka jest sytuacja i znalazł sposób by mu wynagrodzić to, że nie przyszedłem na umówione spotkanie (np. darmową sesją coachingową).

Dobrze jest mieć nawyk punktualnego przychodzenia na spotkania czy nawet bycia 10 minut przed czasem. Nie znaczy to jednak, że musimy być niewolnikami konsekwencji.

MIT 2. KTOŚ, KTO JEST DOBRZE ZORGANIZOWANY, ZAWSZE DOTRZYMUJE WSZYSTKICH DEADLINE’ÓW.

FAKT 2. Deadline’y, jak wszystko inne w biznesie, podlegają negocjacjom.

Nikt nie lubi robić interesów z człowiekiem, który się zobowiązuje, że do danego dnia coś będzie gotowe, a tymczasem tego nie robi. Mija ustalony termin i cisza w eterze. Zero wyjaśnień, zero informacji o tym, do kiedy to ostatecznie będzie zrobione. Taka postawa to w biznesie większy obciach niż ubrać skarpetki do sandałów albo powiedzieć: „Ja tak bynajmniej uważam”*.

* bynajmniej oznacza: wcale, zupełnie, ani trochę | przynajmniej oznacza: nie mniej niż lub chociaż, bodaj, choć. Wbrew powszechnemu przekonaniu słowa te nie są synonimami i nie należy używać ich zamiennie ; – )

Jednak zupełnie inaczej zostanie odebrany człowiek, który zawczasu zadzwoni i powie, że zadanie okazało się bardziej skomplikowane niż się początkowo wydawało i czy można przełożyć termin realizacji o tydzień. Są takie sytuacje, kiedy nie będzie to możliwe, ale najczęściej klienci wykazują dobrą wolę, zwłaszcza gdy widzą, że dłuższy niż planowany czas realizacji usługi nie wynika z niedbalstwa, ale z innych czynników, często niezależnych od wykonawcy.

MIT 3. KTOŚ, KTO JEST DOBRZE ZORGANIZOWANY, NIGDY NIE PRZEKRACZA ZAPLANOWANEGO CZASU NA SPOTKANIE, WYSTĄPIENIE LUB SZKOLENIE.

FAKT 3. O czasie (spotkania, wystąpienia, szkolenia) warto otwarcie rozmawiać.

Podczas konferencji zdarzają się sytuacje, które wołają o pomstę do nieba – np. każdy z trzech prelegentów ma zaplanowane 30 minut na swoje wystąpienie, a pierwszy przeciąga swoje wystąpienie do godziny i 15 minut. Jest to ewidentny przykład chamstwa i braku poszanowania kolegów (koleżanek) prelegentów. Takie rzeczy warto piętnować i nie zapraszać więcej ludzi, którzy nie szanują czasu innych.

Czy to z automatu oznacza, że zawsze należy kończyć w wyznaczonym czasie? Niekoniecznie. Gdy prowadzę szkolenie i widzę, że możemy nie zrealizować całego materiału do końca planowanego czasu, gram w otwarte karty. Mówię: Słuchajcie, zaplanowałem jeszcze trzy ćwiczenia z tego zagadnienia, ale jeśli chcemy skończyć o 17 to będziemy mieli czas tylko na dwa. Kto z Was chce zostać do końca, czyli ok. 20 minut dłużej? A kto wolałby skończyć punktualnie? Ok. Proponuje zatem, by chętni zostali dłużej, a kto potrzebuje wyjść, ten będzie miał taką możliwość. Czy to Wam odpowiada?

W ten sposób pokazuje szacunek do uczestników i pozwalam im wybrać, a nie stawiam ich przed faktem dokonanym, jak nieszczęsny gadatliwy mówca z przykładu powyżej. Możesz sobie pomyśleć: Ok, ale czy nie nastąpiło potknięcie przy planowaniu szkolenia, skoro nie starczyło na wszystko czasu? Czasami tak jest, przyznaje się bez bicia. Ale w wielu sytuacjach taka „obsuwa” wynika z czegoś innego – że pozwoliłem grupie dłużej podyskutować na ważny dla nich temat. Czasem możliwość wymiany doświadczeń między uczestnikami jest dla nich cenniejsza, niż to, co trener ma do powiedzenia. Nie ma co ucinać produktywnej dyskusji tylko dla tego, żeby szkoleniowiec mógł się wykazać, że zrealizował wszystkie punkty z programu.

Podobnie jest ze spotkaniami. Założenie, że mówimy na tyle ciekawe rzeczy, że druga strona będzie chciała zostać 30 minut dłużej, to arogancja. Ale kończenie bardzo owocnego spotkania, tylko dlatego, że zaplanowaliśmy je na 45 minut, a każda ze stron może pozwolić sobie na dłuższą rozmowę, nie jest szczególnie sensowne. Należy jednak zawsze pytać, co druga strona myśli o wydłużeniu czasu spotkania czy naszego wystąpienia.

Osoby, które są mistrzami produktywności potrafią dotrzymać obietnicy, deadline’u i przybyć na spotkanie punktualnie. Jednocześnie są elastyczne i jeśli widzą, że warto zmienić wcześniejszy plan i ramy czasowe, nie boją się tego zaproponować – nie dają się złapać w pułapkę konsekwencji. Ty też się nie daj :–)

Pułapka Konsekwencji
Posted by Andrzej Bernardyn in nastawienie, 0 comments
3 słowa, które mogą odmienić Twoje życie

3 słowa, które mogą odmienić Twoje życie

Jako dziecko i młodzieniec ;–) uwielbiałem magię! Wyobrażałem sobie, że gdy poznam odpowiednie zaklęcie i wypowiem tajemnicze słowa (przy okazji wywijając różdżką lub zaciskając palce w nienaturalnym geście), to będę w stanie robić rzeczy niesamowite i wielkie. Że świat materialny dostosuje się do mojej woli. 

Nasza rzeczywistość jednak tak nie działa. Nie ma w niej czarodziejów, ksiąg z zaklęciami i czarów (chociaż są wiedźmy, kurzajki i czarne koty). Nie jesteśmy w stanie kontrolować natury i osiągać swoich celów korzystając z magii… ale istnieje inna siła, która nam w tym może pomóc. 

Jest nią … nauka. Dorobek naukowy przyczynił się do rozwoju ludzkości w dużo większym stopniu niż magia w powieściach fantasy. Żyjemy dłużej, dostatniej i możemy się ze sobą komunikować znacznie lepiej niż mieszkańcy Śródziemia, Nilfgaardu czy Świata Dysku. Co ciekawe, odkrycia psychologów, behawiorystów i neurobiologów, dostarczają nam czegoś, co można by określić jako „naukowe zaklęcia”. 

Wypowiadając te pełne mocy słowa, jesteśmy w stanie silnie oddziaływać na siebie lub innych ludzi. Istnieje wiele zwrotów, które są niezwykle skuteczne, a wiemy o tym, dzięki badaniom naukowym. Dzisiaj chcę zaprezentować jeden z nich, który pozwoli Ci w zdumiewający sposób zwiększyć szanse zrealizowania dowodnego postanowienia lub rozwinięcia nawyku. Te słowa to:

PO TYM JAK …

Te trzy słowa wyglądają bardzo niepozornie, jednak mają wielką moc oddziaływania. Pokazują to badania dotyczące „spustów działania” (Gollwitzer Peter, Implementation Intentions. Strong Effects of Simple Plans, “American Psychologist” 1999, t. 54, s. 493-503.).

Często mamy dobry pomysł na to, jak wprowadzić pozytywną zmianę do swojego życia (wiele z nich rodzi się na przełomie starego i nowego roku ;–). Problemem jest jednak zastosowanie tego pomysłu w rzeczywistości, zwłaszcza w sposób regularny. Obiecujemy sobie np. że będziemy się uczyć angielskiego, ćwiczyć fizycznie czy spędzać więcej czasu z rodziną. Jeszcze następnego dnia o tym pamiętamy, ale po chwili to postanowienie wyparowuje z nas znacznie szybciej niż alkohol z krwi po sylwestrowej imprezie.

Dlaczego tak się dzieje?

1. Czasem jest tak dlatego, że nasze postanowienie jest mało konkretne. „Uczenie się angielskiego” może oznaczać wszystko od słuchania anglojęzycznych piosenek i oglądania przemówień czy filmów w tym języku, po czytanie artykułów, uczenie się słówek czy konwersacje na skajpie z zagranicznymi znajomymi. Aby zwiększyć skuteczność postanowienia, należy podać konkretną czynność i się jej trzymać.

2. Druga częsta przyczyna, to porywanie się na zbyt ambitne zadanie – jak mawiała mojej ś.p. babcia Irena – „z motyką na słońce”. Jeśli dobierzemy sobie zadanie, które wymaga od nas dużo czasu, energii czy pieniędzy – to przy pierwszej nadarzającej się okazji (czytaj dziś, jutro lub pojutrze) z niego zrezygnujemy. Zacznij od czegoś maksymalnie prostego. Tak bardzo, jak tylko się da. Absurdalnie łatwego. Przeczytaj jedną stronę książki, zrób jedną pompkę, ubierz buty i wyjdź na spacer na jedną minutę. To zrobisz z łatwością ZAWSZE. Nawet jeśli jesteś po całym dniu pracy, burczy Ci w brzuchu lub tego samego dnia odwiedza Cię teściowa.

3. Trzecia przyczyna jest jednak moim zdaniem najistotniejsza. Nie trzymamy się postanowień, bo nie zaplanowaliśmy, kiedy daną rzecz będziemy robić. Rzeczy, które są ważne, ale nie pilne, zawsze powinny mieć przypisany czas (lub moment), w którym je wykonujemy. Inaczej cały dzień będziemy żyć z przekonaniem, że mamy jeszcze na nie czas, aż 23:59 zaskoczy nas jak zima drogowców (czekam z utęsknieniem na moment, kiedy drogowcy zaskoczą zimę). Rozwiązaniem tego problemu może być wybranie stałej godziny, kiedy coś robimy i nastawienie alarmu w telefonie. „Gdy wybije 22:00, biorę do ręki książkę (pierwszą, która wpadnie mi w rękę lub z góry wybraną) i czytam – np. 1 stronę”. „W samo południe, punkt o 12:00, zjadam marchewkę”.

Takie założenia są już całkiem sensowne i potrafią wiele usprawnić. Jednak z konkretnymi godzinami jest tak, że nie zawsze będziemy w stanie ich przestrzegać. A jeśli na początku wyłamiemy się z określonego postanowienia, bardzo trudno będzie do niego wrócić. Gdy zadzwoni alarm o 22:00 możemy właśnie zmywać naczynia, rozmawiać przez telefon lub z domownikiem i nie będziemy chcieli tej czynności przerywać. Gdy telefon zacznie wibrować o 12:00 może się okazać, że akurat nie mamy marchewki (ani żadnej innej zdrowej przekąski) pod ręką. Co możemy zatem zrobić?

POSŁUŻYĆ SIĘ „NAUKOWYM ZAKLĘCIEM” – PO TYM JAK.

„Po tym jak zaparzę kawę lub herbatę – przeczytam jedną stronę książki”

„Po tym jak zrobię pierwszą przerwę w pracy – zjem marchewkę lub inną zdrową przekąskę”

„Po tym jak pierwszy raz wejdę na facebooka – złożę życzenia urodzinowe znajomym”.

Nie ważne o której to będzie godzinie. Liczy się nie czas bezwzględny (22:00, 12:00), ale względny (sekwencja/kolejność zdarzeń). Do czynności (w zasadzie nawyków), które już w tej chwili robimy codziennie, możemy w łatwy sposób doczepić nowe zachowanie. Stare działanie jest hakiem lub wieszakiem, na którym zawieszamy nową czynność. W ten sposób kształtowane są nawyki. Dzięki temu możemy w pełni zautomatyzować daną czynność i nie męczyć się z podejmowaniem decyzji, kiedy danego dnia pouczymy się angielskiego czy zrobimy pompki. Jest to z góry określone, dzięki czemu o tym nie zapomnimy.

Za każdym razem, gdy planujesz coś zrobić – bez względu na to, czy jest to jednorazowe działanie (wystawienie ogłoszenia o sprzedaży samochodu), nieregularne działanie (wysłanie listów na poczcie) czy nawyk (odnoszenie talerzy do kuchni po zjedzeniu posiłku) – użyj tego „naukowego zaklęcia”– PO TYM JAK.

Po tym jak wykonam X – zrobię Y”.

PO TYM JAK, to 3 słowa, które mogą skutecznie zmienić twoje życie. Bez inwestowania pieniędzy, energii i czasu. Tylko dzięki temu, że je poznałeś i z nich korzystasz. Do czego Cię gorąco zachęcam.

Trzy Słowa, Które Odmienią Twoje Życie!
Posted by Andrzej Bernardyn in technika, 0 comments
Zasoby silnej woli są ograniczone

Zasoby silnej woli są ograniczone

Najczęściej jesteśmy skłonni uważać, że silna wola, zależy wyłącznie od charakteru danego człowieka. Jeśli jest dojrzały i zdyscyplinowany, wie, czego chce, to łatwo oprze się wszelkim pokusom. Jeśli jednak jest młody, bardziej niż o przyszłości myśli o tym, co „tu i teraz”, to z pewnością jego silna wola jest słaba. 

Jak jednak pokazują badania naukowe, samodyscyplina nie jest cechą stałą, a jej zasoby są ograniczone. W ciągu każdego dnia dysponujemy pewną ilością silnej woli – dla jednych będzie to mniejsza wartość, a dla innych większa. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet ludzie zdyscyplinowani mogą wykorzystać cały „dzienny zasób silnej woli” i ulec pokusie. Poniższy eksperyment świetnie pokazuje, że o tym, jak wytrwali jesteśmy i czy potrafimy się kontrolować, w dużej mierze decydują czynniki sytuacyjne, a nie tylko to, jacy jesteśmy. 

Głodni studenci college’u przyszli do laboratorium, gdzie podzielono ich na dwie grupy – rzodkiewkową i ciasteczkową. Każda z grup została wprowadzona do sali, w której unosił się przepyszny zapach świeżo upieczonych ciasteczek czekolado-wych. Osoba prowadząca badanie, powiedziała że musi na moment wyjść, aby przygotować właściwy test. Wcześniej jednak wydała polecenie o następującej treści: 

a) studenci, będący w grupie ciasteczkowej, mieli zjeść co najmniej dwa ciasteczka czekoladowe, nie wolno im jednak było tknąć rzodkiewek, 

b) studenci, będący w grupie rzodkiewkowej, mieli zjeść co najmniej dwie rzodkiewki, nie mogli jednak jeść przepysznie pachnących ciastek czekoladowych. 

Przez kilka minut studenci z grupy ciasteczkowej bez wyrzutów sumienia pochłaniali smakowite łakocie. Robili to w końcu w imię nauki. W zupełnie innej sytuacji znajdowali się ich koledzy z grupy rzodkiewkowej. Chrupali posłusznie rzodkiewki, z zazdrością patrząc na słodkie ciasteczka. Żaden z nich nie zwędził jednak ani jednego ciastka. Studenci wykazali się zatem silną wolą.

W dalszej części eksperymentu każda z grup miała rozwiązać łamigłówkę, która wymagała odwzorowania skomplikowanej figury geometrycznej bez odrywania pisaka od kartki. Zadanie wydawało się proste, w rzeczywistości jednak było niemożliwe do wykonania. Studenci z grupy ciasteczkowej poświęcili zadaniu średnio 19 minut i aż 34 próby. Dopiero potem się poddali.

Ich koledzy z grupy rzodkiewkowej, którzy wcześniej przez kilka minut znosili katusze związane z niemożliwością zjedzenia pysznych ciastek, pracowali nad zadaniem zaledwie 8 minut i podjęli tylko 19 prób. Dlaczego tak szybko się poddali? Zabrakło im zasobu silnej woli. Zużyli jego większą część, opierając się pokusie schrupania czekoladowego ciasteczka. Kiedy przyszło im zmierzyć się z zadaniem, które również wymagało od nich dużej samodyscypliny, byli już na tyle zmęczeni, że szybko dali sobie spokój.

Pomyśl o zasobie samodyscypliny jak o swoich mięśniach. Jeśli wcześniej wykonałeś na siłowni bardzo intensywny trening albo przebiegłeś 20 kilometrów, każdy kolejny wysiłek, nawet tak mały, jak wejście na trzecie piętro, z pewnością okaże się dla Ciebie bardzo trudny. Jeśli jednak cały dzień odpoczywałeś i nie zużyłeś zgromadzonych pokładów energii, nie powinieneś mieć większych problemów z wdrapaniem się choćby i na ósme piętro.

NAWYKI MOGĄ POMÓC ROZWIĄZAĆ PROBLEM Z SAMODYSCYPLINĄ

Nawyki są działaniami zautomatyzowanymi. Ich wykonanie nie wymaga od nas użycia silnej woli. Dzięki temu możesz każdego dnia wykonywać wiele wartościowych działań, nie tracąc przy tym bardzo cennego i ograniczonego zasobu samodyscypliny. W wielu sytuacjach dobrze wykształcone nawyki są jedynym możliwym sposobem na to, by w regularny sposób pracować nad swoim życiem.

Jeśli Twoja praca wymaga od Ciebie częstego używania silnej woli (z powodu robienia wielu rzeczy, które niekoniecznie lubisz), to najczęściej nie wystarczy Ci samodyscypliny, by po powrocie do domu pojeździć na rowerze czy poczytać książkę. Jeśli jednak ta czynność stała się dla Ciebie tak automatyczna jak mycie zębów, z łatwością ją wykonasz. Nawet po ciężkim dniu w pracy, po którym Twój zasób silnej woli obniżył się niemal do zera, znajdziesz czas i ochotę na to, by pojeździć na rowerze lub poczytać książkę. Będziesz w stanie to zrobić, ponieważ nie będziesz musiał się nad tym zastanawiać i przekonywać się do czegokolwiek. Po prostu zadziałasz zgodnie z wyuczonym nawykiem. Zrobisz wszystko w sposób naturalny. Wykonasz jakąś czynność, nie zwracając na to szczególnej uwagi. Nawyk stanie się częścią twojego życia.

W dzieciństwie rodzice pomagali nam w rozwinięciu takich nawyków jak załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych w toalecie czy mycie zębów. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie nawet, że można byłoby zachowywać się inaczej. To dowód na to, jak mocno te nawyki weszły nam w krew.

NA PODOBNEJ ZASADZIE MOŻESZ ROZWINĄĆ W SWOIM ŻYCIU DOWOLNY NAWYK

Czy to będzie wczesne wstawanie, bieganie, czytanie książek czy też codzienne zapisywanie wydatków. Cokolwiek uznasz za działanie, które warto wykonywać codziennie, raz na kilka dni lub raz na tydzień, możesz przekuć w nawyk. Oczywiście nie jest to łatwe. Proces „uczenia” nawyku wymaga czasu, zaangażowania,a nade wszystko konsekwencji. Jednak w życiu, wszystko co wartościowe, przychodzi z trudem. Inaczej nie jesteśmy w stanie tego docenić.

Powyższy artykuł pochodzi z książki Przewodnik po Krainie Nawyków , którą wydałem w tym miesiącu. Razem z grą planszową Kraina Nawyków stanowią rewelacyjny duet, który pomaga w skutecznym rozwijaniu nawyków w Twoim życiu. Przekonaj się na własnej skórze, jak bardzo Twoje życie może się zmienić, po wprowadzeniu do niego wartościowych nawyków.

Zapraszam Cię do polubienia strony Krainy Nawyków na Facebooku.

A także do odwiedzenia strony Krainy Nawyków, na której dowiesz się więcej o książce, grze i korzyściach, które możesz osiągnąć.

Kraina Nawykow - Andrzej Bernardyn
Zasoby Silnej Woli Są Ograniczone
Posted by Andrzej Bernardyn in samodyscyplina, 0 comments
Bieżąca Inicjatywa – świetny początek dnia

Bieżąca Inicjatywa – świetny początek dnia

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, od czego najlepiej jest rozpocząć dzień pracy? Od aromatycznej kawy? Przyjaznego przywitania się z wszystkimi współpracownikami? Sprawdzenia skrzynki pocztowej? 

Możliwości jest bardzo dużo. W tym wpisie pokażę, która z nich jest moim zdaniem zdecydowanie najlepsza. Strategię o nazwie Bieżąca Inicjatywa poznałem w wielokrotnie już cytowanej książce “Do it tomorrow” Marka Forstera. Jest ona bardzo prosta i pozwala uzyskać świetne rezultaty niewielkim kosztem. 

Na początku wybierasz, co będzie Twoją bieżącą inicjatywą. Może to być: 

a) nadrobienie zaległości (w odpisywaniu na maile, porządkowaniu papierów itd.). Polecam tę opcję zwłaszcza osobom wracającym z urlopu. Widok 300 nieodpisanych wiadomości oraz dziesiątek dokumentów papierowych potrafi być mocno odstręczający. Z pomocą Bieżącej Inicjatywy będziesz w stanie szybko się rozprawić z tym problemem. 

b) stworzenie systemu skuteczności osobistej lub jego udoskonalenie. Jeśli do tej pory nie korzystasz z żadnego zorganizowanego systemu, który pomaga Ci w zarządzaniu zadaniami, najwyższa pora go stworzyć. Jeśli masz już system, ale nie działa on tak dobrze, jakbyś sobie tego życzył, Bieżąca Inicjatywa pozwoli Ci systematycznie go poprawić. 

c) rozpoczęcie, wznowienie lub dokończenie pracy nad projektem. Jeśli odczuwasz silny opór przed rozpoczęciem skomplikowanego projektu, Bieżąca Inicjatywa zmotywuje Cię do szybkiego działania. Jeśli projekt jest już zaczęty, ale do jego ukończenia potrzeba jeszcze trochę pracy, również ta strategia będzie dla Ciebie bardzo przydatna.

Jeśli każda z tych trzech opcji jest dla Ciebie kusząca i najchętniej użyłbyś Bieżącej Inicjatywy do każdej z nich, polecam działać zgodnie z zaprezentowaną kolejnością, czyli:

– najpierw odkopać się z zaległości,
– później stworzyć lub udoskonalić system skuteczności osobistej,
– a dopiero w trzeciej kolejności zająć się pracą nad projektami.

Dlaczego polecam taką kolejność?

Po pierwsze, odpowiedzenie na zaległe wiadomości, nawet w liczbie 300, można wykonać relatywnie szybko. Choć ilość ta wygląda przerażająco, jeśli rozłoży się odpowiadanie na maile na kilka (ew. kilkanaście) dni, okaże się to bardzo proste.

Po drugie, jeśli będziesz codziennie zaglądać na skrzynkę pocztową i widzieć długą listę zaległości, będzie Cię to kosztowało dużo stresu i demotywowało do pracy.

W drugiej kolejności polecam zająć się systemem skuteczności osobistej, ponieważ bez niego (lub ze słabo działającym systemem) wszelkie prace nad projektami zajmą więcej czasu i będą mniej efektywne.

Wiesz już do czego możesz wykorzystać Bieżącą Inicjatywę, przejdźmy teraz do tego jak ona działa. Tę strategię można opisać jednym zdaniem:

KAŻDY DZIEŃ PRACY ROZPOCZYNASZ OD DZIAŁANIA NAD OBRANYM CELEM.


Trzy słowa są tutaj kluczowe:

(1) każdy – bez względu na okoliczności, Twoją zajętość, kryzysy przy projektach czy pogodę za oknem pracujesz nad bieżącą inicjatywą KAŻDEGO* dnia. Oczywiście ilość czasu, który jej poświęcisz może się zmieniać. Gdy jesteś bardzo zapracowany – podziałaj nad Bieżącą Inicjatywą tylko 5 minut. Jeśli dysponujesz większą ilością czasu możesz spędzić nad nią i 2 godziny. Ty decydujesz o tym, ile czasu danego dnia chcesz zainwestować. Ważne jest jednak, by zajmować się Bieżącą Inicjatywą codziennie, choćby przez chwilę. Dlaczego? Bo dzięki temu zapewniasz sobie ciągłość prac i codziennie będziesz myśleć o ważnym dla Ciebie celu.

* – można przyjąć różne założenia:

a) każdy dzień = każdy dzień roboczy, a więc od poniedziałku do piątku
b) każdy dzień = dni robocze + sobota
c) każdy dzień = od poniedziałku do niedzieli

Ważne jest, by trzymać się raz przyjętego założenia z żelazną dyscypliną.

(2) rozpoczynasz – nie wystarczy, że każdego dnia będziesz wykonywał działania związane z Bieżącą Inicjatywą. Ważne jest to, by była to PIERWSZA RZECZ, KTÓRĄ ZROBISZ. Z jakiego powodu? Bo dzięki temu gwarantujesz sobie, że faktycznie to wykonasz. Im późniejsza pozycja na liście rzeczy do zrobienia, tym większe ryzyko, że danego dnia zostanie pominięta. Poza tym rozpoczynając każdy dzień od Bieżącej Inicjatywy jesteś w stanie szybko wejść na wysokie obroty i pracować produktywnie od rana.

(3) działanie – zastanawianie się, czytanie czegoś związanego z tematem to za mało. Twoim zadaniem jest WYKONAĆ KONKRETNE DZIAŁANIE, które choćby w niewielkim stopniu przybliży Cię do osiągnięcia celu. Ważne jest, byś nawet pracując tylko 5 minut nad Bieżącą Inicjatywą, miał poczucie, że jesteś coraz bliżej ukończenia.

Na koniec przekażę Ci jeszcze kilka praktycznych porad związanych z tą strategią:

1. Na raz możesz pracować nad tylko jedną Bieżącą Inicjatywą – wynika to z prostego faktu, że tylko jedną czynność możesz wykonać jako pierwszą na początku każdego dnia.

2. Bieżąca Inicjatywa nie nadaje się do pracy nad projektami otwartymi , czyli takimi, które nie mają określonego terminu realizacji. Projektem otwartym jest przykładowo praca nad własnym zdrowiem. Mimo, iż uważam że, nie ma wielu lepszych sposobów na rozpoczęcie dnia niż przejażdżka na rowerze z samego rana, to taka aktywność nie może być nazwana Bieżącą Inicjatywą. W tej strategii istotne jest to, że zajmujesz się pracą nad danym celem przez 5, 15 czy nawet 30 dni – osiągasz cel i zwalnia Ci się miejsce na kolejny projekt. Gdybyś umieścił w Bieżącej Inicjatywie prace nad otwartym projektem, to nigdy nie mógłbyś wykorzystać początku dnia pracy w inny sposób.

3. Dobrze jest przyjąć standardowy czas pracy nad Bieżącą Inicjatywą i modyfikować go, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ja najczęściej pracuję przez 25 minut (1 Pomodoro), gdy jestem bardzo zajęty skracam ten czas do 5 minut, a jeśli mam wyjątkowo dużo czasu wydłużam go do 100 minut (4 Pomodoro).

Wypróbuj Bieżącą Inicjatywę już jutro i przekonaj się, jak szybko uzyskasz realny postęp w pracy nad projektem lub nadrobieniu zaległości.

Bieżąca Inicjatywa – Najlepsze Rozpoczęcie Dnia Pracy!
Posted by Andrzej Bernardyn in technika, 0 comments
Jednodniowy bufor czasowy

Jednodniowy bufor czasowy

Przełożenie o jeden dzień wykonania zadania lub podjęcia decyzji o zakupie może być dla Ciebie źródłem olbrzymich korzyści. Jak to możliwe? Które rzeczy warto przekładać, a co lepiej zrobić od razu? Dowiesz się o tym, czytając dzisiejszy wpis. 

“Co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego”

Znasz takie wesołe powiedzenie? Mnie ono zawsze kojarzyło się z lenistwem lub w najlepszym wypadku z zadaniem budzącym duży opór. Jeszcze do niedawna nikomu nie poleciłbym odkładania wykonywania zadań. 

Teraz jednak uważam to za jedną z najskuteczniejszych strategii. Poznałem ją dzięki Markowi Forsterowi i jego świetnej książce Do it Tomorrow! Zawiera ona dużo wartościowych strategii, które będę prezentował w kolejnych wpisach. 
Jednak ta tytułowa zrobiła na mnie spore wrażenie.

ABY LEPIEJ ZROZUMIEĆ ZASADĘ “ZRÓB TO JUTRO” PRZYTOCZĘ ZA MARKIEM FORSTEREM HISTORIĘ DWÓCH MECHANIKÓW:

Józek Wszystkiewicz to świetny mechanik samochodowy. Potrafi naprawić najtrudniejszą usterkę. Nie zna się jednak na zarządzaniu sobą w czasie i prowadzi swój warsztat w całkowicie zdezorganizowany sposób. Kiedy dzwoni do niego klient i pyta, kiedy może przyjechać ze swoim autem do naprawy, Józek mówi – przyjedź, kiedy tylko chcesz. W okolicy warsztatu Józka stale stoi 10 samochodów w różnym stadium naprawy. Pracuje trochę nad jednym samochodem, potem przechodzi do kolejnego. Kiedy któryś z klientów dzwoni i mówi, że potrzebuje szybko mieć naprawione auto, Józek pod wpływem telefonu zaczyna zajmować się tym właśnie samochodem. Przynajmniej do czasu telefonu kolejnego Klienta. Jednego dnia Józek może naprawiać nawet 10 aut. W efekcie tego Józek często zapomina, co dokładnie miał naprawić w którym samochodzie, a klienci na odbiór pojazdu czekają nieraz kilka tygodni.

Michał Pokolejny też ma swój warsztat samochodowy, w tych samych rejonach co Józek. Pracuje jednak w zupełnie inny sposób. Gdy Klient do niego dzwoni, Michał rezerwuje mu określony dzień i godziny na naprawę auta i każe wtedy przyjechać. Wie ile samochodów czeka w kolejce na konkretne dni i ile czasu średnio zajmuje jedna naprawa. Skrzętnie notuje wszystko, co ma być naprawione w aucie i w swojej pracy posługuje się checklistą, by pamiętać o wszystkich czynnościach.

Różnice w sposobie działania dwóch biznesmenów podsumowuje tabelka

Jednodniowy Bufor Czasowy - Różnice w Sposobie Działania - Andrzej Bernardyn

Wielu z nas może się z politowaniem uśmiechnąć, czytając jak pracuje Józek. Przynajmniej do momentu, kiedy nie uświadomimy sobie, że często działamy w podobny sposób. Mamy swoje plany, jednak kiedy przychodzi szef i zrzuca na nas listę zadań lub dzwoni ważny klient, często mamy tendencję do rzucania wszystkiego i zajęcia się tą najświeższą sprawą. Jest to szczególnie kuszące, kiedy zadanie wydaje się małe, można je wykonać w 5-10 minut i mamy je z głowy. Problem jednak polega na tym, że niewinne zadania potrafią się znacznie wydłużyć i zająć sporą część naszego dnia pracy lub skutecznie wybić nas z właściwego rytmu pracy, jeśli co godzinę pojawia się nowe.

Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Powinniśmy działać bardziej jak Michał. Przyjmować wszystkie zadania od szefa czy klienta i mówić, że jak najbardziej je wykonany, ale zrobimy to jutro (lub w kolejny dzień, jeśli plan na jutro mamy już wypchany po brzegi).

– Oczywiście, nie ma problemu, jutro będziesz miał to zrobione.
– Tak, jak najbardziej, zdobędę dla Pana tę informację i jutro do Pana zadzwonię.
– Tak, chętnie odpowiem na Państwa zapytanie ofertowe. Jutro prześlę do Was ofertę.

Jak myślisz, z jakimi reakcjami spotykam się, gdy wypowiadam takie kwestie? W 80% przypadków moi klienci czy współpracownicy są zadowoleni. Jeden dzień reakcji to ponadprzeciętnie dobry wynik.

20% osób próbuje negocjować: A czy nie dałoby się dzisiaj?

Wtedy ze spokojem odpowiadam: Niestety, mam już zaplanowane zadania do końca tego dnia. Najszybciej jutro mogę się tym zająć.

Na ok. 100 rozmów przeprowadzonych w podobny sposób ani jedna osoba specjalnie nie marudziła i chętnie przystawała na jutro jako termin realizacji. Ważne jest jednak, by faktycznie zrobić to jutro. Nie za tydzień, nie za dwa dni, ale następnego dnia po rozmowie.

JAKIE KORZYŚCI DAJE TAKA POSTAWA?

1. Budujemy wizerunek asertywnego, dobrze zorganizowanego profesjonalisty, który umie wyznaczać granice, ma świadomość tego, co i kiedy może zrobić oraz potrafi mówić nie. Takie osoby budzą zaufanie i częściej dostają zlecenia.

2. Dajemy sobie jednodniowy bufor czasowy, który pozwala nam zaplanować czas zrobienia zadania oraz zgrupować podobne ze sobą i wykonać je hurtowo.

Zamiast wchodzić na skrzynkę pocztową co 20 minut i odpisywać na pojedyncze maile, dużo lepiej jest zaczekać jeden dzień, aż zbierze się ich konkretna ilość i odpisać na wszystkie za jednym zamachem.

Zamiast mieć cały czas włączony telefon i rozpraszać się rozmowami, często z osobami, które próbują nam wcisnąć coś, czego zupełnie nie potrzebujemy, lepiej jest pracować w pełnym skupieniu i raz na dwie godziny przeznaczyć 15 minut na oddzwanianie.

Jeśli wykonujemy kilka podobnych zadań w jednej serii, wykonanie każdego z nich zajmie nam coraz mniej czasu (aż do pewnego krytycznego momentu). W momencie kiedy wejdziemy w wir pracy, przestajemy myśleć o tym, czy to zadanie jest trudne i budzi opór, tylko po prostu je robimy.

Dodatkowa korzyść z jednodniowego buforu czasowego, to możliwość podjęcia świadomej decyzji kiedy będziemy się tym zadaniem zajmować i czy w ogóle będziemy je robić. Oczywiście jeśli wczoraj obiecaliśmy komuś, że dzisiaj będzie coś zrobione, powinniśmy dotrzymać słowa. Jeśli jednak chodzi o zadania, które sami sobie zleciliśmy, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Bardzo to przypomina robienie zakupów.

Jedna z najlepszych strategii, która pozwala ograniczyć do minimum impulsywne zakupy to odłożenie decyzji o kupnie o 1 dzień. Widzisz wspaniałe szkolenie, które może zmienić Twoje życie w promocyjnej cenie 300 zł. Kusi Cię, żeby kliknąć i kupić. Jeśli jednak odłożysz decyzję o zakupie o 1 dzień, łatwo możesz dojść do wniosku, że nie jest Ci ono niezbędne w tym momencie. Możesz też poszukać w internecie innych ofert i okaże się, że podobne szkolenie jest dostępne za 150 zł. Jednodniowy bufor pozwoli Ci znaleźć lepszą ofertę lub pozwoli Ci ochłonąć i samemu się przekonać, że jednak tak bardzo tego nie potrzebujesz.

Dokładnie tak samo jest w przypadku zadań, które dzisiaj wymyśliliśmy. Często wydają nam się bardzo ważne lub pilne. Ale wystarczy kilka godzin, a nabieramy odpowiedniego dystansu. Z nowej perspektywy jesteśmy w stanie o wiele lepiej oszacować na ile to zadanie faktycznie godne jest naszej uwagi.

Istotne jest też to, że w momencie dokładania nowych zadań na dzisiaj, sypie się cały nasz plan. Nie będziemy w stanie zrobić wszystkiego, co zaplanowaliśmy, jeśli przez najbliższe dwie godziny będziemy musieli zająć się czymś, co dopiero się pojawiło. W efekcie żadnego dnia nie wykonany swojej listy do końca, będziemy ciągle przerzucać zadania z jednego dnia na drugi. Co wiąże się z obniżeniem motywacji i wiary w siebie. A wystarczy trzymać się swojego planu, przychodzące zadania przekierowywać na jutro i możemy każdego dnia wychodzić z pracy z czystą listą dziennych zadań i szerokim uśmiechem. Poniżej prezentuję zestawienie różnic pomiędzy tradycyjnym podejściem, a Zrób to jutro.

Różnice w sposobie pracy:

NORMALNY TRYB PRACY

  • używanie otwartych list zadań
  • wykonywanie nowych zadań w sposób losowy
  • duża liczba zakłóceń, częste wybijanie się z rytmu pracy
  • planowanie dnia jest trudne (ze względu na dużą liczbę nowych elementów i zajmowanie się nimi)
  • trudno jest znaleźć źródło problemu, w efekcie trudności pozostają
  • żadnego dnia nie kończy się wszystkich swoich zadań, często przerzuca się zadania na kolejny dzień

ZASADA “ZRÓB TO JUTRO”

  • używanie zamkniętych list zadań
  • wykonywanie nowych zadań w sposób zaplanowany i systematyczny
  • planowanie dnia jest łatwe (da się trzymać swojego planu)
  • łatwo zdiagnozować problem i jemu zaradzić, gdy coś nie działa
  • każdego dnia można z powodzeniem wykonać wszystkie zadania

Niech Twoją wyjściową odpowiedzią na pojawiające się zadania będzie: Zrobię to jutro. Bez względu czy sam sobie zlecasz zadania, robi to szef lub klient. Oczywiście, że w nagłych przypadkach jednak trzeba będzie zrobić to dziś, ale prawdziwych kryzysów i awarii jest naprawdę niewiele. Korzystając z jednodniowego bufora czasowego będziesz w stanie wykonywać zadania w sposób zaplanowany (a nie losowy) oraz grupować je ze sobą. A to doskonały sposób na zaoszczędzenie czasu i bardziej skoncentrowaną pracę!

Jednodniowy Bufor Czasowy
Posted by Andrzej Bernardyn in samodyscyplina, 0 comments
Jak znaleźć czas?

Jak znaleźć czas?

Czy Twój czas jest wypełniony zadaniami aż po brzegi? Pracujesz po 8-10 godzin dziennie, a i tak nie wyrabiasz się z wszystkimi zadaniami? Albo żyjesz w ciągłym stresie, czy uda Ci się wyrobić się w terminie? Jeśli tak, najwyższa pora z tym skończyć. W tym wpisie pokażę, jak to zrobić. Jak już nie raz wspominałem: Czas nie jest problemem. Czas po prostu jest. 

Jak mówi Mark Forster, autor rewelacyjnej książki Do it Tomorrow: 

Nie jesteśmy w stanie wypriorytetyzować się z problemu nadmiaru pracy!

Żaden system wyznaczania priorytetów i zarządzania sobą w czasie Ci nie pomoże, jeśli masz dużo więcej pracy, niż jesteś w stanie fizycznie wykonać. Przypomnę Ci metaforę, którą posługiwałeś się we wcześniejszym wpisie, która w tym kontekście jest szalenie istotna. 

Wyobraź sobie, że potrafisz płynnie żonglować trzema piłkami. Przy czterech piłkach czasem Ci się uda złapać wszystkie, a czasem nie. Zaś przy pięciu i więcej piłkach wszystkie zlatują Ci na ziemię. Zauważ, że to nie jest tak, że dokładając kolejną piłkę, dalej świetnie żonglujesz trzema pierwszymi, a jedyny problem jest z czwartą, piątą czy kolejnymi. Zwiększając liczbę piłek sprawiasz, że nawet żonglowanie tymi trzema, które opanowałeś do perfekcji się sypie.

Podobnie jest z projektami i zobowiązaniami. Jest taka liczba do której świetnie sobie radzimy. Potem jest jeszcze przedział do którego ledwo dajemy radę. A potem jest liczba, przy której zawalamy wszystkie projekty.

Jaka to liczba? Z pewnością każdy człowiek ma swoje wartości przy których radzi sobie świetnie, z problemami i wcale. Ważne jest, by zdawać sobie z tego sprawę i jeśli aktualnie jesteś powyżej tej pierwszej wartości, zmniejszyć liczbę projektów, w które się zaangażowałeś.


MOŻESZ JEDNAK ODZYSKAĆ SWÓJ CZAS, WYKONUJĄC KILKA PROSTYCH KROKÓW:


1. Wypisz wszystkie zobowiązania 
– zarówno te związane z pracą, jak i z życiem rodzinnym, osobistym i rozwojem hobby.

Rozbij grupy zadań (np. wykonywanie zadań w pracy) na pojedyncze elementy (np. tworzenie ofert, branie udziału w spotkaniach, wykonywanie telefonów, tworzenie strategii itp.). Weź pod uwagę wszystkie stałe zadania, te które wykonujesz:

  • codziennie (odpisywanie na maile, odbieranie telefonów)
  • cotygodniowe (spotkania zespołu, planowanie tygodnia)
  • comiesięczne (płacenie rachunków, tworzenie raportów)

Przypatrz się dokładnie projektom, które realizujesz i rozpisz je na poszczególne grupy zadań.

2. Wpisz jedną z rzymskich cyfr przy każdym zadaniu czy zobowiązaniu, gdzie I będzie oznaczać najistotniejsze zobowiązanie, a kolejne liczby te coraz mniej ważne.

3. Napisz ile godzin tygodniowo potrzebujesz, by wykonać to zobowiązanie na wystarczająco dobrym poziomie – takim, który Ciebie by satysfakcjonował.

4. Zsumuj łączny czas wszystkich zobowiązań.

5. Zastanów się, jaką ilością czasu dysponujesz w ciągu tygodnia.

W moim przypadku jest to 60 godzin. Zakładam, że od poniedziałku do piątku mogę wygospodarować 10 godzin dziennie na wykonywanie wszystkich zadań. W sobotę przeznaczam na zadania 6 godzin, a w niedzielę 4 godziny. Jeśli jednak chcesz mieć weekendy tylko dla siebie, proponuję założyć, że dysponujesz 50 godzinami tygodniowo.

6. Porównaj wartość czasu Twoich zobowiązań z ilością godzin tygodniowo które masz.

Klienci, z którymi pracowałem, prawie zawsze mieli wyższą wartość zobowiązań niż wartość posiadanego czasu. W jednym przypadku było to nawet dwukrotnie więcej. Piotr miał do dyspozycji 50 godzin tygodniowo, a na wykonywanie wszystkich zobowiązań na wystarczająco dobrym poziomie potrzebował aż 100 godzin. Nic więc dziwnego, że nonstop był przepracowany i z wieloma rzeczami nie był w stanie się wyrobić. Po zrobieniu tego ćwiczenia odkrył źródło swoich problemów i w dużej mierze się od niego uwolnił, poprzez zmniejszenie liczby zobowiązań.

Jeśli u Ciebie również liczba godzin potrzebnych do wykonania zadań przewyższa dostępny czas, masz 3 możliwości:

a) świadomie zrezygnuj z części zobowiązań – przestań chodzić na spotkania organizacji, do której należałeś. Przestań udzielać się na forum internetowym, czytać 5 różnych blogów branżowych. Wyeliminuj te zobowiązania, które oceniłeś najniżej.

Nawet jeśli do czegoś się przed kimś zobowiązałeś, zawsze warto porozmawiać z tą osobą na ten temat. Często szczera rozmowa, podczas której pokażesz, że nie jesteś w stanie wykonać danego zadania wystarcza. Ludzie rozumieją, że sytuacja dynamicznie się zmienia i wolą z góry wiedzieć, że nie dasz rady czegoś zrobić niż dostać od Ciebie pracę o niskiej jakości, którą i tak będą musieli poprawiać.

b) zawieś zobowiązania – zamiast całkiem z czegoś zrezygnować, możesz czasowo zawiesić pracę nad jednym z projektów.

Sam mam 20 projektów, którymi chciałbym się zająć, jednak mam dość czasu, by pracować tylko nad 4 z nich. Pozostałe czekają na liście rezerwowej. Jak tylko skończę jeden z projektów, wtedy mogę zająć się kolejnym.

c) deleguj zobowiązania – jeśli Twój czas zabierają zadania, które może wykonać ktoś inny, bez dużego uszczerbku na jakości, deleguj je!

Znajdź pracownika bądź firmę, która zrobi to za Ciebie. A zaoszczędzony czas wykorzystaj na zadania, w których możesz wykorzystać pełnię swojego potencjału. Jeśli godzina Twojej pracy warta jest 50 zł, a dane zadanie może wykonać równie dobrze ktoś inny, pracując za 25 zł za godzinę – zleć mu je. Na każdej godzinie pracy nad tym zadaniem zaoszczędzisz 25 zł.

Eliminuj, zawieszaj i deleguj zobowiązania tak długo, aż dojdziesz do zobowiązań zajmujących 50 godzin tygodniowo (lub innej wartości czasu, którą masz do dyspozycji). W ten sposób znajdziesz czas na to, co najistotniejsze.

Aby uwolnić się od nadmiaru obowiązków nie wystarczy, że rzetelnie wykonasz to ćwiczenie i pozbędziesz się balastu. Bardzo ważne, by podczas następnych tygodni, nie dociążyć swojego balonu zadaniami do tego stopnia, że spadnie z hukiem na ziemię.

Nie znaczy to oczywiście, że jeśli przyjdzie do Ciebie Klient, który chce Ci dać olbrzymie zlecenie powiesz mu: Bardzo mi przykro, ale nie mam kiedy się tym zająć. Proszę się zgłosić za 2 miesiące, jak zakończę jeden ze swoich projektów.

Możesz przyjąć kolejne zlecenie (zobowiązanie), jeśli jest ono dla Ciebie bardziej opłacalne niż dotychczasowe lub szef tak Ci każe. Ważne jest jednak, by w momencie przyjmowania nowych obowiązków, podjąć świadomą decyzję, które z dotychczasowych wyeliminujesz, zawiesisz lub zdelegujesz. Jeśli jesteś pracownikiem – porozmawiaj na ten temat z przełożonym. Powiedz: Dobrze Szefie, mogę się tym zająć. Powiedz mi tylko proszę, które z dotychczasowych zadań mogę zawiesić na czas pracy nad tym zadaniem?

Bądź strażnikiem swojego czasu. Naucz się mówić Nie. Jeśli jesteś zajętym człowiekiem, który ma więcej wartościowych projektów do zrealizowania niż czasu, niech Nie stanie się Twoją domyślną odpowiedzią. Gdy Ty zaczniesz szanować swój czas, ludzie też zaczną to robić.

Pamiętaj, że nie można się wypriorytetyzować z problemu nadmiaru pracy. Jedyny sposób, by wyeliminować stres ze swojego życia i zacząć się z wszystkim wyrabiać, to zmniejszenie liczby zobowiązań. Możesz to zrobić rezygnując z części zadań, zawieszając je lub delegując.

Jak Znaleźć Czas?
Posted by Andrzej Bernardyn in czas, 0 comments
Opór psychologiczny – zabójca efektywności

Opór psychologiczny – zabójca efektywności

Dla większości z nas opór jest główną przyczyną, decydującą o tym, że nasze życie nie wygląda tak, jakbyśmy chcieli. Nie brak czasu, nie brak pieniędzy czy umiejętności, ale właśnie opór. Czytając dzisiejszy wpis dowiesz się, jak opór działa i jak można sobie z nim poradzić. 

Zig Ziglar, amerykański mówca motywacyjny, trafnie zauważył, że: 

Główną przyczyną smutku i poczucia klęski jest oddawanie tego, czego pragniesz najbardziej za to, czego pragniesz teraz. 

Pozwolę sobie lekko zmodyfikować powyższą wypowiedź:

Główną przyczyną problemów w naszym życiu jest uleganie oporowi, który sprawia, że zamiast robić to, co wartościowe i wymagające, robimy to, co łatwe i znane.

I. CZYM JEST OPÓR I SKĄD SIĘ BIERZE?

Psychologiczny opór to zjawisko polegające na przeciwstawianiu się czemuś, co zostanie zakwalifikowane jako niebezpieczne lub niekorzystne. W niektórych sytuacjach opór może być korzystny:

  • gdy ktoś próbuje nas zmusić, co zrobienia czegoś, na co nie mamy ochoty (kupienia produktu, którego nie potrzebujemy)
  • gdy powstrzymuje nas przed zrobieniem czegoś niemoralnego lub karalnego (pracą na czarno, sfałszowaniem zeznania podatkowego)
  • gdy zapobiega ryzykownemu zachowaniu (wspinanie się po ściance bez zabezpieczenia)

Problem zaczyna się jednak w sytuacji, w której czujemy opór przed zadaniem, które jest dla nas korzystne i wartościowe, ale psychologicznie trudne. Najprościej mówiąc, opór bierze się z lęku.

Boimy się, że:

a) nie wiemy jak dane zadanie wykonać
b) zadanie może nam nie wyjść, a przez to zrobimy z siebie głupków lub stracimy cenne zasoby (czasowe, finansowe)

Im trudniejsze wydaje się zadanie (ze względu na niejasne działania, które trzeba podjąć, ryzyko niepowodzenia lub ilość pracy, którą trzeba wykonać), tym silniejszy opór przed nim czujemy i w efekcie wybieramy inne, łatwiejsze zadania. Mamy bowiem tendencję do podążania po linii najmniejszego oporu.

II. JAK DZIAŁA OPÓR?

Mark Forster, w świetnej książce Get everything done and still have time to play, wyróżnia 4 prawa oporu

1. Opór przed zadaniem rośnie za każdym razem, gdy odłożymy je na później.

Myślę, że wszyscy doskonale znamy to z własnego doświadczenia. Planujemy wykonać zadanie w poniedziałek. Jednak na początku tygodnia byliśmy tak zajęci różnymi sprawami, że przesunęliśmy je na wtorek. We wtorek jakoś też się nie złożyło i przerzuciliśmy zadanie na środę, czwartek, a potem piątek. W piątek siadamy i myślimy: Boże! tylko nie to zadanie, zupełnie nie mam na nie dzisiaj siły.

Coś, co na początku wyglądało zupełnie niewinnie, może przerodzić się w prawdziwego potwora, tylko przez to, że wielokrotnie odkładamy zrobienie tego zadania na później.


2. Opór przed zadaniem maleje, gdy zaczniemy je wykonywać.

To prawo może wytłumaczyć piękne polskie przysłowie: Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Gdy poświęcimy zadaniu chwilę swojej uwagi i zaczniemy nad nim pracować, szybko może się okazać, że wcale nie jest ono takie trudne. Że szybko udało nam się zdecydować jak je ugryźć, a potem doprowadzić do ukończenia. Często strach przed czymś jest dużo nieprzyjemniejszy niż sama czynność. Możesz go wyeliminować poprzez działanie.


3. Kiedy zostanie osiągnięta pewna krytyczna wartość oporu, szansa na wykonanie tego zadania spada niemal do zera.

Pewnie i w tym przypadku jesteś w stanie znaleźć przykład zadania, którego miałeś tak serdecznie dość, że w końcu albo zrezygnowałeś całkiem z jego wykonania albo wynająłeś kogoś za pieniądze, żeby je zrobił za Ciebie. Mając świadomość tego prawa, nie dopuszczaj do sytuacji, w których opór jest już na tyle silny, że uniemożliwia Ci wykonanie ważnego dla Ciebie zadania.

4. Po przekroczeniu krytycznego poziomu oporu, jesteśmy w stanie wykonać zadanie, tylko w sytuacji, gdy ból związany z nie wykonaniem zadania (i odczuwalny opór) będzie silniejszy niż ten związany ze zrobieniem zadania.

Być może jest w Twojej pracy zadanie, które powierzył Ci szef lub Klient, które od samego początku Ci się nie podobało. Standardowo odkładałeś je na później, jak długo się dało i opór przed nim przekroczył krytyczny próg. Jeśli jednak Szef lub Klient przyjdzie do Ciebie i bardzo stanowczo upomni się o wykonanie tego zadania, grożąc zwolnieniem lub wypowiedzeniem umowy wartej kilkadziesiąt tysięcy złotych, będziemy w stanie przełamać opór i zrobić to zadanie. Jeśli negatywne konsekwencje związane z nie zrobieniem tego zadania będą bardziej bolesne niż wykonanie zadania.


III. SPOSOBY NA PRZEZWYCIĘŻENIE OPORU


1. Świadomie zrezygnuj ze zrobienia zadania

Być może w chwili nierozwagi zgodziłeś się na wykonanie zadania, które wcale nie będzie dla Ciebie korzystne. Jeśli tak właśnie jest, porozmawiaj szczerze z odpowiednią osobą i powiedz jej, że jednak nie będziesz w stanie tego dla niej zrobić.

Być może zadanie, które sobie wymyśliłeś miesiąc temu i jeszcze go nie zrobiłeś, przestało być aktualne – teraz już nie ma sensu go wykonywać.

Bez względu na okoliczności, ważne jest byś podjął świadomą decyzję, że nie będziesz się zajmował zadaniem, przed którym odczuwasz opór. Możesz całkiem zrezygnować z zadania lub zawiesić jego wykonanie, np. na najbliższe pół roku albo do czasu wykonania innego projektu. Sam posiadam 20 projektów, które chciałbym zrealizować, ale aktywnie pracuję tylko nad 4 z nich. Pozostałe czekają w zamrażarce. Jak tylko skończę jeden z aktualnych projektów, wtedy wyciągnę jeden z zamrożonych.

Oczywiście świadoma rezygnacja nie zawsze będzie możliwa lub korzystna. Pamiętaj jednak o tej opcji i korzystaj z niej, jak tylko będzie się dało. Zamiast odkładać na później decyzję dotyczącą kolejnego projektu czy zadania, zdecyduj czy w ogóle będziesz się tym zajmować czy nie.


2. Wykonaj zadanie.

a) działaj szybko. Skoro im dłużej z czymś zwlekamy, tym mniejszy opór się wytwarza – powinniśmy możliwie szybko wziąć się za trudne i wartościowe zadania, po tym jak je wymyślimy lub ktoś je nam powierzy. Gdy tylko dostajesz nowe zadanie, przy którym jest zagrożenie, że może wywoływać silny opór, zacznij nad nim pracować, tak szybko jak to możliwe. Nie musisz go od razu ukończyć. Czasem wystarczy tylko 5 minut aktywnej pracy nad nim, by okazało się, że wcale nie jest takie straszne.

Wyrób w sobie nawyk, by zaczynać pracę nad każdym nowym trudnym zadaniem najpóźniej następnego dnia. W ten sposób opór nie zdąży narosnąć do tego stopnia, że nie dasz rady wykonać zadania.

b) dziel duże zadania na mniejsze. Jeśli przeraża Cię wielkość zadania, podziel je na wiele małych zadań. Myśl o poradzeniu sobie z maluchem będzie wywoływała dużo mniejszy opór niż walka z gigantem.

Ta technika działa na dwa sposoby:

(1) 10 zadań po 30 minut budzi dużo mniejszy opór niż jedno zadanie 300-minutowe
(2) możesz rozdysponować te 10 zadań po 30 minut na kilka dni, np. pracując nad nimi godzinę od poniedziałku do piątku.

Opór często wynika też z monotonii, nie mamy ochoty przez 6 godzin robić cały czas to samo. Dlatego właśnie rozłożenie dużego zadania na cały tydzień tak dobrze się sprawdza.

c) wyznaczaj najbliższe działania. Zapisz jaka jest pierwsza, fizyczna czynność, którą należy wykonać, żeby zrealizować to zadanie – np. zadzwoń do Kasi, wyślij maila do Pana Jacka, otwórz plik w Wordzie. Gdy jasne staje się dla Ciebie, co jako pierwsze powinieneś zrobić, opór maleje.

d) pracuj w blokach czasu. Powiedz sobie, że zajmiesz się tym zadaniem tylko przez 5 minut. Włącz stoper i zacznij działać. Gdy usłyszysz alarmowy sygnał masz pełne prawo skończyć pracę nad zadaniem i zająć się czymś innym. Jeśli jednak masz ochotę, możesz dalej popracować nad tym zadaniem.

Dodatkowa korzyść z nadpoczęcia zadania polega na tym, że nasz umysł ma silną potrzebę ukończenia. Jeśli przerwiemy zadanie w połowie, będzie nas ciągnąć, żeby je dokończyć.

Najczęściej 5-minutowe nadgryzienie zadania w zupełności wystarcza. Jeśli jednak nawet po tym czasie, czujesz silny opór przed zadaniem – nastaw stoper na 10 minut i popracuj nad jego wykonaniem. Potem na 15-minut, 20-minut i 25-minut. Stopniowo wydłużaj czas pracy nad wyjątkowo trudnym zadaniem, aż do momentu przełamania oporu. Gdy usłyszysz dźwięk alarmu zrób sobie krótką, 2-3 minutową przerwę w nagrodę za bycie nieustraszonym.

e) zwiększaj ból nie zrobienia czegoś. Czwarte prawo oporu mówi, że po przekroczeniu pewnego poziomu oporu, jesteśmy w stanie wykonać zadanie, tylko w sytuacji jeśli ból nie zrobienia zadania jest wyższy niż wzięcia się za nie. Nawet jeśli bardzo nie chce Ci się płacić czynszu za mieszkanie, to perspektywa wywalenia Cię na bruk jest bardziej bolesna niż płacenie.

Możesz sztucznie zwiększać ból nie wykonania działania. Najprościej jest postawić na szali swoją reputację. Zobowiąż się przed żoną, mężem, szefem lub ważnym klientem, że zrobisz coś do konkretnego dnia. Perspektywa nie dotrzymania słowa i rozczarowania szefa czy klienta, a także idących za tym konsekwencji, może być znacznie boleśniejsza niż pochylenie się nad trudnym zadaniem.

f) powiedz sobie wcale nie będę teraz czyścił biurka, poukładam tylko te trzy kartki. W ten sposób skłaniasz swój reaktywny umysł, który wywołuje opór przed rożnymi zadaniami, do spuszczenia gardy i umożliwienia Ci działania. Jeśli po ułożeniu trzech kartek dalej czujesz opór przed sprzątaniem, użyj tej sztuczki jeszcze kilka razy: wcale nie będę czyścił biurka, odłożę tylko te spinacze na swoje miejsce

Opór jest czymś naturalnym i zawsze będzie się pojawiał. Powinniśmy się jednak nauczyć go przezwyciężać oraz minimalizować jego wpływ na nasze działania. Jeśli to zrobimy, osiąganie naszych celów stanie się znacznie łatwiejsze.

OPÓR – Główny Sprawca Zła w Twojej Efektywności
Posted by Andrzej Bernardyn in odwlekanie, 0 comments
A właśnie, że masz dość czasu!

A właśnie, że masz dość czasu!

„Ach, gdybym tylko miał więcej czasu!” 
„Gdyby doba miała 48 godzin, wtedy bym się ze wszystkim wyrobił”
. Najczęściej jesteśmy przekonani, że największy problem związany z czasem, to jego niedostatek. Gdyby czasu było więcej, to zniknęłyby wszystkie nasze troski, a zarządzanie sobą czy zadaniami stałoby się banalne. W tym wpisie, chcę Cię przekonać, że założenie to jest z gruntu nieprawdziwe. Masz wystarczającą ilość czasu i nawet o tym nie wiesz! Jak to możliwe? 

Wyobraź sobie następującą sytuację. Ruch obrotowy Ziemi zwalnia (dzięki boskiej interwencji nie wyrządza to żadnych szkód) i doba wydłuża się dwukrotnie. Trwa teraz 48 godzin. Czy dzięki temu łatwiej byłoby Ci wykonać wszystkie Twoje zadania? Czy sprawiłoby to, że teraz będziesz ze wszystkim na czas? Na pierwszy rzut oka, może się tak wydawać. Śmiem jednak twierdzić, że gdyby ludzie mieli dwa razy więcej czasu niż obecnie, niewiele by to zmieniło. Dlaczego? 

Głównym problemem nie jest brak czasu, a złe zarządzanie swoją uwagą. Czas nie jest problemem. Czas po prostu jest. Płynie niezależnie od tego, co robimy. To, w jaki sposób lokujemy swoją uwagę, jest zarówno źródłem problemu, jak i jego rozwiązaniem. Naszą uwagę mogą zyskać rozmaite osoby, zadania i zdarzenia. Część z nich jest istotna, a część trywialna. Smutne jest to, że trywialne sprawy dużo łatwiej przejmują naszą uwagę i to im poświęcamy większość czasu. 

DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE? WSZYSTKIEMU WINNY JEST OPÓR!

Zadania ważne, wartościowe są zazwyczaj trudne, z dwóch powodów:

a) nie wiemy dokładnie, jak się za nie zabrać
b) jest szansa, że nam nie wyjdą

Nic więc dziwnego, że odczuwamy na myśl o nich strach, niepokój i właśnie opór.

Z drugiej strony mamy zadania trywialne:

a) doskonale wiemy, jak je robić – w przeszłości wielokrotnie się już nimi zajmowaliśmy
b) są proste, ryzyko że zakończą się porażką jest praktycznie zerowe.

W efekcie te zadania wydają się bezpieczne i czujemy przed nimi dużo mniejszy opór.

Zazwyczaj idziemy po linii najmniejszego oporu, bo to jest dla nas emocjonalnie najłatwiejsze, wymaga najmniej energii czy siły woli.
Dlatego właśnie trywialne zadania triumfują.

Opór występuje w kilku postaciach:

a) prokrastynacji, czyli odkładania spraw na później.

Zrobiłbym to, ale mi się nie chce albo się boję, że mi nie wyjdzie. Odłożę to na jutro.

A jutro wcale nie jest łatwiej. Wręcz przeciwnie – pierwsze prawo oporu mówi, że opór narasta za każdym razem, kiedy coś odkładamy na później. Im dłużej czekamy z wykonaniem zadania, tym większy opór będziemy odczuwać przed jego wykonaniem. Aż dojdziemy do takiego momentu, że wykonanie tego zadania będzie graniczyło z cudem.

b) zajętości

Prokrastynację najczęściej utożsamiany z lenieniem się. Zamiast wziąć się do pracy, ktoś ogląda seriale, gra na komputerze czy przesiaduje godzinami na fejsie. Jednak opór, który odczuwamy przed trudnymi zadaniami, potrafi działać też bardziej subtelnie.

Idziemy do pracy i wykonujemy w niej różnego rodzaju działania przez 6, 8 czy nawet 10 godzin. Pracujemy dużo i wytrwale. Szkoda tylko, że nie nad tym, nad czym powinniśmy. Jesteśmy bardzo zajęci wykonywaniem zadań, które są proste. Wiemy, jak się za nie zabrać i co należy zrobić na każdym kroku. Czujemy przed nimi mniejszy opór. W efekcie dostarczamy sobie świetnej wymówki.

Jestem tak zajęty, że nie mam kiedy zająć się tymi trudnymi zadaniami, nawet jak bym chciał.

c) reagowanie na nagłe wypadki

Inny sposób, w który próbujemy zagłuszyć swoje produktywnościowe sumienie, to reagowanie na nagłe wypadki i kryzysy. Telefon dzwoni – trzeba go odebrać. Dostałem maila – muszę na niego odpisać. Klient chce dostać ode mnie ofertę – muszę mu ją przygotować. Szef daje mi zadanie – muszę się tym zająć. Natychmiast. Porzucam swój plan z listą wartościowych zadań, przed którymi odczuwam jednak silny opór i biorę się za pilne zadania, które właśnie się pojawiły. Brzmi znajomo? Nawet jeśli nie robimy tak przez cały czas, to z pewnością zdarza nam się takie postępowanie.

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że nie powinniśmy wcale odbierać telefonów, odpisywać na maile czy przygotowywać oferty dla Klientów. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy faktycznie jest to nagły wypadek i muszę to zrobić w tej chwili? Najczęściej przeceniamy pilność zadań. Prawdziwe nagłe wypadki (nasz bliski trafił do szpitala, zalało mieszkanie lub wybuchł w nim pożar, dzwoni Klient, który chce złożyć zamówienie naszego życia) zdarzają się bardzo rzadko. Jeden w tygodniu to już bardzo często. Najczęściej jednak zachowujemy się zupełnie inaczej. Każdą prośbę od Klienta lub Szefa traktujemy jak nagły wypadek. Zastanów się jednak czy coś się stanie, jeśli zajmiesz się powierzonymi przez nich zadaniami jutro? Jeśli tak, zrób to od razu. Jeśli nie – będziesz miał jednodniowy bufor czasowy, dzięki któremu będziesz mógł wszystko sobie dobrze zaplanować. Będziesz mógł zgrupować ze sobą podobne zadania i przeznaczyć na nie pewną jednostkę czasu, np. 25 minut.

KTÓRA Z TYCH DWÓCH OPCJI WYDAJE CI SIĘ SENSOWNIEJSZA?

a) zajmujesz się pracą – dostajesz maila – odpisujesz na niego – wracasz do pracy – dostajesz kolejnego maila – odpisujesz na nie – itd.

b) czekasz jeden dzień (pół dnia) aż nazbiera Ci się odpowiednia ilość maili, po czym hurtowo odpisujesz na wszystkie wiadomości – a potem zajmujesz się swoją pracą?

Mam nadzieję, że nie masz wątpliwości, że drugie podejście będzie znacznie skuteczniejsze. Przeskakiwanie pomiędzy zadaniami mocno wybija z rytmu. Druga z tych opcji pozwala zachować koncentrację.

Wróćmy teraz do problemu braku czasu.

Jeśli ktoś nie potrafi skutecznie poradzić sobie z oporem i w efekcie odkłada sprawy na później, jest ciągle czymś zajęty i reaguje na nagłe wypadki, dodatkowy czas nic mu nie da.

To tak jakby nalać większy strumień wody do durszlaka. Jeśli w naczyniu są dziury, woda i tak z niego wypłynie, bez względu na to, jak duży strumień będzie do niego wpływać. Jeśli nieumiejętnie wykorzystujemy swój czas, większa ilość czasu nie jest najskuteczniejszym rozwiązaniem.

Ludzie odkładający sprawy na później wytworzą tylko większy opór przed zadaniami, których się boją. Osoby zajęte i odpowiadające na nagłe wypadki będą w stanie wykonać więcej trywialnych zadań.

PRAWDZIWĄ ZMIANĘ MOŻNA DOKONAĆ NIE POPRZEZ ZWIĘKSZANIE CZASU, A WŁAŚCIWE KIEROWANIE SWOJĄ UWAGĄ!

Poniżej przedstawię skrótowo kilka recept, jak można to zrobić, a w kolejnych wpisach będę je rozwijał.

1. JAK PORADZIĆ SOBIE Z OPOREM?

a) działaj szybko.

Skoro im dłużej z czymś zwlekamy, tym mniejszy opór się wytwarza – powinniśmy możliwie szybko wziąć się za trudne i wartościowe zadania, po tym jak je wymyślimy lub ktoś je nam powierzy.

b) dziel duże zadania na mniejsze.

Jeśli przeraża Cię wielkość zadania, podziel je na wiele małych zadań. Myśl o poradzeniu sobie z maluchem będzie wywoływała dużo mniejszy opór niż walka z gigantem.

c) wyznaczaj najbliższe działania.

Zapisz jaka jest pierwsza, fizyczna czynność, którą należy wykonać, żeby zrealizować to zadanie – np. zadzwoń do Kasi, wyślij maila do Pana Jacka, otwórz plik w Wordzie. Gdy jasne staje się dla Ciebie, co jako pierwsze powinieneś zrobić, opór maleje.

d) pracuj w blokach czasu.

Powiedz sobie, że zajmiesz się tym zadaniem tylko przez 5 minut. Włącz stoper i zacznij działać. Gdy usłyszysz alarmowy sygnał masz pełne prawo skończyć pracę nad zadaniem i zająć się czymś innym. Jeśli jednak masz ochotę, możesz dalej popracować nad tym zadaniem. Drugie prawo oporu mówi, że opór zmniejsza się w chwili podjęcia działania i podczas jego wykonywania.

Dodatkowa korzyść z nadpoczęcia zadania polega na tym, że nasz umysł ma silną potrzebę ukończenia, choćby jakiegoś, etapu. Jeśli przerwiemy zadanie w połowie, będzie nas ciągnąć, żeby je dokończyć.

e) zwiększaj ból nie zrobienia czegoś.

Czwarte prawo oporu mówi, że po przekroczeniu pewnego poziomu oporu, jesteśmy w stanie wykonać zadanie, tylko w sytuacji jeśli ból nie zrobienia zadania jest wyższy niż wzięcia się za nie. Nawet jeśli bardzo nie chce Ci się płacić czynszu za mieszkanie, to perspektywa wywalenia Cię na bruk jest bardziej bolesna niż płacenie.

Możesz sztucznie zwiększać ból nie wykonania działania. Najprościej jest postawić na szali swoją reputację. Zobowiąż się przed żoną, mężem, szefem lub ważnym klientem, że zrobisz coś do konkretnego dnia. Perspektywa nie dotrzymania słowa i rozczarowania małżonka, szefa czy klienta, a także idących za tym konsekwencji, może być znacznie boleśniejsza niż pochylenie się nad trudnym zadaniem.

2. ODPOWIEDNIA LICZBA ZOBOWIĄZAŃ CZY PROJEKTÓW.

Nawet jeśli umiemy już radzić sobie z oporem, to jeszcze nie wszystko. Żaden system skuteczności osobistej i przezwyciężania oporu Ci nie pomoże, jeśli masz zbyt wiele zobowiązań.

Wyobraź sobie, że potrafisz płynnie żonglować trzema piłkami. Przy czterech piłkach czasem Ci się uda złapać wszystkie, a czasem nie. Zaś przy pięciu i więcej piłkach wszystkie zlatują Ci na ziemię. Zauważ, że to nie jest tak, że dokładając kolejną piłkę, dalej świetnie żonglujesz trzema pierwszymi, a jedyny problem jest z czwartą, piątą czy kolejnymi. Zwiększając liczbę piłek sprawiasz, że nawet żonglowanie tymi trzema, które opanowałeś do perfekcji się sypie.

Podobnie jest z projektami i zobowiązaniami. Jest taka liczba do której świetnie sobie radzimy. Potem jest jeszcze przedział do którego ledwo dajemy radę. A potem jest liczba, przy której zawalamy wszystkie projekty.

Jaka to liczba? Z pewnością każdy człowiek ma swoje wartości przy których radzi sobie świetnie, z problemami i wcale. Ważne jest, by zdawać sobie z tego sprawę i jeśli aktualnie jesteś powyżej tej pierwszej wartości, zmniejszyć liczbę projektów, w które się zaangażowałeś. Jak? O tym w kolejnym wpisie.

To nie czas jest problemem. Czas po prostu jest. To jak wykorzystujemy swoją uwagę może być źródłem Twoich problemów lub ich rozwiązaniem. Naucz się pokonywać opór i mieć odpowiednią liczbę zobowiązań, a starczy Ci uwagi i czasu na wszystko.

A Właśnie Że Masz Wystarczająco Dużo Czasu!
Posted by Andrzej Bernardyn in odwlekanie, 0 comments
Siła ograniczeń

Siła ograniczeń

Większość ludzi Zachodu bardzo ceni sobie wolność i samodzielny wybór. Uważamy, że im więcej mamy możliwości, tym łatwiej wybierzemy tę właściwą. Często jest jednak dokładnie odwrotnie. Pisze o tym Barry Schwartz w książce Paradoks wyboru. Duża liczba opcji częściej wywołuje w nas paraliż decyzyjny niż nam ułatwia podjęcie dobrej decyzji. 

W tym wpisie pokażę, jak stawiając sobie sensowne ograniczenia, zwiększysz swoją efektywność. Ograniczenia pobudzają kreatywność Bardzo łatwo to zauważyć, jeśli da się grupie zadanie do rozwiązania i zabroni się wykorzystania najprostszych metod. Na szkoleniu z komunikacji często wykorzystuję ćwiczenie, w którym proszę uczestników, by wykonali różnego rodzaju polecenia: 
a) ustawcie się od osoby najmłodszej do najstarszej 
b) ustawcie się od osoby z największym rozmiarem buta do tej z najmniejszym 
c) pogrupujcie się według koloru posiadanych oczu 
d) pogrupujcie się według ulubionego rodzaju muzyki / sportu / literatury. 

Te zadania byłyby banalne i wiele by uczestników nie nauczyły, gdyby nie ograniczenie, które daję grupie. Nie możecie ze sobą rozmawiać. Kiedy komunikacja werbalna jest niemożliwa, ludzie zaczynają kombinować i odkrywają inne, bardziej kreatywne sposoby komunikacji. Używają palców, gestów, ruchów ciała i inspirują się otoczeniem. Zauważają nieoczywiste zależności, wysilają umysły do generowania nietypowych rozwiązań. Gdyby nie mieli ograniczenia, najczęściej poszliby po najmniejszej linii oporu. 

Ograniczenia ułatwiają podejmowanie decyzji Kto z Was pamięta lekcje polskiego, na których trzeba było napisać wypracowanie na dowolny temat? Ja najczęściej zużywałem połowę dostępnego czasu na wybranie, o czym będę pisał. Tyle różnych tematów mnie pociągało, widziałem tak dużo możliwości, że trudno mi było się zdecydować. Potwierdzają to badania naukowe. Klienci supermarketu, którzy za darmo degustowali 3 rodzaje pysznych dżemów, łatwo decydowali się na zakup całego słoika. Jeśli jednak dostępnych rodzajów było 13, prawie nikt ich nie kupował. Dlaczego? Bo dużo trudniej było wybrać, który będzie najlepszy. 

Jak zauważa Mark Forster, światowy autorytet w dziedzinie zarządzania czasem, do efektywności potrzebujemy nie tylko uporządkowania, ale także kreatywności.

efektywność = kreatywność x zorganizowanie

Jeśli jesteś bardzo twórczy, ale Twoje zorganizowanie jest na zerowym poziomie – możesz mieć genialne pomysły, lecz nigdy nie wcielisz ich w życie. Jeśli jesteś świetnie zorganizowany, ale brakuje Ci kreatywności i perspektywy, możesz cały dzień robić rzeczy, które nie mają większego znaczenia.

Jak więc można jednocześnie zwiększyć własną kreatywność i zorganizowanie? Jednym z najlepszych sposobów, jakie znam, są właśnie sensowne ograniczenia. Co rozumiem przez sensowne? Takie, które:

(a) zabierają Ci możliwość skorzystania z najbardziej typowego, schematycznego rozwiązania, a w efekcie inspirują Cię do wymyślenia czegoś nowego i wartościowego.

(b) pomagają Ci uniknąć niekorzystnych zachowań lub zmuszają Cię do robienia tego, co warto.


Oto sensowne ograniczenia, które moim zdaniem warto stosować:


1. POJEDYNCZE ZAKAZY

Czasem trzymanie się jednej prostej reguły potrafi zmienić bardzo dużo.

1. Nie pij alkoholu podczas dnia pracy.
Dla osób pracujących na etacie, takie ograniczenie może wydać się żartem – choć nie wykluczam, że efektywność niektórych osób bardzo by wzrosła, gdyby trzymali się tego punktu. Ta zasada nabiera jednak dodatkowego sensu, kiedy pracuje się samodzielnie (bez interakcji z innymi ludźmi), a tym bardziej z domu.

Jedno piwko czy kieliszek wina w takiej sytuacji wygląda zupełnie niewinnie. Jednak często sprawia, że zaczynamy myśleć o innych rzeczach, łatwiej się rozpraszamy, dlatego takie ograniczenie może być bardzo przydatne.


2. Nie sprawdzaj skrzynki e-mailowej do 12:00.

Zaczęcie dnia od sprawdzenia, jakie maile otrzymaliśmy, jest jednym z najgorszych możliwych. Dlaczego? Bo zamiast świadomie kształtować swój dzień, zgodnie z ustalonymi priorytetami, już od początku zaczynamy działać reaktywnie – robić coś dla innych ludzi.

Nawet jeśli nie przystąpisz od razu do odpisywania na maile, to jeśli dowiesz się, że 5 różnych osób, coś od Ciebie chce, zaczniesz myśleć o tym, kiedy się z tymi zadaniami uporasz. Osłabi to Twoją koncentrację i w efekcie Twoja efektywność mocno spadnie.


3. Nie pracuj z domu.

Zabronienie sobie pracy z domu (gdy tylko nie jest to konieczne ze względu na obowiązki domowo-rodzinne), było jedną z najlepszych decyzji, które podjąłem. Zamiast co chwilę walczyć z pokusami czyhającymi na mnie w moim mieszkaniu (gry, seriale, książki, miękkie łóżko, piękna Żona…) przeniosłem się z pracą do kolegi, który również prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą.

Dzięki temu żaden z nas się nie obija, nie ogląda sobie filmików na youtubie, bo głupio przy koledze, będąc w pracy się tak zachowywać.

Czasem jedno ograniczenie w zupełności Ci wystarczy. Zdarza się jednak, że potrzebujesz ich więcej lub że zamiast ograniczenia generalnego, potrzebujesz limitów na jeden dzień. Wtedy z pomocą przychodzą:


2. LISTY NOT-TO-DO

Wszyscy znamy listy TO-DO, na których zapisujemy rzeczy, które w najbliższej przyszłości trzeba zrobić. Bardzo ciekawą koncepcją, zaczerpniętą z książki Do It tomorrow – Marka Forstera, jest zapisanie czego robić na pewno NIE BĘDZIEMY:

Jutro nie będę:

1. odbierał telefonów do godziny 12:00
2. pracował podczas lunchu (i innych posiłków)
3. pracował dłużej niż do 18:00
4. pracował nad czymś innym niż Projekt X
5. otwierał swojej skrzynki pocztowej / odpisywał na maile

Dzięki określeniu wszystkich rzeczy, których nie będziemy robić, dużo łatwiej będzie nam się skoncentrować na tym, co najważniejsze. Z większą skutecznością oprzemy się pokusie rozproszenia czy wykonywania zadań, które pojawiają się spontanicznie.


3. ZAMKNIĘTE LISTY ZADAŃ

Kolejna koncepcja, którą zaczerpnąłem z książki Do It Tomorrow – Marka Forstera. Standardowe listy zadań, które znamy, są otwarte. Co to oznacza?

a) w każdym momencie można do nich dopisać kolejne zadania
b) mają tendencje do rośnięcia (wydłużania się)
c) kolejność wykonania zadań jest istotna
d) oznaczenie wszystkich zadań z listy jako wykonanych jest niemożliwe lub bardzo trudne (ze względu na to, że ciągle dopisujemy kolejne)
e) są demotywujące (przypominają pracę Syzyfa)

Czym są zamknięte listy zadań? To takie listy, na których w pewnym momencie rysujesz na dole poziomą kreskę. Koniec. Więcej nie przyjmuję. Przynajmniej do momentu, aż uporam się z tymi zadaniami. W związku z tym, zamknięte listy charakteryzują się tym, że:

a) nie można do nich dodawać kolejnych zadań
b) mają tendencje do zmniejszania się (kurczenia się)
c) kolejność wykonania zadań nie jest istotna (bo i tak w krótkim czasie, np. jednego dnia, wszystkie zadania zostaną wykonane)
d) oznaczenie wszystkich zadań z listy jako wykonanych jest możliwe (i to bez szczególnego wysiłku)
e) są motywujące (bo łatwo widać na nich postęp, zbliżanie się do końca)



4. PRACA NIE DŁUŻSZA NIŻ 25 LUB 50 MINUT POD RZĄD

Praca z przerwami przeważnie jest dużo efektywniejsza niż ciągła praca. Dlaczego? Bo:

a) nasz umysł najczęściej nie potrafi utrzymać koncentracji więcej niż 30-45 minut. A gdy spada koncentracja, spada też efektywność

b) przerwy dają nam niezwykle cenną perspektywę. W ich trakcie możemy zaobserwować, że coś, co do tej pory robiliśmy, było bezsensowne. Lepiej jest stracić 25 lub 50 minut niż pół dnia, a bywa tak, że będąc zanurzeni w pracy nie potrafimy właściwie ocenić jej pożyteczności. Więcej na ten temat znajdziesz we wpisie o Technice Pomodoro.


5. ZDEFINIOWANY CZAS NA WYKONANIE ZADANIA

Gdy dasz sobie konkretny czas na wykonanie zadania – najlepiej taki, który będzie wymagał szybkiego tempa, najczęściej zajmie Ci ono znacznie mniej czasu niż gdybyś po prostu przystąpił do jego wykonania, bez nawet przybliżonego pojęcia, ile będzie trwało. Ograniczony czas motywuje Cię do szybkiej pracy, bez opóźnionego startu, bez rozproszeń i robienia innych (pilnych) zadań w trakcie. Dowiesz się więcej na ten temat, czytając wpis o Prawie Parkinsona.

Wbrew intuicji ograniczenia stymulują kreatywność i uporządkowanie, a w efekcie także produktywność. Naucz się stawiać sobie mądre ograniczenia, które zabiorą Ci możliwość pójścia po linii najmniejszego oporu oraz powstrzymają Cię przed niekorzystnymi zachowaniami. Pozwoli Ci to osiągnąć dużo lepsze efekty niż dotychczas!

Siła Ograniczeń
Posted by Andrzej Bernardyn in mniej, 0 comments
Jak skutecznie wyznaczać cele?

Jak skutecznie wyznaczać cele?

W świecie rozwoju osobistego słowo cel jest prawdopodobnie jednym z najczęściej używanych wyrazów. Skąd taka moda na cele i ich wyznaczanie? Czy faktycznie sformułowanie celów jest takie ważne? I jak należy to robić? O tym w dzisiejszym wpisie. 

Dlaczego cele są ważne? Dwa koronne badania nad potęgą wyznaczania celów – z 1953 roku dla Uniwersytetu Yale oraz z 1979 roku dla Uniwersytetu Harvardzkiego – prawdopodobnie nigdy się nie odbyły. Pisałem o tym tutaj. Nie znaczy to jednak, że wyznaczanie celów nie jest skuteczne. O tym, jak istotne są cele, możemy dowiedzieć się od niemal dowolnego światowego autorytetu z dziedziny skutecznego działania.

Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć!
Napoleon Hill

Zanim zaczniesz się wspinać po drabinie sukcesu, upewnij się że drabina jest wsparta o odpowiedni budynek! 
Stephen Covey

Połowa osiągnięcia celu, to jego prawidłowe wyznaczenie!
Zig Ziglar

Brian Tracy porównuje cel do mechanizmu samonaprowadzania rakiety. Gdy pocisk nie ma wyznaczonego celu – stoi w miejscu. Jednak gdy wprowadzone zostaną dokładne parametry celu, wtedy wznosi się w powietrze i leci tak długo, aż trafi w wyznaczone miejsce. Z ludźmi jest bardzo podobnie. Dopóki nie mamy wyznaczonego ambitnego i ekscytującego celu – trwamy w strefie komfortu. Gdy jednak mamy jasną wizję, tego co chcemy osiągnąć, dużo łatwiej wziąć się do pracy i w niej wytrwać.

Jak wyznaczać cele?

Pomoże Ci w tym akronim MUSZE.

A co oznaczają poszczególne litery?

M – Mierzony regularnie
U – Uwzględniający zasoby
S – Samodzielny
Z – Zorientowany w czasie
E – Efektywny

  1. MIERZONY REGULARNIETa zasada mówi o dwóch rzeczach.

    1.1 Potrzebujesz stworzyć konkretną miarę, dzięki której będziesz wiedział, nie tylko czy osiągnąłeś już cel, ale także w jakim stopniu.

    W przypadku celów wyrażonych w liczbach jest to bardzo proste. Jeśli Twoim celem jest przebiegnięcie 30 km w lipcu, Twoją miarą mogą być dane z aplikacji w telefonie. Dzięki nim będziesz w stanie określić, że osiągnąłeś już 25% celu, gdy przebiegniesz 7,5 km.

    Trochę więcej trzeba pogłówkować przy określaniu miary w celach opisowych, na przykład: poprawienie relacji z Partnerem/Partnerką. Teoretycznie można by zdać się na własne odczucia w tej sprawie – teraz czuję, że nie najlepiej się między nami układa i będę wiedział, że cel jest osiągnięty, gdy zaczniemy się do siebie odnosić bardziej serdecznie. Jest to jednak na tyle nieprecyzyjne określenie, że trudno je będzie zweryfikować – zmierzyć, czy cel został osiągnięty.

    Zachęcam do stworzenia bardziej konkretnej miary:

    A. cierpliwie wysłuchuję, co mój Partner ma do powiedzenia,
    B. nie przerywam mu podczas nieporozumień czy kłótni nie podnoszę głosu
    C. przez najbliższe 2 tygodnie codziennie wysyłam Partnerowi miłego smsa
    D. w tym miesiącu podaruję Partnerowi prezent bez okazji
    E. w tym tygodniu zorganizuję dla nas ciekawą randkę

    Dzięki precyzyjnym określeniom tworzysz od razu plan działania. Cel staje się konkretniejszy i wiesz, jak go zrealizować. A przez to znacznie zwiększasz szansę, że go osiągniesz.

    1.2 Samo sformułowanie celu i jego zapisanie na niewiele się zda, jeśli nie będziesz regularnie mierzyć, w jakim stopniu został zrealizowany. Bez tego, szybko o nim zapomnisz i nie będziesz aktywnie pracować nad jego osiągnięciem. To jak często będziesz dokonywać pomiaru, zależy od samego celu.

    W zdecydowanej większości przypadków pomiar należy wykonywać nie częściej niż raz na tydzień i nie rzadziej niż raz w miesiącu.

  2. UWZGLĘDNIAJĄCY ZASOBYGdybym się bardzo uparł, mógłbym wyznaczyć sobie cel: zostania najpiękniejszą kobietą na Ziemi.

    Problem polega jednak na tym, że nie jestem kobietą i nie zostałem obdarzony przez naturę szczególnie pięknym wyglądem.

    Teoretycznie mógłbym przejść operację zmiany płci, operacje plastyczne i tysiące zabiegów upiększających. Nie mam jednak na to ani wystarczającej ilości pieniędzy ani ochoty. Końcowy efekt też zapewne znacznie odbiegałby od założonego celu.

    Cel ten jest zupełnie oderwany od zasobów, które posiadam. Co w prosty sposób przekłada się na brak możliwości jego osiągnięcia.

    Za każdym razem, gdy wyznaczasz sobie cel, określ jakie zasoby, którymi już teraz dysponujesz, pomogą Ci w jego realizacji. Istnieją różne rodzaje zasobów:

    A. intelektualne – masz odpowiednie predyspozycje psychologiczne (jesteś wystarczająco śmiały, zdyscyplinowany, odporny) lub wykształcenie (skończyłeś odpowiedni kierunek studiów, przebyłeś wartościowe szkolenia w tym temacie)
    B. materialne – masz wystarczająco dużo pieniędzy, by móc opłacić wszystkie wydatki (lub masz źródło finansowania w postaci kredytu) albo posiadasz potrzebny sprzęt (komputer, projektor, kamerę, samochód itd.)
    C. czasowe – dysponujesz odpowiednią ilością czasu, by móc wykonać wszystkie działania (lub możesz zatrudnić do tego odpowiednie osoby)
    D. społeczne – znasz odpowiednich ludzi, którzy podejmują decyzje lub wiesz, kto może Ci pomóc w wykonaniu określonych działań
    E. zdrowotne – Twój organizm jest w stanie wytrzymać wszystkie obciążenia, związane z osiąganiem celu (np. przebiegnięcie maratonu)

    Oprócz określenia zasobów, którymi już teraz dysponujesz, zastanów się, jakich zasobów Ci brakuje. Jeśli po tej analizie okaże się, że brakuje Ci wielu zasobów, a wyjściowo nie dysponujesz prawie niczym istotnym – warto przeformułować cel.

  3. SAMODZIELNYSamodzielny cel to taki, którego osiągnięcie w 100% zależy od Ciebie.

    Czy jeśli wyznaczysz sobie cel: Dobrze wypaść na najbliższej rozmowie rekrutacyjnej, będzie on samodzielny? Niespecjalnie.

    Możesz się idealnie przygotować, tryskać entuzjazmem i elokwencją, a i tak nie przypadniesz do gustu osobie prowadzącej rekrutację. Samo sformułowanie dobrze wypadnę czy zostanę dobrze odebrany/oceniony pokazuje, że decyduje o tym ktoś inny.

    Nie ma nic bardziej frustrującego, niż sytuacja w której nie oszczędzałeś się – wykonałeś potężną pracę nad osiągnięciem celu – a i tak się nie udało.

    Łatwo tego unikniesz poprzez zmienienie sformułowania – usamodzielnienie celu. Zrobisz to przenosząc pełną odpowiedzialność na siebie i uszczegóławiając cel, np. w ten sposób:

    perfekcyjnie przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej, poprzez:

    (1) poznanie listy typowych pytań, które pojawiają się na rozmowach rekrutacyjnych
    (2) napisanie odpowiedzi na te typowe pytania
    (3) nauczenie się przekonującego wygłaszania tych odpowiedzi
    (4) zrobienie symulacji rozmowy z kolegą, który wcieli się w rolę rekrutera
    (5) zadbanie o wygląd (wyczyszczenie garnituru, wyprasowanie koszuli, wypastowanie butów)

    Oczywiście, aby cel był samodzielny, nie musimy robić wszystkiego sami. Jeśli chcemy zbudować dom, nie będziemy (najczęściej) robić tego własnoręcznie. Skorzystamy z pomocy firmy budowlanej. Jeśli do celu nie wpiszemy konkretnej nazwy firmy, wszystko będzie w porządku. Taki cel można uznać za samodzielny.

    Gorzej, jeśli założylibyśmy, że konkretna firma postawi nam dom. Dlaczego? Bo dana firma może:
    (a) zbankrutować,
    (b) podnieść ceny, tak że nie będzie nas na nią stać,
    (c) mieć obłożenie na kilka lat do przodu, tak że nie przyjmie naszego zlecenia, w czasie na którym nam zależy.

    Dlatego jeśli chcesz, żeby Twój cel był samodzielny, nigdy nie wpisuj w niego konkretnych osób lub firm.

  4. ZORIENTOWANY W CZASIECel to marzenie z terminem realizacji.
    Joe L.Griffith

    Aby cel był celem (a nie pomysłem czy marzeniem), potrzebuje konkretnego terminu realizacji.
    Mocno przestrzegam przed określeniami typu: jutro, za tydzień czy za miesiąc.

    Wyobraź sobie, że chcesz od jutra zacząć jeździć na rowerze stacjonarnym co najmniej 5 minut dziennie. Brzmi to jak sensowny cel. Przykleiłeś sobie nawet do lodówki karteczkę z takim napisem. Wstajesz następnego dnia, idziesz do kuchni, by nalać sobie wody i co widzisz?

    Od jutra będę jeździć na rowerze stacjonarnym co najmniej 5 minut dziennie.

    Możesz sobie w tym momencie pomyśleć – Całe szczęście, że dopiero od jutra! – i całkowicie zignorować to zalecenie. A jak wiemy z Alicji w krainie czarów, jutro nigdy nie nadchodzi. Zawsze jest dzisiaj! 

    Jakie jest proste rozwiązanie tego problemu? Zapisuj cel z konkretną datą.

    Zamiast napisać: jutro kup farbę do malowania zapiszkup farbę do malowania 5 lipca 2014.
    Zamiast: w ciągu tygodnia napisz maila do firmy organizującej wesele zapisznapisz maila do firmy organizującej wesele, najpóźniej do 13 lipca 2014.

    W przypadku bardziej złożonych celów nie ograniczaj się tylko do określenia końcowej daty. Zapisz też do którego dnia (do jakiej godziny) wykonasz określone podcele, tak by od początku wykorzystać presję czasu i zmotywować się do działania.

  5. EFEKTYWNYCzy zdarzyło Ci się kiedyś, że osiągnąłeś zaplanowany cel, jednak w ogóle nie zauważyłeś zmiany? Dzieje się tak, gdy cel jest nieefektywny, czyli

    nie realizuje wartości, na której Tobie zależy.

    Wyobraź sobie, że wartością, do której dążysz jest bezpieczeństwo finansowe – czyli taka sytuacja, w której możesz przez 2 lata utrzymać się ze swoich oszczędności, nawet jeśli w tym czasie nie zarobisz ani złotówki. Aby to osiągnąć wyznaczasz sobie cel:

    będę zarabiać 6 tysięcy złotych miesięcznie (o 2 tysiące złotych więcej niż do tej pory).

    Załóżmy, że jesteś w stanie to zrobić, biorąc nadgodziny w pracy, nocne dyżury, realizując więcej zleceń czy zatrudniając się na drugi etat. Cel zostaje osiągnięty. Zarabiasz już nie 4 000 zł, a 6 000 zł miesięcznie. Ku Twojemu zdziwieniu Twoje oszczędności jednak się nie powiększają. Wraz ze wzrostem zarobków, zacząłeś więcej wydawać. Mimo dużego wysiłku, związanego z dodatkową pracą, nie przybliżyłeś się wcale do Twojej wartości – bezpieczeństwa finansowego.

    Jeśli zarabiasz już w tym momencie 4 000 zł miesięcznie (na rękę), czyli jak na polskie standardy całkiem przyzwoicie, może to nie wysokość zarobków jest Twoim problemem?

    Może łatwiej będzie Ci osiągnąć bezpieczeństwo finansowe, jeśli zaczniesz żyć oszczędniej? Regularnie okładać 10% swojej pensji, poprzez założenie stałego polecenia przelewu w dniu wypłaty?

    Bardzo możliwe, że cel związany z oszczędzaniem byłby bardziej skuteczny niż ze zwiększeniem zarobków.

    Zanim zdecydujesz się na realizację celu:

    A. Pomyśl: Jaka większa wartość za nim stoi? (co chcesz poprzez ten cel osiągnąć?).
    B. Zastanów się: Jakie są różne możliwości zrealizowania tej wartości? – napisz co najmniej 3 różne sposoby.
    C. Wybierz: Działanie, które ma największą szansę powodzenia i da największe korzyści. Często okaże się, że warto zrobić coś innego, niż początkowo sądziłeś.

Za każdym razem, gdy będziesz wyznaczać ważny dla Ciebie cel, skorzystaj z akronimu MUSZE. Zadbaj, by cel był:

Mierzony regularnie
Uwzględniał Twoje zasoby
Samodzielny
Zorientowany w czasie i
Efektywny.

Dzięki temu wielokrotnie zwiększysz szansę na znaczącą zmianę w Twoim życiu!

Jak Skutecznie Wyznaczać Cele?
Posted by Andrzej Bernardyn in cele, 0 comments
Prawo Parkinsona – siła kompresji

Prawo Parkinsona – siła kompresji

Wyobraź sobie wysoki stos 100 złotowych banknotów, leżących jeden na drugim, w postaci półmetrowej wieży. Pomiędzy banknotami znajduje się sporo wolnych przestrzeni. Nie widać ich na pierwszy rzut oka. Jeśli jednak podejdziesz do stosu i obiema rękami wciśniesz go do stołu, zmniejszy on swoją objętość dwulub trzykrotnie. Żaden z banknotów przez to nie zniknie ani nie straci na wartości. Usuniesz tylko powietrze, które nie jest tam do niczego potrzebne. Tak właśnie powinniśmy działać. Eliminować to, co zbędne. Prawo Parkinsona mówi, że: 

“praca rozciąga się do maksymalnego czasu, który na nią przeznaczymy”

Jeśli zaplanujesz, że będziesz tworzyć nową prezentację przez 2 godziny, tyle Ci to zajmie. Jeśli jednak przeznaczyłbyś na to zadanie tylko 50 minut, bardzo możliwe że ten czas w zupełności Ci wystarczy. Jak to możliwe? Im dłuższe zadanie wykonujemy, tym większa szansa, że oprócz właściwych działań, będziemy też się zajmować rzeczami niezwiązanymi z tym, co mieliśmy do zrobienia.

Najczęstsze zagrożenia związane z przeszacowanym czasem zadania to:

  1. ROZPOCZĘCIE WYKONYWANIA WŁAŚCIWEGO DZIAŁANIA Z OPÓŹNIENIEMMam przecież dwie godziny na zrobienie tej prezentacji. To sporo czasu. Na pewno zdążę.

    Zanim zacznę ją robić …
    … sprawdzę szybko skrzynkę pocztową i odpiszę na jednego maila
    … wejdę tylko na moment na facebooka, żeby zobaczyć czy ktoś coś do mnie napisał
    … zrobię krótką przerwę na papierosa
    … wykonam tylko jeden telefon

    Sam z pewnością możesz znaleźć wiele sposobów na dokończenie tego zdania. Zamiast skoncentrować się na stworzeniu prezentacji, bierzemy się za inne zadania. Przez to czas robienia prezentacji niepotrzebnie się wydłuża.

  2. PRZERYWANIE PRACY KRÓTKIMI ZADANIAMIJeśli przeznaczysz na zadanie więcej czasu, niż faktycznie potrzeba, nie będziesz czuć oporu, by w trakcie pracy nad nim:

    ==> odebrać telefon
    ==> zrobić sobie przerwę na kawę
    ==> zajrzeć do kalendarza i sprawdzić, co jeszcze masz do zrobienia dzisiaj (w tym tygodniu)
    ==> zapisać pomysł, który przyszedł Ci do głowy
    ==> wysłać do kogoś smsa

    To zagrożenie podobne jest do pierwszego. Różni się tylko momentem rozproszenia.

  3. NADMIERNA DBAŁOŚĆ O DETALE (PERFEKCJONIZM)Gdy jesteś już bliski stworzenia ostatecznej wersji prezentacji, ale wykorzystałeś do tej pory dopiero 90 z zaplanowanych 120 minut, bardzo łatwo ulegniesz pokusie perfekcjonizmu:

    A może to zdjęcie przesunąć bardziej na prawo? Może zwiększyć trochę tę czcionkę? Może rozbić ten slajd na dwa mniejsze? Albo zastosować inny wykres?

    W nielicznych sytuacjach dokonanie jednej z powyższych poprawek może mieć znaczenie. Najczęściej jednak będzie trwonieniem czasu. Zamiast być perfekcjonistą, zostań Parecistą. Koncentruj się na tym, co najważniejsze, a potem przechodź do kolejnego priorytetowego zadania, które da Ci 80% efektu. Więcej o zasadzie Pareto, możesz przeczytać tutaj.

    Rozważmy teraz inny scenariusz. Jest godzina 11:10. Obiecałeś, że ważny Klient NA PEWNO dostanie prezentacje najpóźniej do 12:00. Masz więc maksymalnie 50 minut na jej stworzenie. Jak się teraz będziesz zachowywać? Będziesz odwlekać rozpoczęcie prac nad prezentacją? Jeśli ktoś do Ciebie zadzwoni, bez zastanowienia odbierzesz? Pochylisz się nad każdym detalem, żeby go dopieścić?

    NIE!

    Prawdopodobnie zachowasz się dokładnie odwrotnie:

    1) weźmiesz się do roboty od razu, bez chwili zastanowienia
    2) będziesz ignorować wszelkie rozpraszacze
    3) skoncentrujesz się wyłącznie na najważniejszych elementach, tym co musi być zrobione.

    I sam się zaskoczysz, że byłeś w stanie wykonać zadanie na podobnym poziomie jakości w 2-3 razy krótszym czasie!

    Jeśli chcesz w pełni wykorzystać potencjał Prawa Parkinsona, zastosuj następujący przepis.

    1) oszacuj czas potrzebny do wykonania zadania

    Napisz, ile minut powinno Ci zająć ukończenie zadania. Odwołaj się przy tym do wcześniejszych doświadczeń albo rozbij to zadanie na kilka mniejszych czynności i oszacuj, ile zajmie każda z nich.

    2) zmniejsz szacowany czas o 10-20%


    Jeśli szacowałeś, że zadanie zajmie Ci 120 minut, podejmij wyzwanie, by wykonać je w 100 minut. Generalna zasada mówi, że największy postęp dokonujemy przy nowym dla nas typie zadania. Różnica pomiędzy pierwszym a drugim razem będzie większa niż pomiędzy ósmym i dziewiątym. Dlatego na początku zmniejszaj czas wykonania zadania o więcej (bliżej 20%), a przy kolejnych podejściach o mniej (bliżej 10%).

    3) włącz stoper i skoncentruj się w 100% na wykonaniu zadania

    Wycisz telefon, zamknij przeglądarkę internetową (lub wszystkie niepotrzebne karty), włącz stoper i rozpocznij wyścig z czasem. Walcz o każdą minutę. Uzyskaj rekordowy wynik, swoją życiówkę w tym rodzaju zadania.

    4) gdy skończysz, sprawdź ile Ci zajęło wykonanie zadania

    Porównaj wartość szacowaną z tą, którą uzyskałeś. Przeszacowałeś czas wykonania zadania? Jeśli tak, to o ile minut? A może zadanie okazało się trudniejsze niż podejrzewałeś i mimo pełnej koncentracji i tak zajęło Ci więcej czasu? Takie sytuacje też będą miały miejsce.

    5) następnym razem, gdy będziesz je wykonywać, przeznacz na nie kolejne 10-20% czasu mniej

    Odejmij te 10-20% nie od czasu poprzedniego szacowania, ale od tego, ile minut faktycznie wykonywałeś zadanie.

    6) zmniejszaj czas do momentu, aż nie będziesz w stanie utrzymać satysfakcjonującego poziomu wykonania zadania

    Za każdym razem staraj się wykonać zadanie szybciej niż ostatnio. Powinno Ci się to udać z dwóch powodów. Po pierwsze: masz większe doświadczenie. Często wcześniej stworzyłeś już coś, na czym teraz możesz bazować – teksty, schematy graficzne itp. Po drugie, możliwe że dalej czas jest przeszacowany i można poprzez kompresję, wypuścić trochę powietrza.

    Prędzej czy później dojdziesz do momentu, w którym nie będzie się dało wykonać zadania w krótszym czasie, na poziomie który będzie Cię satysfakcjonował. Wtedy przyjmij, że to jest czas, którego od tej pory się będziesz trzymać przy planowaniu tego rodzaju zadania.

CO CIEKAWE PRAWO PARKINSONA DZIAŁA NIE TYLKO W PRZYPADKU ZARZĄDZANIA CZASEM.

W świecie finansów wyraźnie widać, że wydatki powiększają się do poziomu zarobków. Jeśli ludzie zarabiają 1 500 zł, będą wydawać 1500 zł. Jeśli jednak te same osoby zaczną zarabiać 4 000 zł ich wydatki błyskawicznie dostosują się do nowego poziomu zarobków i będą oscylować w granicach 4 000 zł. Wraz z wyższą pensją, ludzie chcą podwyższyć swój standard życia i przez to wydają więcej pieniędzy.

Jak temu przeciwdziałać? Bardzo prosto. Ustaw stałe polecenie przelewu w dniu otrzymania wypłaty (albo dzień po). Przelewaj część swojej pensji (10-25%), którą chcesz oszczędzać, na konto oszczędnościowe, na którym będziesz mieć utrudniony dostęp do środków (brak karty, przy wybraniu pieniędzy płaci się prowizje).

W ciągu 2-3 miesięcy Twoje wydatki zrozumieją, że nie zarabiasz 4 000 zł (tyle, ile wpływa na konto), a 3 000 zł (tyle ile zostaje na koncie). I dostosują się do tej niższej wartości.

PRAWO PARKINSONA DZIAŁA RÓWNIEŻ NA TALERZU.

Najczęściej zjesz tyle, ile nałożysz na swój talerz. Twój umysł dąży do zjedzenia całej porcji. Czy jest ona trochę większa czy mniejsza, nie ma to dla niego większego znaczenia. Ważne, żeby wszystko zniknęło z talerza / opakowania. W końcu marnowanie jedzenia to grzech!

Mając świadomość tego procesu, wyłania się bardzo proste rozwiązanie, o którym już nieraz na blogu pisałem. Używaj mniejszych talerzy. Od kiedy do śniadania biorę mniejszy talerz, zamiast zjadać trzy kromki chleba, konsumuję dwie. Mimo tego nie czuję się bardziej głodny. Okazało się, że dwie kromki mi w zupełności wystarczają. Stosując tę i kilka innych prostych sztuczek z miesiąca na miesiąc chudnę. W ciągu 4 miesięcy udało mi się zrzucić 4 kg bez zmieniania diety czy wyrzeczeń. I choć jest to tylko 1 kg miesięcznie, jestem przekonany, że uzyskany efekt będzie znacznie trwalszy niż przy typowych programach odchudzających.

Skoro już wiesz, jak działa Prawo Parkinsona – wykorzystuj je w praktyce. Wykonując zadania po raz kolejny, daj sobie na ich ukończenie coraz mniej czasu, aż dojdziesz do momentu, kiedy krócej się nie da lub nie warto. Ustaw stałe zlecenie przelewu w dniu wypłaty, jedz na mniejszych talerzach. Jeśli chwilę pomóżdżysz, z pewnością znajdziesz więcej sytuacji, w których warto wykorzystać Prawo Parkinsona.

Prawo Parkinsona – Siła Kompresji
Posted by Andrzej Bernardyn in technika, 0 comments
Zasada Pareto – zapomniany skarb

Zasada Pareto – zapomniany skarb

Wyobraź sobie skrzynię pełną lśniących monet i szlachetnych kamieni. Złotych pucharów i cennych naszyjników. Ile czasu i pieniędzy byłbyś w stanie zainwestować, żeby ją zdobyć? Niemało, prawda? A co byś zrobił, jeśli powiedziałbym Ci, że codziennie mijasz taką skrzynię, nie zwracając na nią uwagi? Że skarb jest na wyciągnięcie Twojej ręki, wystarczy tylko że się po niego schylisz? Chcesz skorzystać z takiej okazji? Jeśli tak, zapraszam do lektury. 

Zasada Pareto dla wielu ludzi jest wielokrotnie przeżutą gumą, która całkiem straciła swój smak. Słyszeli o niej na studiach, niemal na każdym szkoleniu z zarządzania czasem i zanim trener zdąży powiedzieć słowo Pareto zaczynają ziewać. Tak, wiem co to jest. Tak, słyszałem o tej zasadzie. Wielokrotnie. 

Gdy jednak pytam menadżerów i przedsiębiorców na szkoleniach: Jak z niej korzystacie?
w odpowiedzi słyszę ciszę. Chcę dziś pokazać, że zasada Pareto jest zapomnianym skarbem, który ludzie mijają obojętnie. A wystarczy tyko otworzyć wieko skrzyni i przyjrzeć się tym wszystkim korzyściom, które czekają na wyciągnięcie ręki. Zacznijmy jednak od początku. Co mówi zasada Pareto?

20% zadań dostarcza 80% efektu

Oczywiście są też inne interpretacje tej zasady, na przykład:
20% klientów dostarcza 80% dochodu
20% produktów generuje 80% zysku

Jednak w tej analizie skupimy się na wersji z zadaniami i efektem. Jakie praktyczne wnioski można wyciągnąć z tego, że 20% zadań dostarcza nam 80% efektu?

(1) warto dobrze się zastanowić i wybrać te zadania, które są najkorzystniejsze.

Poniższy wykres najlepiej ilustruje różnicę pomiędzy wykonaniem zadania priorytetowego i pozostałych.

Zasada Pareto - Efekty Działania - Andrzej Bernardyn

Liczby 80 i 20 sugerują nam, że priorytetowe zadanie może nam dostarczyć czterokrotnie wyższej wartości. Jednak jeśli jedno zadanie z pięciu dostarcza nam 80% efektu, to na każde z pozostałych czterech (zakładając równy podział) zostaje tylko

5%

co oznacza, że priorytetowe zadanie da nam 16 razy więcej niż zwykłe zadanie!

Gra polegająca na zidentyfikowaniu, które z zadań jest priorytetowe, jest więc warta nie tylko świeczki, ale i imponującego kandelabru. Dla naszego biznesu różnica pomiędzy wykonaniem zwykłego zadania i priorytetowego, to różnica pomiędzy niezarobieniem wcale, a zdobyciem dużego zlecenia.

Oczywiście, nie zawsze rozbieżność w skuteczności zadań jest aż tak bardzo wyraźna. Czasem będzie to 70 do 30, albo 60 do 40. Jednak prawie zawsze, jedno z zadań jest ważniejsze niż pozostałe i to właśnie je należy wykonać w pierwszej kolejności. Nawet jeśli jest najmniej przyjemne i najtrudniejsze.

Jaka jest kolejna praktyczna implikacja zasady Pareto?

(2) rzadko kiedy warto jest podnosić jakość aż do 100% (do perfekcji).

Niewątpliwie są takie sytuacje, w których drobiazgi są decydujące i potrzebna jest absolutna perfekcja, by wygrać. Sport jest tego dobrym przykładem. O wygranej w sprincie często decydują milisekundy (czubek nosa). Jestem sobie w stanie również wyobrazić, że dla firmy produkcyjnej różnica pomiędzy szansą stworzenia dobrego samochodu na poziomie 80% a 90% może przesądzić o jej życiu lub śmierci.

Jednak w miażdżącej ilości przypadków nie jest to aż takie ważne. Powiem więcej, klienci często nie zobaczą różnicy pomiędzy jakością produktu na poziomie 80% i 100%. Dla nich w obu przypadkach jest wystarczająco dobry. Po co więc przepłacać? Po co inwestować więcej czasu i pieniędzy niż jest to konieczne?

Odwrócona zasada Pareto mówi, że:

80% działań dostarcza 20% efektu


Po tym jak wykonasz priorytetowe zadania i osiągniesz jakość produktu / usługi na poziomie 80%, potrzebujesz włożyć 4 razy tyle pracy, żeby z 80% dojść aż do 100%. Zamiast tego, dużo lepiej będzie znaleźć i wykonać inne priorytetowe zadania.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy właścicielami szkoły językowej. Możemy wyróżnić w niej 4 główne obszary działalności:

I. Obsługa bieżących Klientów
II. Zdobywanie nowych Klientów
III. Sprawy administracyjne
IV. Rozwój kadry i pozyskiwanie nowych pracowników

Załóżmy, że wykonaliśmy już priorytetowe zadanie z pierwszego obszaru, jakim było:
1. stworzenie ciekawego kursu do nauki języka angielskiego dla dzieci. Pozostałe zadania, które nam zostały w tym obszarze to:
2. nagranie piosenki.
3. zorganizowanie pikniku.
4. zorganizowanie spotkania z klaunem.
5. dodanie zdjęć do zeszytów uczniów.

Być może któryś z tych elementów byłby miłym dodatkiem do kursu, jeśli jednak ich zabraknie – prawdopodobnie nic się nie stanie. Rodzice ani dzieci nie wiedzą przecież, że planowaliśmy takie atrakcje i nie zorientują się, że czegoś brakuje. Tylko w naszej świadomości kurs będzie niepełny.

Zamiast wykonać jedno z pozostałych zadań z tego obszaru i podnieść jakość kursu z 80% do 85%, możemy wybrać priorytetowe zadania z pozostałych dziedzin:

II. Zdobywanie nowych Klientów
III. Sprawy administracyjne
IV. Rozwój kadry i pozyskiwanie nowych pracowników

W ten sposób możemy zrobić kolejną osiemdziesiątkę (priorytetowe zadanie, które da nam 80% efektu), zamiast inwestować czas w piątkę (zwykłe zadanie, dające 5% efektu). Zachowując balans pomiędzy różnymi elementami naszego biznesu, możemy uzyskać efekt synergii i równomiernie się rozwijać.

W ten sposób unikniemy problemu wąskiego gardła, kiedy jeden z niedostatecznie dobrych elementów będzie nam blokował możliwość skorzystania z pełnego potencjału pozostałych.

JAK W PRAKTYCE ZASTOSOWAĆ ZASADĘ PARETO JUŻ DZIŚ?

[1] Wyróżnij cztery kluczowe obszary dla Twojego biznesu / Twojej pracy Weź kartkę A4, narysuj na niej maksymalnie duże koło, podziel je na cztery części i napisz na zewnątrz koła, przy każdej z ćwiartek, nazwę jednego z kluczowych obszarów.

[2] Wypisz 5 zadań dla każdego z tych obszarów Wewnątrz każdej z ćwiartek koła wpisz po 5 zadań z każdego obszaru. W sumie będziesz mieć listę 20 zadań.

[3] Wybierz priorytetowe zadanie z każdej ćwiartki!
Podkreśl lub zaznacz gwiazdką po jednym zadaniu z każdej ćwiartki, które wydaje Ci się najistotniejsze – to, którego wykonanie da Ci najlepsze rezultaty.

[4] Ustal kolejność wykonywania zadań priorytetowych Zdecyduj, które z priorytetowych zadań wykonasz jako pierwsze. Jeśli chcesz, możesz też zadecydować, które z nich zrobisz jako drugie, trzecie i czwarte, jednak nie jest to konieczne. Często lepiej będzie zdecydować o kolejności pozostałych priorytetowych zadań, dopiero po wykonaniu pierwszego z nich. Do tego czasu, może się okazać, że inny porządek, będzie sensowniejszy.

[5] Wykonaj zadanie

Faza planowania zakończona, więc DO DZIEŁA!

Trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze bardziej zielona. Poznanie nowej techniki, o której do tej pory jeszcze nigdy nie słyszeliśmy jest ekscytujące i daje większą nadzieję na zmianę. Jednak to, co naprawdę się liczy w narzędziach do zarządzania czasem (czy sobą), to ich skuteczność. Zasada Pareto jest prosta, praktyczna i dostarcza wymiernych rezultatów. Zacznij ją stosować, a szybko się o tym przekonasz.

Zapomniany Skarb – Zasada PARETO
Posted by Andrzej Bernardyn in technika, 0 comments
Ulepsz swoje otoczenie – zamiast ulepszać siebie

Ulepsz swoje otoczenie – zamiast ulepszać siebie

Coraz więcej ludzi, często zarażonych Sekretowym myśleniem, uważa że to oni są odpowiedzialni, za wszystko co dzieje się w ich życiu. Często słyszymy: Jesteś kowalem swojego losu lub Jeśli umiesz liczyć – licz na siebie. Czy jednak zawsze wina bądź odpowiedzialność leży po naszej stronie? A może zamiast zmieniać siebie, lepiej jest popracować nad otoczeniem? O tym w dzisiejszym wpisie. 

Zanim jednak przejdziemy do rozwiązań, dokonajmy pewnej diagnozy. We współczesnym świecie ścierają się dwie konkurencyjne postawy: supermena i ofiary. 

Postawa supermena zakłada, że wszystko jest (dla Ciebie) możliwe. Że jedyne ograniczenia są w Twojej głowie. Nic nie może Cię zatrzymać, jeśli tylko jesteś wystarczająco zmotywowany. W wersji ekstremalnej zakłada, że siłą własnej woli możesz skłonić Wszechświat, by w zębach przyniósł Ci pieniądze, miłość, sławę i wszystko, czego tylko pragniesz. Musisz tylko mocno chcieć i wizualizować sobie odpowiednie obrazy. Brzmi to bardzo kusząco i optymistycznie. Większość z nas chętnie przystałaby na takie rozwiązanie. Szkoda tylko, że wszystkie te założenia są nieprawdziwe. Świat nie działa w ten sposób i bardzo łatwo się o tym przekonać. Nie zawsze dostajemy to, co chcemy, nawet jeśli robimy wszystko, co w naszej mocy, aby tak się stało. Jeśli wierzymy w supermeńską ideologie, gdy tylko coś nam się nie uda, wniosek może być tylko jeden. Daliśmy ciała. Okazaliśmy się za słabi. To nasza wina. Przeżywając jedno rozczarowanie za drugim, zaczynamy coraz mocniej deprecjonować swoją wartość. Optymistyczna ideologia okazuje się źródłem wielkiego przygnębienia, a niekiedy i depresji. 

Na drugim biegunie mamy postawę ofiary. Prowokuje ona do powtarzania takich myśli: Ktoś mnie niesprawiedliwe potraktował. Ktoś mnie oszukał, wykorzystał. Świat jest zły, ludziom nie można ufać. Ja nie jestem odpowiedzialny za swoje porażki, to wszystko przez tych niedobrych innych. Również i ta ideologia jest z gruntu nieprawdziwa. Oczywiście, że są sytuacje w których faktycznie ktoś nas oszukał i mimo bycia uważną osobą, nie daliśmy rady temu przeciwdziałać. Jednak nie branie w ogóle odpowiedzialności za swoje czyny kończy się wyuczoną bezradnością – postawą w której ukazujemy siebie jako słabą osobę, która samo o siebie nie potrafi zadbać i wymusza na innych wyręczanie jej we wszystkim. Nic dobrego z tego nie wynika. 

Całe szczęście nie musimy wybierać pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Ekstrema prawie zawsze są niekorzystne. Potrzebujemy znaleźć złoty środek. Świetnie tę potrzebę wyraził Marek Aureliusz:

Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.

Zanim jednak stwierdzimy, że czegoś nie jesteśmy w stanie zmienić – mimo usilnych starań i naprężania siły woli – warto spróbować innego rozwiązania:

Ulepszenia NIE SIEBIE, ale swojego otoczenia!


Chip i Dan Heath, autorzy rewelacyjnej książki Pstryk, dokonują bardzo ciekawego odkrycia w tym temacie. Piszą, że:

coś, co wygląda jak problem tkwiący w człowieku, często jest problemem tkwiącym w sytuacji.

Dla poparcia tej tezy podają przykład badania naukowego (Briana Wansinka z Uniwersytetu Cornella), w którym niczego niepodejrzewającym kinomaniakom rozdawano popcorn przy okazji projekcji filmu Godzina zemsty z Melem Gibsonem. Choć popcorn był darmowy, przygotowano tak, by skrzypiał w zębach i smakował jak stary styropian. Naukowcy byli ciekawi, kto zje najwięcej popcornu. Ku ich zdumieniu okazało się, że to nie rozmiar człowieka – jego wysokość, waga czy tusza miała decydujące znaczenie. Nie bycie głodnym lub szczególna słabość do chrupiącego popcornu. Najwięcej stęchłej, prażonej kukurydzy zjedli … Ci, którzy dostali największe kubełki. Nawet Ci mniejszej postury czy wyjściowo najedzeni. Decydujący był rozmiar nie człowieka, a pojemnika!

Chcesz schudnąć?

Zamiast przeżywać wewnętrzne rozterki i próbować siłą woli powstrzymać się przed jedzeniem:

1) używaj mniejszych talerzy – dzięki temu nałożysz sobie mniejsze porcje, a w efekcie mniej zjesz

2) schowaj wszystkie pokusy – ciasteczka, czekolady, chipsy. Czego oczy nie widzą tego … żołądkowi nie żal. Mnie zamknięcie słodyczy w ciężko dostępnej szufladzie (genialny pomysł mojej Żony, dzięki Kochanie!) pozwoliło niemal całkiem wyeliminować wszystkie łakocie.

3) rozdaj słodycze znajomym – jeśli jednak boisz się, że na cukrowym głodzie i tak staniesz na krześle, żeby wyciągnąć słodycze, zawczasu się ich pozbądź, podarowując tym, którzy się z nich ucieszą.

Chcesz być bardziej produktywnym?

1) pracuj poza domem – mnie przeniesienie się z pracą z domu do mieszkania kolegi, pozwoliło na wzrost produktywności o 300%. Żadna inna technika – Zasada Pareto, Prawo Parkinsowa, Macierz Eisenhowera, tworzenie Planów Dziennych i Tygodniowych – nie okazała się choćby w połowie tak skuteczna jak oddzielenie miejsca pracy od miejsca odpoczynku. Dlaczego?

Bo w domu czyha na mnie wiele pokus. Gry komputerowe, ciekawe książki, nagła pilna potrzeba przearanżowania pokoju czy nawet miękkie łóżko. Nawet jeśli udało mi się oprzeć tym wszystkim przyjemnościom, to kosztowało mnie to tyle energii, że moja praca była dużo mniej efektywna.

Wystarczyło, że jak ludzie na etacie, zacząłem wychodzić z domu do pracy, a wszystkie te problemy zniknęły. Pracując u kolegi ani nie mam sposobności ani nie odczuwam pokusy by grać, spać czy lenić się w inny sposób.

2) stwórz nawyki – stworzenie nawyków to jedna z najlepszych inwestycji, których możemy dokonać. Zasoby naszej silnej woli są ograniczone i im częściej z nich czerpiemy, tym mniej ich nam zostaje na dalszą część dnia.

Zamiast zmuszać się do robienia mało przyjemnych rzeczy lub takich, o których łatwo zapomnieć – dużo lepiej stworzyć z tego nawykowe działanie. Wtedy bez udziału energii, uwagi czy właśnie silnej woli, będziesz wykonywać wartościowe czynności w swoim życiu. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w kolejnych wpisach.

Dlaczego piszę o nawykach w kontekście ulepszania otoczenia? Bo to otoczenie może nam często podpowiedzieć, co mam zrobić, udzielić wskazówki.

Chcesz biegać zaraz po wstaniu? Zawieś sportowe ubrania na klamce od drzwi Twojej sypialni.
Chcesz pamiętać, gdzie dałeś klucze od mieszkania, auta czy portfel? Ustal stałe miejsce w Twoim domu, gdzie będziesz trzymał te przedmioty, które do perfekcji opanowały sztukę znikania.

Chcesz mieć lepsze relacje?

1) korzystaj z powiadomień – jednym z nawyków, które w sobie wyrobiłem, jest składanie życzeń urodzinowych moim znajomym z facebooka i linkedina. Nie muszę pamiętać, kto kiedy obchodzi swoje święto (w przypadku 1,5 tysiąca znajomych byłoby to bardzo trudne). Zamiast tego zdaję się na system przypomnień, którego nie muszę nawet programować. Jest na wyciągnięcie ręki, działa bez mojej ingerencji. Szkoda z niego nie korzystać.

Proste gesty sympatii, które nie wynikają z wyrachowania (nie oczekuję niczego w zamian) świetnie wpływają na relacje. Często złożenie życzeń jest dobrym pretekstem do odświeżenia znajomości i ciekawej rozmowy. Polecam każdemu. To tylko od 2 do 5 minut dziennie, które mocno procentują. Wyrabiasz sobie w ten sposób nawyk nie tylko składania życzeń, ale także myślenia o innych.

2) ustaw przypomnienia – dla najważniejszych osób w naszym życiu warto samemu ustawić przypomnienia. Dokładnie 590 dni temu ustawiłem sobie w ipodzie przypomnienie: Powiedz Aniołkowi, że go kochasz. Zrobiłem to w ramach żartu, bo przecież jeśli kogoś kochamy, nie potrzebujemy żadnych przypomnień.

Jednak dzięki temu, że słyszę dwa piknięcia codziennie o 18:00, już prawie od 600 dni, nieprzerwanie daje swojej Żonie znać, jak bardzo ją kocham. Czasem na żywo, czasem dzwoniąc, czasem wysyłając smsa. Najczęściej równo o 18:00, a czasami, gdy mam w tych godzinach spotkanie lub prowadzę szkolenie, robię to przy pierwszej przerwie.

Godzina 18:00 stała się naszą godziną. Codziennym rytuałem wzmacniającym naszą relacje. Nie muszę aktywnie o tym pamiętać. Nie robię sobie wyrzutów, że jestem złym mężem, bo o czymś zapomniałem. Bo otoczenie mi przypomina, jest moim zapasowym mózgiem, zaufanym asystentem lub niezastąpionym suflerem. Różnie możemy je nazwać.

Unikaj jak ognia popadania w skrajności. Zarówno postawa supermena jak i ofiary jest nieprawdziwa i co gorsza – szkodliwa. Bierz odpowiedzialność za swoje czyny, jednak pamiętaj, że mimo najlepszych intencji i starań, czasami coś nie wyjdzie i to nie z Twojej winy. Zanim jednak pogodzisz się, że tak już musi być, sprawdź czy poprzez ulepszenie otoczenia, nie jesteś w stanie osiągnąć efektu, na którym Ci bardzo zależało.

Ulepsz Swoje Otoczenie… Zamiast Ulepszać Siebie!
Posted by Andrzej Bernardyn in otoczenie, 0 comments
Technika POMODORO – zdrowie, świeżość, efektywność

Technika POMODORO – zdrowie, świeżość, efektywność

Pomidor większości z nas kojarzy się zapewne z dziecięcą zabawą. Być może jednak po przeczytaniu tego wpisu zaczniesz patrzyć na to warzywo z zupełnie innej perspektywy. Pokażę bowiem, jak wykorzystać Technikę Pomodoro, do uczynienia swojego dnia pracy (i całego życia) bardziej zdrowym, świeżym i efektywnym. 

Autorem Techniki Pomodoro jest Włoch – Francesco Cirillo.Gdy był na studiach, miał olbrzymi problem z koncentracją. Podczas nauki co chwilę rozpraszali go inni ludzie albo zadania i w efekcie przygotowanie do egzaminów zabierało mu mnóstwo czasu. Poszukując pomocy udał się do kuchni – w końcu był Włochem. 

Znalazł tam kuchenny minutnik w kształcie pomidora. Stwierdził, że spróbuje uczyć się w pełnej koncentracji chociaż przez 5 minut. Nastawił więc Pomodoro (po włosku – pomidor) i rozpoczął studiowanie notatek. Z początku utrzymanie uwagi nawet przez tak krótki czas było dla niego problemem, jednak z każdym kolejnym razem było to coraz prostsze. 

Stopniowo podnosił też czas skoncentrowanej nauki z 5 minut, do 10 minut, a potem 15-20 aż do 25 minut. Po tym jak Pomodoro zadzwoniło (skończył się czas odmierzany przez minutnik) robił sobie 5-minutową przerwę, podczas której się relaksował. I tak właśnie powstał Chocapic! … znaczy się, Technika Pomodoro – którą z powodzeniem wykorzystują dziesiątki tysięcy osób na całym świecie. 

W swojej podstawowej wersji brzmi ona bardzo prosto: pracuj przez 25 minut w pełnym skupieniu, a potem zrób sobie 5 minut przerwy!

Jakie są korzyści ze stosowania Techniki Pomodoro?

  1. MAKSYMALNA KONCENTRACJA I WIĘKSZA WYDAJNOŚĆPraca w pełnym skupieniu przez wiele godzin nie jest możliwa – jednak przez 25 minut, jak najbardziej. Nasza koncentracja mocno spada powyżej 45 minut wykonywania zadania. Dzięki dzieleniu zadań na krótkie fragmenty i częstym przerwom jesteś w stanie pracować maksymalnie wydajnie. Odliczany czas dodatkowo motywuje Cię, by jak najszybciej ukończyć zadanie – wykorzystujesz w ten sposób Prawo Parkinsona*. * – o którym będzie osobny wpis
  2. WIĘKSZA MOTYWACJA DO DZIAŁANIADużo łatwiej wziąć się do pracy, gdy do najbliższej przerwy potrzebujesz podziałać tylko 25 minut. Technika Pomodoro sprawia, że nie zwlekasz, tylko od razu bierzesz się do roboty, co jest wielką oszczędnością czasu.
  3. REGENERACJA CIAŁA I UMYSŁURegularne przerwy pozwolą Ci zadbać o fizyczne i psychiczne zdrowie. Wstając często od komputera, zapewniasz sobie ruch, lepsze dotlenienie organizmu oraz przeciwdziałasz bólom kręgosłupa, głowy itp. Również Twój umysł będzie miał okazje do odpoczynku. Podczas przerw może zachodzić proces inkubacji, dzięki któremu wpadniesz na rozwiązanie problemu, nawet o nim aktywnie nie myśląc.

Jak korzystać z tej techniki?

  1. STWÓRZ LISTĘ ZADAŃ I WYBIERZ NAJBLIŻSZE DZIAŁANIENa początku dnia zrobić listę zadań do wykonania i posortuj ją według ważności. Na górze listy powinno być najważniejsze zadanie, a na dole najmniej ważne. Następnie wykonuj wszystkie zadania z góry na dół.

  2. USTAW ALARM NA POMODORO (25 MINUT)Wykorzystaj w tym celu swój telefon lub aplikację komputerową.

  3. PRACUJ PEŁNE POMODORO NAD WYKONANIEM ZADANIAZanim zaczniesz mierzyć czas – wyeliminuj wszystkie rozpraszacze. Zamknij przeglądarkę internetową (jeśli nie potrzebujesz jej do wykonania bieżącego zadania) lub wszystkie zbędne karty w przeglądarce. Jeśli to możliwe – załóż słuchawki i puść (z komputera, telefonu, mp3) spokojną muzykę (klasyczną, relaksacyjną). W ten sposób zakomunikujesz wszystkim, że nie należy Ci teraz przeszkadzać oraz przestaniesz słyszeć rozpraszające dźwięki z otoczenia (samochody za oknem, rozmowy). Gdy już to zrobisz – włącz odmierzanie czasu i w pełni skoncentrowany pracuj tak długo, aż usłyszysz dźwięk alarmu. Jeśli chcesz – możesz co jakiś czas (raz na 5-10 minut) sprawdzać, ile czasu zostało Ci do końca.

  4. ZAKTUALIZUJ LISTĘ ZADAŃ – (CZĘŚĆ) ZADANIA WYKONANEGdy usłyszysz alarm – przerwij pracę i oznacz zadanie na liście jako wykonane lub zaznacz ile Pomodoro już nad nim pracujesz.

  5. ZRÓB 5-CIO MINUTOWĄ PRZERWĘGdy zaznaczyłeś już wykonanie zadania (lub jego części), nastaw alarm na 5 minut. To Twój czas na relaks. Wykorzystuj go za każdym razem, nawet jeśli w danym momencie najchętniej zająłbyś się dalej pracą. Dzięki temu znacznie zwiększysz swoją produktywność.
    Co warto robić podczas MPP (Mała Przerwa Pomodoro)? Oto kilka pomysłów

    1. wypij szklankę wody
    2. zaparz herbatę lub kawę
    3. zjedz owoc, warzywo
    4. zaczerpnij świeżego powietrza (otworzyć okno, wyjść na dwór)
    5. wyślij bliskiej osobie miłego smsa
    6. złóż życzenia na facebooku osobie, która obchodzi dzisiaj urodziny
    7. porozmawiaj chwilę z kolegą / koleżanką z pracy (który/-a w tym samym czasie zakończył(a) swoje Pomodoro : – )
    8. zrób sobie masaż dłoni, szyi
    9. wykonaj jedno z polecanych ćwiczeń (workawesome.com/office-life/office-deskexercises/)
    10. zadbaj o higienę (umyj zęby, nasmaruj się kremem, skorzystaj z WC)
    11. zamów posiłek na DPP (Duża Przerwa Pomodoro)

    Oczywiście 5 minut jest umownym czasem. Jeśli w kolejce do czajnika była kolejka i potrzebujesz jeszcze 1-2 minut, by zrobić swoją kawę / herbatę, nie musisz rzucać się z powrotem do biurka z komputerem, bo słyszysz alarm. Jednak jeśli to tylko możliwe, trzymaj się dyscypliny czasowej i tych 5 minut.

  6. ZRÓB 30 MINUTOWĄ PRZERWĘ – PO 4 POMODORO Z RZĘDUPo wykonaniu czterech Pomodoro pod rząd zrób sobie 30-minutową przerwę regeneracyjną. Również jest ona obowiązkowa : – ) Nastaw alarm na 30 minut i …
    Co warto robić podczas DPP (Duża Przerwa Pomodoro)? Oto kilka pomysłów
    1. przygotuj i zjedz posiłek lub zjedz zamówiony wcześniej lunch
    2. poczytaj książkę dla przyjemności
    3. porozmawiaj ze znajomymi z pracy, którzy też robią sobie przerwę
    4. sprawdź co ciekawego udostępnili Twoi znajomi na fejsie
    5. poczytaj kilka postów na blogach, które śledzisz
    6. wyjdź na zewnątrz, zrób sobie spacer

Ważne zasady w Technice Pomodoro

  1. Pomodoro jest niepodzielne. Gdy już zaczniesz nad czymś pracować, działaj tak długo, aż usłyszysz alarm (wyjątek – punkt 4). 
  2. Jeżeli zadanie wymaga więcej niż 7 Pomodoro – podziel je na mniejsze części.
  3. Jeżeli zadanie zajmie Ci mniej niż jedno Pomodoro – dorzuć do niego kolejne krótkie zadanie tak, żeby wypełnić całe Pomodoro
  4. Jeżeli skończysz zadanie zanim upłynie całe Pomodoro (np. zostanie Ci 7 minut) – nie szukaj zadania na siłę, tylko zrób od razu 5-minutową przerwę, a potem zabierz się za kolejne zadanie od nowego Pomodoro**.
    ** – to moja zasada, która różni się od oryginalnych zaleceń Francesco Cirillo.

  5. Kiedy nie należy korzystać z Techniki Pomodoro?

    a) podczas czasu wolnego – kiedy nie jest ważny efekt tylko przyjemność płynąca z wykonywania czegoś, co lubisz
    b) podczas dojazdów, spotkań

Więcej na temat techniki Pomodoro przeczytasz na stronie PomodoroTechnique.com. Oczywiście Technika Pomodoro nie jest dla każdego. Zanim jednak stwierdzisz, mi to nie pasuje – przetestuj ją jednego dnia.

Nic to nie kosztuje, a będzie ciekawym urozmaiceniem w stosunku do zwykłego dnia pracy. Jest jednocześnie spora szansa, że zobaczysz duży wzrost energii i produktywności i zostaniesz stałym Pomodorzystą, tak jak ja. Spróbowałem, polubiłem, korzystam. Pisząc ten wpis wykorzystałem 4 Pomodoro. W związku z tym zaraz zrobię zasłużoną 30-minutową przerwę : – )

Technika Pomodoro – Zdrowie, Świeżość, Efektywność!
Posted by Andrzej Bernardyn in technika, 0 comments
Skuteczne planowanie

Skuteczne planowanie

Zastanawiasz się jak skonstruować Plan Dnia lub Tygodnia? Skąd wiedzieć, ile czasu zajmą poszczególne zadania? Jak znaleźć odpowiedni balans pomiędzy zadaniami zaplanowanymi a spontanicznymi (w slangu korporacyjnym mówi się o tzw. wrzucie)? 
O tym wszystkim dowiesz się, czytając dzisiejszy wpis. 

Zanim jednak odpowiemy sobie na te pytania – oddajmy się krótkim rozważaniom o naturze czasu. Z pewnością kojarzysz ze swojego życia momenty, w których czas płynął bardzo szybko. Być może była to upojna randka, film trzymający w napięciu lub wciągająca książka. Kilka godzin upłynęło w oka mgnieniu. W końcu szczęśliwi czasu nie liczą. 

Znasz też na pewno sytuacje, w których czas dłużył się niemiłosiernie, sekundy nabierały wagi minut, a minuty roztyły się w godziny – w Twoim subiektywnym odbiorze. Mimo, że to jak postrzegamy czas, zależy od naszej świadomości (lub jej braku – we śnie nie czujemy upływu czasu) oraz przeżywanych emocji, czas dzieje się poza nami. Nie możemy go kontrolować, wpływać na niego, ani nim zarządzać. Nie możemy czasu kupić, sprzedać ani odłożyć na później. 

Jedyne czym możemy zarządzać, to swoją uwagą i swoimi działaniami. Poszczególne zadania, które wykonujemy, oczywiście dzieją się w czasie. Jednak to ile czasu zajmują wcale nie jest sprawą jasną. Nasze odczucia i przekonania (o tym ile coś zajmuje) bardzo różnią się od ilości minut na stoperze, który skrupulatnie mierzy, ile czasu zajęło nam wykonanie danej czynności.

Aby stworzyć skuteczny Plan Działania, potrzebujesz zastanowić się nad kilkoma kwestiami.

  1. ILE GODZIN PRACUJESZ W CIĄGU TYGODNIA?Z pewnością wiele osób odpowie 40 godzin. Być może i Ty pracujesz 5 dni w tygodniu po 8 godzin. Warto jednak odróżnić dwa pojęcia:

    a) czas SPĘDZONY w pracy oraz
    b) czas PRACY

    Czym te dwa terminy się różnią?
    – przerwami kawowymi (może też być przerwa herbaciana, papierosowa lub spacerowa)
    – przerwą obiadową
    – społecznymi interakcjami (rozmowami z kolegami i koleżankami niezwiązanymi z pracą)
    – przygotowaniem miejsca pracy (włączeniem lub podłączeniem komputera, przygotowaniem stanowiska pracy)

    Gdy odtłuścimy czas SPĘDZONY w pracy z wszystkich przerw, rozmów i przygotowań, otrzymujemy czas PRACY. Zwykle zostaje go pomiędzy 6 a 6 i pół godziny dziennie.

  2. ILE CZASU ZAJMUJĄ CI ZADANIA ZAPLANOWANE, A ILE SPONTANICZNE?Kolejna bardzo istotna kwestia to sprawdzenie przez ile godzin dziennie wykonujesz zadania zaplanowane, a ile czasu zajmuje Ci robienie rzeczy, które pojawiły się dopiero danego dnia. Jak możesz się o tym przekonać? Bardzo prosto.

    a) nastaw alarm w telefonie na każdą pełną godzinę, którą spędzasz w pracy. Jeśli pracujesz w godzinach 9-17, to alarm powinien zadzwonić o 10:00, 11:00, 12:00 (…) i 17:00.
    b) stwórz tabelkę (w Wordzie, Excelu, na Google Docs), w której będziesz zapisywać czy przez właśnie minioną godzinę wykonywałeś zadanie zaplanowane czy spontaniczne. Tabelka mogłaby wyglądać np. tak:
    PONIEDZIAŁEK 9-10 zaplanowane 10-11 zaplanowane 11-12 spontan 12-13 spontan 13-14 przerwa obiadowa 14-15 zaplanowane 15-16 zaplanowane 16-17 spontan
    c) uzupełniaj tabelkę po każdej godzinie pracy (gdy usłyszysz alarm), przez cały tydzień
    d) sprawdź, ile średnio dziennie poświęcasz na zadania zaplanowane, a ile na spontaniczne.

    Zsumuj wszystkie godziny zadań spontanicznych z tygodnia, a następnie podziel je przez 5. Mniej więcej tyle każdego dnia inwestujesz w zadania, które się pojawiają. Ile czasu potrzebujesz zainwestować, żeby poznać jak wykorzystujesz swój czas? Wpisanie jednej wartości do tabelki zajmuje 5 sekund. Jeśli przemnożymy to przez 8 (godzin), a następnie 5 (dni), otrzymamy 200 sekund, czyli 3 minuty i 20 sekund. Gwarantuję, że ta wiedza warta jest znacznie znacznie więcej.

  3. ILE CZASU ZAJMUJĄ CI POSZCZEGÓLNE ZADANIA?Wyrób w sobie nawyk korzystania ze stopera. Za każdym razem, gdy zaczynasz coś robić (tworzyć prezentacje w Power Poincie, dzwonić do klientów, segregować papiery) – włącz stoper.
    Gdy ktoś do Ciebie zadzwoni, przyjdzie lub robisz sobie przerwę regeneracyjną – zatrzymaj stoper. Potem wznów pomiar czasu, gdy wrócisz do pracy nad zadaniem. W momencie, gdy zadanie jest wykonane, zatrzymaj stoper i spisz, w minutach, ile Ci ono zajęło.
    Wykorzystuj do tego zawsze tę samą tabelkę, w której będziesz gromadzić informacje o wykonanych przez siebie zadaniach.
    Jakie są korzyści z takiego postępowania?

    a) duuużo lepiej oszacujesz w przyszłości czas wykonania danego rodzaju zadania. W każdej pracy istnieją standardowe zadania, które regularnie powtarzamy (codziennie, co tydzień czy co miesiąc). Świadomość tego, ile czasu na nie poświęcasz jest podstawą tworzenia Skutecznych i Realistycznych Planów.
    b) będziesz działać szybciej i sprawniej – sama świadomość tego, że mierzysz czas często działa mobilizująco. Chcesz jak najszybciej je zakończyć. Zamiast błąkać się po bocznych torach i tracić czas na nieistotne szczegóły, skoncentrujesz się na tym co najważniejsze.

Mając te wszystkie dane, możemy przejść do tworzenia Tygodniowego Planu.


Załóżmy, że Twój czas pracy to 6 i pół godziny przez 5 dni w tygodniu. Daje to 32 i pół godziny pracy tygodniowo. Załóżmy, że spontaniczne zadania zajmują Ci średnio 1,5 godziny dziennie, a więc 7 i pół godziny tygodniowo. Gdy od 32 i pół godziny odejmiemy 7 i pół godziny zostaje nam dokładnie 25 godzin.

Tak, tak. Tygodniowo nie wykonujemy 40 godzin zaplanowanej pracy. Ani nawet nie 30-ci. Dużo częściej jest to wartość pomiędzy 20-toma a 30-toma godzinami. Jeśli jesteś jedną z osób, które do tej pory planowały 40 godzin zadań i frustrował Cię fakt, że Twoje plany nigdy się nie sprawdzają, teraz już wiesz dlaczego. To ważny pierwszy krok, do tworzenia bardziej realistycznych planów.

Zacznij planować 5 godzin pracy dziennie (lub inną wartość, która wyszła z Twoich rachunków). Gdy tworzysz nowy Plan Tygodnia – sprawdź w swojej Tabelce Zadań Wykonanych, ile dane zadanie trwało. Jeśli robisz coś nowego – oszacuj czas wykonania, na podstawie składowych zadania.

Przykładowo: chcesz przygotować skrypty dla uczestników szkolenia. Ciężko jest na oko dobrać trafną wartość tego, ile to zajmie. 5 godzin, 10 godzin, może 15-cie? Jeśli jednak podzielisz sobie zadanie na jego składowe, będzie to znacznie łatwiejsze. Aby przygotować takie skrypty potrzebujesz:

a) pozbierać materiały z książek, prezentacji w Power Poincie, poprzednich skryptów. To powinno zająć około 120 minut.
b) wprowadzić do pliku w Wordzie zdobytą wiedzę. W przypadku 20 stronicowego skryptu zajmie to ok. 150 minut. 
c) zrobić korektę stylistyczną i graficzną – wyjustować tekst, poprzenosić zdania na nową stronę, wyrównać zdjęcia itd. To z kolei nie potrwa więcej niż 30 minut.
d) pojechać na miasto i wydrukować – druk tego wszystkiego razem z dojazdem może zająć ok 90 minut.

Gdy zsumujemy cały czas, otrzymamy 390 minut, czyli 6 i pół godziny. Taki szacunek będzie dużo dokładniejszy niż próba ocenienia całości zadania. Zachęcam do szacowania czasu w minutach.
Dlaczego?

a) zmusza nas to do precyzji, zamiast powiedzieć na odczepnego – jakieś półtorej godziny – zaczynamy myśleć, analizować i podajemy dokładniejszą wartość
b) w ten sposób damy sobie mniej czasu na wykonanie zadania, a zgodnie z Prawem Parkinsona, praca rozciąga się do maksymalnego czasu, który na nią przeznaczymy. Jeśli dasz sobie 30 minut na odpisanie na maila – zajmie Ci to 30 minut. Jeśli jednak dałbyś sobie na to tylko 5 minut, też byś zdążył to zrobić. Dlatego jeśli masz wątpliwości, ile dane zajęcia zajmie – przyjmij tę mniejszą wartość. O praktycznym, zastosowaniu Prawa Parkinsona zrobię prawdopodobnie osobny wpis.

Tworząc Tygodniowy Plan Działania weź pod uwagę różnicę pomiędzy czasem SPĘDZONYM w pracy a czasem PRACY oraz to, ile czasu zajmują Ci zadania spontaniczne, a ile zaplanowane. Szacuj czas wykonania zadań – jeśli masz z tym problem, rozbijaj zadania na mniejsze części.

Postępując w ten sposób zamiast być frustratem, który ciągle się spieszy, a i tak nie jest w stanie niczego do końca zrobić, skoncentrujesz się na tym co najważniejsze i osiągniesz lepsze efekty.

Szacowanie i Kontrola Czasu Naszych Działań
Posted by Andrzej Bernardyn in planowanie, 0 comments
Zanim zjesz tę żabę, przegryź kilka kijanek

Zanim zjesz tę żabę, przegryź kilka kijanek

Zjedz tę żabę … to metafora, którą spopularyzował Brian Tracy. Oznacza ona, że powinniśmy zająć się najtrudniejszym, najmniej przyjemnym zadaniem … on razu. Od samego rana. Powinna to być pierwsza rzecz, za którą się weźmiemy. Czy aby na pewno jest to dobry pomysł? O tym w dzisiejszym wpisie.

Skąd w ogóle wziął się pomysł zjadania żab na śniadanie (metaforycznie rzecz biorąc)? Nie jest on pozbawiony sensu. Bardzo łatwo tak sobie zorganizować dzień, żeby cały czas być zajętym, coś robić. Tym „czymś” możemy się zajmować nawet przez 8 czy 9 godzin. Problem polega na tym, że niewiele z tego wynika. Nasze życie osobiste i/lub zawodowe wygląda niemal identycznie, jak wczoraj. Nie udało nam się osiągnąć niczego ważnego.

W efektywności można zarysować następujące kontinuum:
bezczynność >>> aktywność >>> celowe, strategiczne działanie
Jeśli do tej pory cały dzień się leniłeś/łaś i zaczynasz „coś” robić, niewątpliwie osiągnąłeś / łaś postęp. Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy aktywnością a efektywnością.
Mówi o tym prawo Pareto – 80% rezultatów dostarcza nam 20% działań. Potwierdzają to ludzie sukcesu, którzy wcale nie pracują więcej czy dłużej niż typowi zjadacze chleba. Robią to jednak mądrzej. Lepiej inwestują swój czas. I do tego właśnie ma służyć zjadanie żaby o poranku.

Krok pierwszy to zidentyfikowanie zadania, którego wykonanie będzie dla Ciebie najbardziej wartościowe.

Krok drugi to zaczęcie dnia pracy od tego właśnie działania i wykonywanie go tak długo, aż się je ukończy.

Pech chce, że to najkorzystniejsze zadanie jest najczęściej również najtrudniejsze, najstraszniejsze. Przypomina wyjście poza strefę w komfortu i rzucenie się w przepaść bez spadochronu lub liny przywiązanej do nogi.

Jak myślisz, jaki może być efekt tego, że Twój dzień pracy ma się rozpocząć od czegoś, co budzi w Tobie głęboki niepokój? Czegoś, co sprawia że zaciskasz pięści, głęboko wzdychasz, lub gniewnie mrużysz oczy? Czy ochoczo bierzesz się do wykonania tego zadania i jesteś bardziej produktywny niż kiedykolwiek?

NIE! Najczęściej jest dokładnie odwrotnie!

Jeśli pracujesz zdalnie albo jesteś samozatrudniony, będziesz wylegiwać się dłużej w łóżku, wstaniesz o dwie godziny później niż standardowo. Stwierdzisz, że dawno nie wykonywałeś ćwiczeń fizycznych i teraz jest dobry moment, by wziąć się za siebie. W końcu zdrowie jest najważniejsze.

Co jeszcze jest ważne? LUDZIE! Wejdziesz więc na facebooka i złożysz życzenia urodzinowe oraz zobaczysz, co słychać Twoich znajomych. Zajrzysz do kalendarza i zobaczysz, że zbliżają się urodziny Mamy, a Ty jeszcze nie masz prezentu. Wejdziesz więc na allegro i poszukasz czegoś odpowiedniego. 

Nie mogąc się na nic zdecydować, odwiedzisz jeszcze groupona. Tam Twoim oczom ukaże się niezwykle atrakcyjna propozycja spędzenia weekendu dla dwojga. Hmm … w końcu rocznica naszego ślubu zbliża się dużymi krokami, może warto się temu przyjrzeć dokładniej…

Jeśli pracujesz na etacie, gdy tylko przyjdziesz do swojego biura / stanowiska, stwierdzisz że masz to już najwyższy czas, żeby uporządkować swoje miejsce pracy. Trzeba zrobić porządek w papierach, które piętrzą się już tak bardzo, że prawie nie widzisz przez nie innych ludzi i monitora. Poczujesz nieodpartą potrzebę odwiedzenia swojej skrzynki pocztowej i załamania się tym, na ile wiadomości „musisz” odpisać.

Stwierdzisz, że nie możesz pozwolić ludziom tyle czekać na Twoją odpowiedź. W końcu chcesz być postrzegany/a jako osoba energiczna i zdecydowana. Trzeba dbać o swój wizerunek. Spędzisz więc najbliższe 3 godziny pisząc i klikając wyślij. W międzyczasie uświadomisz sobie, że Twoja prezentacja w Power Poincie, którą będziesz jutro przedstawiał na spotkaniu, nie jest jeszcze idealna. Może to pierwsze zdjęcie powinno być bliżej prawej krawędzi? Czy na pewno Helvetica to dobra czcionka? Może lepsza będzie Arno Pro? Niech no ja się chwilę nad tym zastanowię…

OK, może moja wyobraźnia poniosła mnie radosnym galopem odrobinę za daleko. Z pewnością jednak rozumiesz, jakie zagrożenia niesie ze sobą decyzja o tym, by zaczynać dzień pracy od najstraszniejszej rzeczy. Zjedzenie żaby na śniadanie miało pomóc w zajmowaniu się ważnymi rzeczami, a tymczasem wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli przypadkowej, mało wartościowej aktywności. Co zatem warto robić?

Sportowcy zanim przystąpią do właściwej „pracy” – treningu lub faktycznych zawodów, rozgrzewają się. Dzięki temu zmniejszają ryzyko kontuzji, ale także sprawniej wykonują swoje zadania, bo mięśnie budzą się z letargu i są przygotowane do intensywnego wysiłku. Ludzie pracy też powinni się rozgrzewać.

ZANIM ZACZNIESZ WYKONYWAĆ DUŻE, SKOMPLIKOWANE ZADANIE – LUB TAKIE, NA KTÓRE NIE MASZ NAJMNIEJSZEJ OCHOTY – WYKONAJ I ZAKOŃCZ KILKA MNIEJSZYCH ZADAŃ.


W ten sposób wejdziesz w tryb działania.Zamiast snuć się po mieszkaniu, biurze czy w myślach, pokażesz sobie (swojemu umysłowi), że teraz bierzesz się do roboty. Wybierając proste i szybkie zadania, jesteś w stanie je

a) ukończyć
b) osiągnąć minisukces (dobrze je wykonać)

Dzięki temu dodatkowo przekonujesz się, że nie tylko potrafisz działać, ale że udaje Ci się ukończyć, to co zacząłeś i osiągnąć sukces (to, co sobie zaplanowałeś). To bardzo pokrzepiająca myśl, zwiększająca motywację do dalszego działania.

Porównaj tę możliwość z sytuacją, w której bierzesz się za duże, trudne zadanie. Po godzinie wykonałeś w porywach 7%. A i tak nie jesteś przekonany/a czy to, co zrobiłeś/łaś jest wartościowe. Może trzeba będzie zacząć od początku. Łatwo zwątpić w sens tego, co się robi lub w swoje kompetencje. Zamiast programować się na zwątpienie i porażkę, kształtuj nawyk osiągania (mini)sukcesów. Co konkretnie możesz zrobić?

Jeśli pracujesz zdalnie lub jesteś samozatrudniony/a

1. Pościel łóżko
2. Zrób 10 przysiadów lub skłonów
3. Załaduj naczynia do zmywarki i puść program lub umyj naczynia z poprzedniego dnia (o ile nie jest ich za dużo)
4. Pozbieraj brudne ubrania i wrzuć je do kosza na pranie
5. Podnieś rolety / żaluzje – zaproś słońce do swojego mieszkania
6. (zimą) Powycieraj krople wody, które osadzają się na oknach
7. Wyślij żonie (dziewczynie) / mężowi (chłopakowi) miłego smsa
8. Włącz komputer i otwórz odpowiedni dokument w Wordzie / Excelu / PowerPoincie / Photoshopie, nad którym będziesz dzisiaj pracować
9. Zrób małe zakupy w pobliskim sklepie (kup świeży chleb / bułkę, owoce na drugie śniadanie)
10. Odkurz jeden pokój.
11. Opłać rachunek (za czynsz, prąd, internet lub telefon) albo ZUS za ten miesiąc.

Jeśli pracujesz na etacie

1. Odpisz na JEDNEGO maila, który wymaga prostej odpowiedzi.
2. Wyrzuć wszystkie niepotrzebne rzeczy na Twoim stanowisku pracy do kosza.
3. Włóż do 10 dokumentów na Twoim biurku do odpowiedniego segregatora / szuflady
4. Zajrzyj do kalendarza i sprawdź, jakie spotkania / zadania, na Ciebie dzisiaj czekają
5. Przypisz priorytet A (wysoki) lub C( niski) każdemu zadaniu na dzisiaj
6. Przeczytaj JEDEN wpis na wartościowym blogu rozwojowym / profesjonalnym
7. Przeczytaj do 2 stron książki
8. Włącz komputer i otwórz odpowiedni dokument w Wordzie / Excelu / PowerPoincie / Photoshopie, nad którym będziesz dzisiaj pracować
9. Zanieś (fizycznie) dokument lub przedmiot, który Twój współpracownik będzie dziś potrzebował lub wyślij mu go mailem.
10. Zarezerwuj salę na spotkanie.

Oczywiście nie namawiam do tego, by wykonać wszystkie te zadania. Rozgrzewka powinna trwać od 10 do 30 minut. Możesz więc wybrać pięć zadań 5-minutowych. Albo trzy zadania 10-minutowe. Ważne by:

a) były to zadania, które na pewno uda Ci się wykonać z sukcesem
b) uda się je zakończyć w określonym, krótkim czasie – nie ma zagrożenia, że się znacznie rozciągną.

Nie planuj więc kreatywnych zadań typu: wymyślę ciekawą nazwę dla nowego produktu albo stworzę jeden ładny slajd w prezentacji. Po pierwsze to zadanie może Ci się nie powieść – nazwa nie będzie ciekawa, slajd nie będzie ładny. Po drugie może Ci to zająć dużo więcej czasu niż Ci się początkowo wydaje. Wybieraj zadania proste, krótkie, które na 100% uda Ci się wykonać. Możesz skorzystać z tych zaproponowanych przeze mnie lub (do czego Cię zachęcam) zaproponować własne (lepiej dopasowane do Ciebie i Twojej pracy).

Wykonanie takiej rozgrzewki pomoże Ci osiągnąć momentum, wejść w stan flow i zmotywuje Cię do intensywnej, efektywnej pracy. Dużo łatwiej będzie Ci zacząć dzień pracy, wiedzą że już od rana osiągniesz kilka (mini)sukcesów – zjedz kilka kijanek – niż gdy ma biurku siedzi stara, obleśna ropucha, którą masz spałaszować. Zadbaj tylko o to, by maksymalnie po 30 minutach wziąć się do właściwej, celowej pracy.

Zanim Zjesz Tę Żabę, Przegryź Kilka Kijanek!
Posted by Andrzej Bernardyn in motywacja, 0 comments
Motywacja = najbardziej przereklamowana rzecz we współczesnym świecie

Motywacja = najbardziej przereklamowana rzecz we współczesnym świecie

Nie ma się co dziwić, że jeśli ludzie coś chętnie kupują, to na rynku pojawia się zatrzęsienie produktów z danej kategorii. Bynajmniej nie oznacza to, że są one skuteczne. Często jest dokładnie odwrotnie. Skoro ludzie potrzebują kupować czegoś więcej i więcej, jasno to pokazuje, że dany produkt nie zaspokaja ich potrzeb. Tak właśnie jest z … MOTYWACJĄ! 

Gdzie się nie obejrzymy, atakują nas wystąpienia motywacyjne, książki o motywacji, szkolenia motywacyjne, na których łamie się deski, przebija strzały szyją czy chodzi po rozżarzonych węglach. Ma to swój urok, daje chwilowego ‘powera’ do działania i przekonanie, że ‘mogę wszystko’. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Jednak po powrocie z takiej imprezy, często mamy więcej problemów niż przed nią. Jak to możliwe? 

Przekonanie ‘mogę wszystko’ jest nie tylko błędne, ale także szkodliwe. Ludzie, którzy przeceniają swoje możliwości (finansowe, intelektualne, fizyczne) podejmują nietrafne decyzje, które wielokrotnie mają tragiczne skutki. 

‘Motywacyjne nakręcony’ pracownik może złożyć wypowiedzenie ze świetnej, dobrze płatnej pracy – bo nagle zapragnął ‘być na swoim’ czy ‘pracować nad własnymi celami’ i założyć firmę. Nieważne, że nie ma doświadczenia w prowadzeniu przedsiębiorstwa, biznesplanu czy dobrego pomysłu na produkt. 

Z kolei ‘nakręcony motywacyjnie’ przedsiębiorca może wziąć kredyt na inwestycje, które wyglądają wspaniale, ale w rzeczywistości będą kompletnie nietrafione i spowodują, że jego firma zbankrutuje. 

Czując bardzo silną motywację chcemy zmieniać świat, przenosić góry i przebiegać maratony. Jakikolwiek mniej ambitny cel jest dla nas zbyt miałki – gardzimy nim, bo nie wykorzystuje on ‘pełni naszego potencjału’. Wysoka motywacja często blokuje nas przed podjęciem działań, które w danym momencie byłyby dla nas najbardziej korzystne, ale nie wyglądają sexy.

Być może będzie to dla Ciebie zaskoczeniem, ale wysoka motywacja … szkodzi znacznie częściej niż pomaga!

Czy jednak nie ma dla niej miejsca? Czy jest całkiem bezużyteczna? Nie. Przydaje się, ale tylko w jednej sytuacji – kiedy zadanie, które mamy do wykonania jest bardzo trudne. Wtedy bez wysokiej motywacji nie będziemy w stanie go zrobić. Jeśli jednak zadania są średnio trudne czy łatwe, przeciętny poziom motywacji w zupełności nam wystarczy.

Świetnie ilustruje to poniższy wykres i Model Zachowań BJ Fogga – stanfordzkiego profesora, który od 20 lat studiuje ludzkie zachowanie.

Model Zachowań BJ Fogga - Andrzej Bernardyn

BJ Fogg mówi, że do zachowania dochodzi, gdy wystąpią jednocześnie 3 elementy:

a) Wyzwalacz (coś, co nam powie – zrób to teraz),b) Odpowiednia motywacja orazc) Odpowiednia łatwość.

Jeśli zabraknie dowolnego z tych elementów, nie dojdzie do zachowania.

Najłatwiej zrozumieć ten model na przykładzie dzwoniącego telefonu.

Jeśli nie pojawi się wyzwalacz (nie usłyszymy dzwonienia, nie poczujemy wibracji, nie zobaczymy mrugającego światełka albo ekranu) nie odbierzemy telefonu, nawet jeśli jesteśmy bardzo zmotywowani do rozmowy i łatwo nam odebrać.

Jeśli nie będziemy mieli dostatecznej łatwości w odebraniu telefonu (w jednej ręce niesiemy śpiące dziecko, a w drugiej torby z zakupami), nawet mimo wyzwalacza i motywacji nie odbierzemy telefonu.

Motywacja też jest nie bez znaczenia. Jeśli dzwoni do nas ktoś, z kim w ogóle nie mamy ochoty rozmawiać (np. znany nam sprzedawca oferujący odkurzacz za 10 tys zł. który odmieni nasze życie), to mimo łatwości i wyzwalacza też nie sięgniemy po telefon.

Wszystkie te trzy czynniki muszą wystąpić jednocześnie, aby doszło do zachowania.

Ludzie jednak zdecydowanie przeceniają rolę motywacji we wpływaniu na działanie swoje lub innych.

Spójrz jeszcze raz na wykres. Jeśli znajdujesz się poniżej progu aktywacji, do zachowania nie dojdzie, bez względu na to, jak często pojawi się wyzwalacz. Pomiędzy osią motywacji a progiem aktywacji jest przerwa, nie bez przyczyny. Ktoś może być bardzo do czegoś zmotywowany, ale jeśli dane zadanie jest dla niego zbyt trudne, to i tak tego nie zrobi.

Wyobraź sobie że ktoś oferuje Ci 1 000 zł za to, że podskoczysz na wysokość 1 metra (bez żadnych wspomagaczy typu trampolina itd.). 1 000 zł za 5 sekund pracy jest bardzo dobrą stawką, prawda?. Jeśli tylko masz wystarczającą łatwość (jesteś w stanie to fizycznie zrobić), to z pewnością się na to zdecydujesz. Jeśli jednak, tak jak ja, z trudem odrywasz się od ziemi, to żadna ilość pieniędzy tego nie zmieni. Ktoś mógłby Ci zaoferować 500 milionów dolarów, dzięki którym byłbyś ustawiony do końca życia. Trudno o silniejszą motywację. Ale jeśli nie potrafisz tego zrobić, nic to nie zmieni. Do zachowania nie dojdzie.

Badanie naukowe pokazują, że przy wysokich nagrodach ludzie zaczynają działać znacznie gorzej, a nie lepiej. Bo myśl, że taka okazja może im przejść obok nosa działa wręcz paraliżująco. Niestety wielu ludzi uważa, że motywacja jest jedynym czynnikiem decydującym o tym, czy ktoś coś zrobi. Przez to pompują motywację, jak tylko się da, nie rozumiejąc, że cała para idzie w gwizdek – ucieka przez ‘komin motywacyjny’, co wcale nie przybliża ich do sukcesu.

Komin Motywacyjny - Andrzej Bernardyn

Dużo lepszym rozwiązaniem jest popracowanie nad 2 pozostałymi czynnikami: wyzwalaczem i łatwością.

I. WYZNACZ DOBRY WYZWALACZ (SOBIE, SWOIM KLIENTOM), KTÓRY PODPOWIE, ŻE NALEŻY DZIAŁAĆ W TYM MOMENCIE.

Jeśli ktoś będzie miał odrobinę motywacji i zadanie będzie wystarczająco łatwe, to to zrobi.

Chcesz codziennie coś czytać (książkę, blogi)? Wyznacz jasny wyzwalacz – PO TYM JAK zrobię pierwszą przerwę w pracy, OD RAZU poczytam przez X minut.

Chcesz by klient, który był mocno zainteresowany Twoim produktem, w końcu go kupił? Wyślij mu maila, smsa, zadzwoń do niego. Daj mu bodziec, który zachęci go, by kupił teraz.

II. ZWIĘKSZ ŁATWOŚĆ ZADANIA.

Badania BJ Fogga pokazują, że w dłuższej perspektywie łatwość i prostota działania dają dużo lepsze efekty niż motywacja. Dlaczego? Bo motywacja jest niestabilna i nie mamy nad nią pełnej kontroli. Najczęściej działa jak fala – raz jesteśmy na górce motywacyjnej, raz w dołku.

Nie da się być cały na szczycie fali motywacyjnej. Możesz raz w tygodniu chodzić po rozżarzonych węglach, łamać strzały oczodołem czy zionąć gorzałą i ogniem jednocześnie. Mimo ciągłego nakręcania motywacyjnego i tak znajdziesz się prędzej czy później w dołku. To zjawisko często jest nazywane efektem jo-jo w motywacji. Im mocniej naciągniesz żyłkę, tym mocniej pociągnie Cię w dół w pewnym momencie.

Powodem nieskuteczności działań większości ludzi jest właśnie opieranie się wyłącznie na tak chimerycznym, humorzastym stworze, jakim jest motywacja. Jak jest wysoka – działasz. Jak spada – przestajesz pracować nad swoimi celami. Znasz to ze swojego życia? Ja bardzo dobrze.

Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Zamiast bazować na motywacji, na którą masz ograniczony wpływ, lepiej jest zwiększać łatwość działania. Jeśli dane zachowanie jest wystarczająco łatwe, to bez względu na to, czy masz wysoką, średnią czy niską motywację – zachowanie wystąpi.

Jedna uwaga – motywacja nie może być zerowa. Pomiędzy osią łatwości i progiem aktywacyjnym też jest przerwa. Jeśli absolutnie Ci się nie chce czegoś zrobić, to zachowanie zostanie wessane przez ‘kanał motywacyjny’ i spłynie do ścieków.

Komin i Kanał Motywacyjny - Andrzej Bernardyn

Jednak sytuacja, w której zupełnie nic Ci się nie chce, jest bardzo rzadka – mam przynajmniej taką nadzieję. Dlatego odpowiednio projektując zachowanie, zadbaj o jego dużą łatwość. W przeciwieństwie do bycia zmotywowanym masz na to pełny wpływ. Możesz sprawić, że zachowanie będzie tak proste, że zrobisz je mimochodem.

Jeśli chcesz zacząć robić ćwiczenia fizyczne, ale nie możesz się do tego zebrać, zacznij od jednego powtórzenia. Jednej pompki. Jednego brzuszka. Jednego przysiadu.

Ja jeszcze 3 miesiące temu byłem w stanie przy wielkim wysiłku zrobić pół pompki – powoli opuścić się na podłogę. Stopniowo jednak moc wracała do moim mięśni, łatwość się zwiększała i mogłem sobie pozwolić na nieco więcej. Zrobienie 1 całej pompki. Potem dwóch na raz, trzech na raz. A teraz robię 50 pompek codziennie. Co prawda w dwóch turach, ale i tak jest to dla mnie sukces, w który jeszcze 3 miesiące temu był nie uwierzył. Wtedy byłem przekonany, że już na tyle się roztyłem, że nie ma dla mnie nadziei.

Chcesz regularnie wychodzić na spacer lub spędzać czas na świeżym powietrzu? Zaprojektuj zachowanie, w którym Twoim celem jest tylko ubrać strój sportowy, buty i wyjść za drzwi mieszkania. Tylko tyle. Jeśli będziesz chciał, możesz zawrócić do domu. Ale najczęściej nogi same Cię poniosą na zewnątrz.

Jak zwiększać łatwość naszym Klientom, aby chętniej kupili nasz produkt – o tym dowiesz się z kolejnego wpisu.

Teraz chciałbym, żebyś zastanowił się nad swoimi działaniami. Jeśli czegoś pragniesz, masz przeciętną lub choćby minimalną motywację, aby wykonać dane zachowanie, odpowiedz na 2 pytania:

1) jaki wyzwalacz mogę zaprojektować? (PO TYM JAK … wstanę z łóżka / umyję zęby / przyjdę do pracy / włączę komputer … OD RAZU zrobię X)

2) jak mogę zwiększyć łatwość tego zachowania?

Jeśli tylko znajdziesz dobre odpowiedzi, przybliżysz się do osiągnięcia swojego celu wielokrotnie szybciej niż pracując nad motywacją. Czego Ci serdecznie życzę!

MOTYWACJA – Najbardziej Przereklamowana Rzecz We Współczesnym Świecie!

Posted by Andrzej Bernardyn in motywacja, 0 comments